Codziennie fit – Marta Henning


Każdego dnia od wielu, wielu lat w gazetach, w telewizji czy na Internecie jesteśmy oblegani przez wszelkiego rodzaju suplementy diety wspomagające odchudzanie, różne dziwne metody pozbywania się nadmiaru tkanki tłuszczowej i wiele, wiele innych. Na pewno każdy z Was przynajmniej raz dziennie dostaje maila z cudowną metodą, która sprawi, że schudniecie (nawet kiedy nie macie co zrzucać) i to bez żadnych ćwiczeń! Cud! Istny cud!

Prawdą jest, że takie cuda to bajki. Wymyślone na potrzeby marketingowców by produkt się sprzedawał. Osobiście jestem osobą, która od kilku ładnych lat ma zawsze coś do zgubienia. Nie ma roku, kiedy nie przyrzekałabym sobie sumiennie, że zacznę ćwiczyć, zdrowo się odżywiać i w ogóle zacznę zmieniać siebie. Co roku w Sylwestra jestem na siebie zła, bo nie udaje mi się osiągnąć zamierzonych celów. Nie mam motywacji, to jest główny problem. Wychodzę z założenia, że dopóki mieszczę się w drzwiach to nie jest tak źle 😀 Błędne myślenie.

Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że odchudzanie, zdrowy tryb życia jest naprawdę łatwo osiągnąć, brakuje tylko chęci. Po tym długim wstępie chyba czas na przedstawienie książki, o której będzie mowa, choć można się tego było domyślić już dawno.

Codziennie fit” Marty Hennig to książka, która trafiła w moje ręce, bo od jakiegoś czasu naprawdę chcę zmian, pragnę się zmienić, schudnąć i z przyjemnością patrzeć w lustro, na wagę, bo kilogramy maleją. Wybrałam ją niejako przez lekką desperację, bo dotychczasowe książki, jakie przeczytałam w tej tematyce były na temat konkretnej diety. Marta Henning od samego początku w pewien specyficzny sposób mnie ujęła, swoim spojrzeniem na kwestie odchudzania i tokiem myślenia.

Na samym początku znajdują się pierwsze wskazówki jak zacząć być fit, jak się do tego przygotować w najlepszy sposób. Co mi się bardzo spodobało to już na wstępie był najważniejszy warunek do spełnienia swoich marzeń o pięknej sylwetce – badania lekarskie. Od tego powinniśmy zacząć całą przygodę z tworzeniem nowego „ja”. Autorka wskazała badania, które są wskazane do zrobienia takie jak EKG, poziom glukozy czy morfologia. Gdy nie ma żadnych sprzeciwów, kolejnym krokiem jest pozbycie się wszelkich ukrytych czekoladek, chipsów, napojów gazowanych znajdujących się w jakimś zachomikowanym miejscu. Kolejny krok? Znalezienie motywacji i celu, do którego będziemy dążyć.

Kolejne strony dotyczą min. dobierania stroju sportowego, kwestii dlaczego stanik sportowy jest bardzo, bardzo ważny; wzory dzięki którym obliczymy, ile powinniśmy przyjmować dziennie kalorii, jak czytać etykiety na produktach w sklepach… cała masa informacji! Choć wiedza ta jest znana i jeszcze bardziej rozpowszechniana, to mam takie małe wrażenie, że „Codziennie fit” jest takim kompendium wiedzy w przystępnej i zrozumiałej formie. Znajdują się także przepisy na apetycznie wyglądające dania na każdy posiłek dnia (zdjęcia są bardzo zachęcające do spędzania czasu w kuchni). Znajdzie się również rozdział na temat ćwiczeń, treningów interwałowych, cardio czy aerobowych. W 2016 przez jakiś czas byłam bywalczynią siłowni… przyznam szczerze, że jak nigdy nie lubiłam ćwiczeń fizycznych tak po siłowni, choć nie miałam sił, byłam styrana i ledwo żywa, to przynosiło mi to ogromną przyjemność z dnia na dzień, bo widziałam efekty w postaci tego, że mogłam podnosić więcej, mogłam więcej przebiec na bieżni i tak nie sapałam. Siłownia to naprawdę fajna sprawa 😉

Ogromnym plusem jest to, że książka jest wydana w formacie większym niż A5, ma wspaniały kredowy papier, który uwielbiam, a który sprawia, że książka trochę waży. Ale coś, przez co mi się oczy zaświeciły, gdy zobaczyłam okładkę i zawartość, to kolorowe strony! Nie ma strony, która byłaby nudna, szara, mało zachęcająca. Każda ma przyjemne, delikatne kolorki, dymki, łatki… książka została wydana po mistrzowsku! Zachęciła mnie, sprawiła, że gdzieś tam w mojej głowie pojawiła się ta myśl „A może spróbować?”. Spróbowałam! I choć wiele mi brakuje do ideału to może wreszcie znalazłam książkę, która odpowiednio mną pokieruje przy walce z tłuszczem. Najważniejsze to mieć wsparcie w ludziach, najbliższych nam osobach, ale tego typu poradniki są bardzo dobrym pomysłem dla osób, które najzwyczajniej w świecie nie wiedzą jak zacząć.

Bardzo polecam, bo nie wyjdę z podziwu dla grafików, którzy stworzyli naprawdę przyjemną dla oka książkę, którą czyta się błyskawicznie i którą się zapamiętuje! Głównie dzięki zdjęciom, obrazkom, zwracaniu się autorki wprost do nas, czytelników. Polecam, bo mnie pomogła ruszyć cztery litery do walki o własne zdrowie 😉

Ocena 6/6

Pomyluna

Bardzo dziękuję za egzemplarz wydawnictwu PUBLICAT

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: