Przeczucie – Tetsuya Honda


Konnichiwa!

Obecnie na polskim rynku można znaleźć kryminały polskie, skandynawskie, amerykańskie, angielskie, francuskie i wiele innych, jednak japońskie są w mniejszości. Jeśli miałabym wymienić japońskich autorów jakiegokolwiek gatunku, to na myśl przychodzi mi tylko Haruki Murakami. Choć nigdy żadnej z jego książek nie czytałam, to nie raz natknęłam się na jego powieści. Jednak z japońskim kryminałem nigdy nie miałam styczności (przynajmniej nie w wersji papierowej, bo filmów i seriali trochę widziałam), więc kiedy otrzymałam propozycje zrecenzowania „Przeczucia”, to z chęcią na nią przystałam 😉

Fabuła

Młoda komisarz tokijskiej policji Reiko Himekawa, otrzymuje wezwanie do zwłok zapakowanych w worek na śmieci znajdujący się w żywopłocie domku jednorodzinnego. Denat posiada mnóstwo ran ciętych, kłótych oraz rozcięty brzuch. Reiko wraz ze swoim zespołem przystępuje do przepytywania okolicznych mieszkańców. Parę dni później znane są już personalia zmarłego. Okazuje się nim być pracownik firmy leasingowej sprzedającej sprzęt biurowy – Taichi Kanebara. Kiedy po żmudnym przepytywaniu przełożonych i współpracowników, jak również żony i przyjaciół denata, kobieta zaczyna łączyć pewne fakty i stwierdza, że niedaleko podrzuconych zwłok, w stawie, powinny znajdować się kolejne. Przepuszczenia komisarz okazują się trafne, przez co zwraca na siebie uwagę konkurencyjnego zespołu z komisarzem Katsumatą na czele, którego Reiko szczerze nie znosi (z wzajemnością). Niestety nadkomisarz Imaizumi rozkazuje obu zespołom współpracować. W trakcie śledztwa jeden z aspirantów Reiko – Otsuka wpada na bardzo ciekawy trop pewnej dziwnej strony internetowej…

Moim zdaniem

Nie będę owijać w bawełnę, powieść poprosiłam do recenzji tylko i wyłącznie dlatego, że lubię mangę, anime i Japonię. Gdyby nie to, to raczej książki bym nie przeczytała 😛 Już na piątej stronie (zaraz przed historią) znajduje się spis postaci, a dokładniej, to policjantów. Obecne są same japońskie imiona i nazwiska, a jak one pięknie brzmią, np. „Ishikura”, czyta się „Iszikura”, a „Shinji”czyta się „Szindżi”. Tak, mam zaciesz z umiejętności czytania japońskich słów 😀

Największym plusem powieści jest na pewno opis pracy japońskiej policji, jej hierarchia wśród pracowników, wspólne działanie policjantów, nawet jeśli jest to współpraca przełożony-podwładny. W Japonii mamy duży nacisk na mówienie do siebie po nazwisku, jeśli ktoś mówi do kolegi po imieniu, to oznacza dużą zażyłość lub związki rodzinne. Co ciekawe, nie spotkałam się z używaniem przez bohaterów tytułów grzecznościowych takich jak przedrostek „san”, które zawsze są dodawane do nazwisk lub imion. W japońskich animacjach i filmach, a nawet komiksach praktycznie zawsze słyszy się „san” lub „chan”, a czasami „kun”. W książce tego zabrakło i nie wiem, czy autor celowo ich nie użył, czy też tłumacz stwierdził iż przedrostki są zbędne i wystarczą nasze rodzime „pan/pani”. Wracając do opisu struktury policji, oprócz hierarchii w stopniach służbowych, co daje protagonistce pole do manewru, autor pokazał, że pomimo wysokiego stopnia, panna Himekawa nadal natrafia na mur, jeśli chodzi o pracę w terenie. Ludzie z reguły traktują kobietę, jako głupszą/gorszą/delikatniejszą przez co pani komisarz nie raz musi udowadniać, że jest warta bycia komisarzem i dowódcą zespołu. Widać to również w stosunku matki do córki. Mama Reiko ciągle suszy głowę córki o narzeczonego, ślub i odejście z policji lub chociażby o przejście na mniej wymagające stanowisko (czyli po prostu degradacja). Niestety w Japonii nadal panuje taki zwyczaj, że jeśli kobieta wyjdzie za mąż, to powinna zrezygnować z pracy i zająć się domem oraz dziećmi. Coś mi się zdaje, że japońskie kobiety mają nieco gorzej niż polskie, jeśli chodzi o emancypację 😉

Główna bohaterka jest młoda, ładna i inteligenta. Bardzo szybko awansowała z drogówki do wydziału zabójstw i to na stopień komisarza. Jej charyzma bierze się z tragedii, jaka spotkała ją w liceum, a będąc kobietą ciągle musi wszystkim udowadniać, że jest dobra w swoim fachu, co oznacza więcej pracy i wytrwałości w przeciwieństwie do mężczyzn. Niby same superlatywy, ale pragnę zaznaczyć, że dla mnie, ta postać jest po prostu przeciętna. Dlaczego wszyscy dobrzy detektywi/policjanci muszą mieć za sobą jakąś życiową tragedię? Dlaczego każdy pozytywny bohater w kryminałach boryka się ze straszną historią z przeszłości? Albo ktoś stracił kogoś bliskiego, albo był świadkiem jakiejś tragedii, albo prawie umarł, tudzież spędził na odludnej wyspie pięć lat… Naprawdę nie mogę sobie przypomnieć żadnego policjanta/detektywa z książek, filmów i seriali, którzy mieli normalne dzieciństwo, przeciętne lata szkolne i nudne dorosłe życie. Co do samej Reiko, to autor chyba nie mógł się zdecydować, co do odwagi, charyzmy i asertywności swojej bohaterki, bo niby kobieta potrafi o siebie zadbać, bić się, odpyskować, czy walczyć o siebie, ale z drugiej strony kiedy jeden z komisarzy jej ubliża, publicznie ją poniża i traktuje jak idiotkę, to co ona robi? Pyta „dlaczego jesteś taki wredny?”. O ja pierd…! Normalnie facepalm! Serio?! Jakim cudem panna Himekawa przeszła przez szkolenie policyjne? Jakim cudem ona łapie bandziorów?! Pytając „dlaczego jesteś taki niedobry?”

Co do intrygi, a właściwie śledztwa detektywistycznego, to muszę przyznać iż jest nużące. Okej, ja wiem, że śledztwa nie są tak spektakularne niczym CSI Miami/Vegas/NewYork albo tak przepełniane akcją niczym „Zabójcza broń”, ale to nie zmienia faktu, że całe do dochodzenie mnie nie wciągnęło. Nie wiem, czy to wina autora, czy moja (bo może miałam gorsze dni), ale np. w serii Roberta Galbraitha, którą uwielbiam, też mamy żmudne śledztwo, a jakoś mnie ono nie nudzi, tylko ciekawi i sprawia, że chcę jak najwięcej stron do czytania. „Przeczucie” przedstawia pracę tokijskiej policji, a przede wszystkim cały ten trud przy sprawdzaniu poszlak, przesłuchiwaniu świadków, czy szperaniu w internecie. To wszystko jest jak najbardziej na plus, bo pokazuje jaką wiarygodną rzeczywistość, a nie zjawiskowe wybuchy, pościgi i wyuzdany seks w samochodzie 😉 Książkę pomimo wszystko szybko się czyta, ale bez przekonania. Bardzo szybko zorientowałam się, kto jest złym i dlaczego, a potem czekałam aż bohaterowie sami do tego dojdą (oczywiście czytelnicy dostają więcej wskazówek, niż pani komisarz, chociażby kawałki spowiedzi mordercy pojawiająca się co kilkadziesiąt stron). Główna bohaterka miewa niezłe przeczucie, ale nie mają one nic paranormalnego, choć miałam na to nadzieję. Reiko po prostu potrafi wczuć się nie tylko w rolę ofiary, ale i oprawcy. Ot taki skomplikowany kobiecy umysł 😛

Powieść ma swoje plusy i minusy. Fani historii kryminalno – detektywistycznych powinni zaopatrzyć się w „Przeczucie”, bo to pomimo wszystko jest to coś nowego na naszym rynku. W końcu Japonia, to nie tylko manga i anime 😉 Czytelnicy lubujący się we wszystkim, co japońskie po prostu muszą zakupić książkę, bo inaczej ich kolekcja będzie niepełna 😛

Jeśli o mnie chodzi, to z ciekawości zaopatrzę się w drugą część (o ile zostanie u nas wydana), jednak nie będę jej wyczekiwać. Po prostu, jak będzie, to kupię, nie będzie, płakać nie będę 😉 Jako że potrafię docenić dobrze napisaną powieść (choć język jest prosty, to składnia jest na wysokim poziomie) ocenę końcową wystawiam dość wysoką, bo fakt, że ja się nie wciągnęłam, nie oznacza, że inni nie będą książki pochłaniać z zapartym tchem. Arigato wydawnictwu „Znak” za wydanie japońskiej historii. Mam nadzieję, że się przyjmie, bo liczę na kolejnych autorów z kraju kwitnącej wiśni 🙂

Ocena: 4/6

Sayonara!

Martycja

Reklamy

2 responses to “Przeczucie – Tetsuya Honda

  • magdzilla19

    Eee… „Ishikura” czyta się „Isikura”, a „Shinji” „Sindzi”, bardziej miękko, więc ten zaciesz lekko nad wyrost 🙂 Co do przyrostków typu ‚san’ to najprawdopodobniej (99,9%) była to decyzja tłumacza i chwała mu za to. Jest to coś zdecydowanie zbędnego do odbioru. Książka wydaje się w swojej żmudności ciekawa, ale to domena wszystkich japońskich książek, moze oprócz zamerykanizowanego Murakamiego. Japonczycy zupełnie inaczej postrzegają ruch czasu.

    • Martycja

      A pytałam się Japończykom na konwentach, czy dobrze wymawiam, to twierdzili, że tak – kłamcy, wszędzie kłamcy 😛
      Mnie by się podobały te wszystkie „san”, „chan” itp, ale to moje zdanie, a każdy ma prawo mieć inne 😉
      Z tym czasem, to się zgadzam. Pamiętam jak pierwszy raz oglądałam Ring, to myślałam, że umrę z nudów przed upływem siedmiu dni 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: