Wilcze leże – Andrzej Pilipiuk


Myślę, że każdy miłośnik Polskiej fantastyki zna twórczość Andrzeja Pilipiuka. Autor ten specjalizuje się przede wszystkim w krótkich formach literackich. Pisarz ma na swoim koncie mnóstwo opowiadań, które zostały nagrodzone prestiżowymi nagrodami literackimi. Do moich ulubionych zbiorów nalezą „Kroniki Jakuba Wędrowycza” i „Wampir z M3”. Wprawdzie nie jest to literatura wysokich lotów, ale można przy niej spędzić miło czas. I chyba o to autorowi chodzi. Dlatego wielkim zaskoczeniem nie będzie, że recenzja, którą dzisiaj przeczytacie będzie dotyczyła kolejnego pakietu krótkich historii.

Wilcze leże” to kolejny zbiór na koncie Andrzeja Pilipiuka. Dziewiąty już, który wyszedł spod serii „Światy Pilipiuka”. Miłośnicy cyklu będą zachwyceni, bo spotkają starych znajomych, których pamiętają od początku. Mam na myśli Roberta Storma i doktora Skórzewskiego. Do tego drugiego wielkiego sentymentu nie pałam, ale Storma polubiłem. Może dlatego, że podobnie jak ja ma smykałkę do archiwistyki. To właśnie opowiadania z tym bohaterem czytało mi się najlepiej. A jak wypadła reszta? Jak to bywa w zbiorach opowiadań bardzo nierówno.

Do najlepszych historii zaliczam te, w których szeroko pojęta fantastyka jest zaledwie tłem a nie główną osią fabularną. Dlaczego? Ponieważ opowieści z istotami mitologicznymi (czyt. wilkołakami) wypadają bardzo nierealistycznie. Czasami wręcz komicznie. Momentami czuje się jakby ktoś podrzucił nam bajkę dla dzieci. Moim zdaniem autor powinien mniej skupiać się na tego typu historiach. No chyba, że chodzi o wspomnianą już wcześniej książkę „Wampir z M3”, gdzie legendarne stworzenia zostały przedstawione w sposób satyryczny.

W opowiadaniach „Odległe krainy” i moim ulubionym „Cmentarzysko marzeń” ta fantastyka się pojawia, ale jest ona zdecydowanie lepiej wykorzystana. W sposób bardziej profesjonalny. Za zakończenie wspomnianego „Cmentarzyska marzeń” moja ocena leci automatyczne oczko w górę. Genialne. Autor trafił idealnie w moją aktualną sytuację życiową. Dlatego z przyjemnością przeczytałem je po raz kolejny.

Można też napisać coś zupełnie innego. Bez fantastycznej otoczki. „List z wysokich gór” jest tego przykładem. Piękna historia z poruszającym zakończeniem. Chciałbym w dziesiątym tomie przeczytać coś podobnego.

A reszta? Szału nie ma. Nie zmienia to jednak faktu, że bawiłem się całkiem dobrze. Nie można też odmówić Andrzejowi Pilipiukowi wyobraźni. Tutaj autor daje radę od samego początku do końca. Za zróżnicowanie historii i momentami pokręcone pomysły kolejne oczko w górę. Szczególnie za doktora Leonarda. Mam nadzieję, że w dziesiątym tomie pisarza poniesie jeszcze bardziej wyobraźnia. Może wtedy ta fantastyka będzie bardziej dojrzalsza.

Światy Pilipuka” to seria, która nie każdemu przypadnie do gustu. Warto jednak sięgnąć chociaż po jeden tom i zapukać do drzwi świata Pana Andrzeja. Dla tych co zaczynają przygodę z tym autorem „Wilcze leże” będzie dobrym początkiem. Mi tymczasem pozostaje czekać na Roberta Storma i jego perypetie. Miejmy nadzieje, że „dyszka” zawita do nas bardzo szybko.

Ocena: 4/6

DonSzabla

Za książkę do recenzji dziękuję wydawnictwu FABRYKA SŁÓW

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: