Zakazana miłość – Nicole Jordan


Dzisiaj przychodzę z negatywną recenzją. Nie wiem co jest przyczyną tak niskiej oceny – albo tematyka jest już tak nudna, że się nie da jej czytać, albo ja jestem tak przewrażliwiona w ostatnim czasie na punkcie wszystkiego i czepiam się niepotrzebnie, ale fakt pozostaje faktem! O jaką książkę chodzi? Jeśli chcecie, zjedźcie niżej i się przekonajcie!

Zakazana miłość” Nicole Jordan. Już sam tytuł daje do myślenia, że mamy do czynienia z romansem z epoki. Piękne stroje, wystawne bale, zaloty na najwyższym poziomie a nie podryw w stylu: „Ej, laska, chciałbym, żebyś była moją foczką”. Panowie ubrani jak prawdziwi królewicze, panie delikatnie się rumieniące za barwnym wachlarzem, tak kiedyś chyba było! Piszę „chyba”, bo wiecie… fikcja literacka to potężna rzecz, a ja nie byłam i nie piłam ponczu na żadnym z takich bali, by wiedzieć to na pewno. Moją uwagę przykuła okładka, bowiem na niej znajduje się kobieta w masce i masą tiulu. Od razu pomyślałam o balu maskowym.

Jeśli chodzi o fabułę, to kręci się ona wokół waśni pomiędzy dwoma rodami – Wilde’ów i Fortinów. Jeden z Wilde’ów zastrzelił jednego z Fortinów trzy pokolenia wcześniej… i na tym się nie kończy, bowiem ci drudzy zostali pozbawieni także tytułu i majątku. A to prowadzi do młodej panny Fortin, którą rodzice zamierzają wydać za mąż za starego, ale bogatego księcia. Już na okładce można się dowiedzieć, że Sophie Fortin na balu maskowym organizowanym przez jej cioteczną babkę zostaje pocałowana przez tajemniczego pirata. Jak możecie się domyślić, tajemniczy mężczyzna rozbudzi w niej uczucia, które do tej pory były jej nieznane i stają się dla niej pociągające, ekscytujące i z każdą chwilą bardziej pożądane. I tak, dobrze się domyślacie – tym piratem był przedstawiciel Wilde’ów, Jack. Bierze on sobie za punkt honoru, by Sophie nie wyszła za księcia, lecz za niego, a to prowadzi niecnego pirata do podjęcia decyzji, których wcale nie chce podejmować.

Nie będę ukrywać, że potwornie się męczyłam przy czytaniu. Uwierzcie mi, miałam ochotę odłożyć ją po pięćdziesięciu stronach i może dać sobie czas na romans historyczny. Dałam sobie trochę czasu, konkretnie dwa dni. Nie pomogło. Od samego początku ta książka aż wieje totalnym absurdem, bo jak można się zakochać w kimś, kogo widzi się pierwszy raz i do tego uważać, że po jednej rozmowie zna się tę osobę lepiej niż rodzina, z którą się obcuje wiele lat? Okej, kurczę, wiem, że zdarzają się takie przypadki, ale no… Romanse muszą mieć chyba to do siebie, że są przeokropnie naiwne, bo „Zakazana miłość” jest tak naiwna… dochodząc do tych pięćdziesięciu stron miałam taki niesmak w ustach i w mej głowie, że zastanawiałam się jak to w ogóle mogło zostać wydane. Czytałam wiele romansów w swoim życiu i w niektórych była ta rozwijająca się miłość dwojga głównych bohaterów, ale na drugim planie był także jakiś kryminał, poszukiwanie skarbów, albo problemy z prawem… ale nie trafiłam chyba nigdy na romans historyczny, który kręciłby się jedynie wokół zachcianki Jacka, że poślubi Sophie! Mam szczerą ochotę powyrywać sobie włosy z głowy, bo nie mogę znieść tego jak bardzo ci bohaterowie byli płytcy… i niezdecydowani. Dokładnie tacy są. Nie potrafią się zdecydować, co na dłuższą metę jest irytujące i ma się ochotę potrząsnąć bohaterami, bo jak tak można? Brakuje mi słów, by opisać jak bardzo mnie denerwowali swoimi zachowaniami i charakterami.

Wszystkie było takie idealne, rodzina Jacka, która miała trochę członków, w pewnym momencie pogubiłam się w liczeniu. Byli tacy pomocni, chętni, natrętni, bo skoro Jack mówi, że nie potrzebuje pomocy to chyba nie potrzebuje! Ale nie, rodzinka ma swój własny mózg i nim się posługuje, ale obojętnie czego by nie zrobili, Jack będzie im wdzięczny za miłość i cierpliwość jaką mu okazali, gdy był małym chłopcem. Bo musicie wiedzieć, że Jack miał dość traumatyczne dzieciństwo i trochę ciężko u niego było z okazywaniem uczuć. Cóż jeszcze było idealnego, no oczywiście miłość Sophie i Jacka! Lukier lał się strumieniami, aż mnie zęby bolały. Jak to dobrze, że mam niedługo dentystę.

Wiem, że moja recenzja nie należy do pochlebnych, choć romanse raczej wysoko oceniam, tak tego nie potrafię. Moim największym marzeniem stało się zakończenie jej jak najszybciej, ale jak na złość szła tak opornie, że męczyłam się z nią kilka dni. Możliwe, że miałam po prostu złe dni, pełne napięcia i groma spraw do załatwienia i nie potrafiłam się skoncentrować na czytaniu tak jak powinnam. Nie zmienia to jednak faktu, że, powtórzę to raz jeszcze, książka jest wybitnie naiwna. Inne romanse jakoś bardziej mi się podobały, a ten… nie polubiliśmy się i miałam wrażenie, że w nocy jakieś małe wróżki zmieniają treść, żebym miała jeszcze bardziej pod górkę.

Ocena: 1/6

Pomyluna

 

Reklamy

One response to “Zakazana miłość – Nicole Jordan

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: