Na linii wzroku – David Ellis


Na ten utwór trafiłam przez przypadek. Przechodząc między półkami biblioteczki, zobaczyłam niechlujnie zostawioną książkę. „Na linii wzroku” autorstwa Davida Ellisa. Twórca jak i tytuł zupełnie nic mi nie mówiły. Jednak się skusiłam na tę książkę. Czemu? Bo wyglądała na często wypożyczaną, więc uznałam że musi mieć to coś.Nie czytałam opinii o niej, uznałam że czysta karta może być lepsza niż zdanie narzucone przez innych będące w podświadomości.

Główny bohater to Marty Kalish, młody prawnik, który ma romans z żoną słynnego doktora.  Jest na tyle zachłannym człowiekiem, że sekretne spotkania mu nie wystarczają. Chciałby mieć Rachel tylko dla siebie. Gdy jej mąż staje się ofiarą morderstwa, główne oskarżenie pada na kochanka jego żony. Niby oficjalnie nikt nie wiedział o romansie, ale potajemne spojrzenia, uśmiechy, rozmowy na spotkaniach częstsze niż z innymi dają do myślenia.

Miałam bardzo mieszane uczucia co do tej książki.

Na początku poznałam zabójce, zatem zastanawiałam się o czym będzie książka. W kryminałach cenię napięcie, niepewność i odgadywanie zagadki, a tu na wstępie mi to odebrano.

Na samym początku poznajemy prawnika i tym samym mordercę. Opisana jest zbrodnia w której bierze udział. I tu pojawiają się moje mieszane uczucia. Jedne fragmenty były idealnie napisane, oddawały całą sytuacje, pozwalały na wkroczenie w świat książki i obserwowanie sytuacji tuż za ramieniem Kalisha. Ale inne sceny były takie chaotyczne, że zaczynała boleć mnie głowa. Z pewnością te książkę, należy czytać z uwagą, nie można od tak ominąć wzrokiem kilka linijek tekstu, które nas nudzą.

Postać prawnika też dawała mi do myślenia. Za jednym razem mogłabym za niego wyjść, a za chwilę byłam gotowa go sama zabić. Denerwował mnie jego zachowanie wobec siostry.

Niby ją kochał, ale w całej fabule książki, która trwa przynajmniej kilka tygodni, odwiedził ją tylko raz. Często pojawiały się obietnice o przybyciu i ciągle nic! A czekałam na to, bo fragment spotkania był naprawdę dobrze napisany.

Czytając książkę kilka razy o mało co nie wyrzuciłam ją przez okno. Zbyt długie opisy procesu sądowego były bardzo nudne. Dopiero ostatnie 100 stron przywróciło mi wiarę w tego autora. Nagle nie wiemy co się dzieje, trochę spraw się bardziej komplikuje i w końcu poznajemy prawdziwego zabójcę. Był to dla mnie szok, bo o jego istnieniu dowiadujemy się, gdy sędzia wydaje wyrok.

Ogólnie jest to dość typowy pomysł, kochankowie i morderstwo. Myślę, że Ellis wybrnął z tego naprawdę nietypowym zakończeniem. Nie potrafię wydać jednej opinii na temat tej książki. Z jednej strony mnie irytowała, a z drugiej trochę zdobyła mojego serca. To czy ją pokochamy, czy z nienawidzimy zależy od naszego gustu.

Ola

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: