Opublikowany w Pomyluna

Ławeczka pod bzem – Agnieszka Olejnik


Zastanawialiście się kiedyś, co byście zrobili, gdybyście wygrali w Lotto? Tak, ja czasami też. Kilka razy zdarzyło mi się pomyśleć o rzeczach, jakie bym kupiła za grube miliony, począwszy od domu dla rodziców i siebie… no… to tyle. No i jeszcze kupiłabym niezliczoną ilość książek, których nigdy bym nie przeczytała, bo brakłoby mi życia. Tylko czy te wszystkie przedmioty materialne tak naprawdę byłyby mi potrzebne? Owszem, pieniądze pomagają w życiu, ale gdy ma się prawdziwych przyjaciół, dom z rodziną, zwierzętami, kiedy człowiek czuje się spełniony życiowo to niepotrzebne są mu ogromne sumy.

Do każdej książki podchodzę z ciekawością, bo kiedy zdecyduję się na przeczytanie jakiejś ciekawej z opisu pozycji, to budzi się we mnie taki mały detektyw, który nie przepuści okazji do poznania kolejnej historii. Inna książka autorki, „Nieobecna” bardzo przypadła mi do gustu, choć może do skandynawskich autorów tyćko brakuje, ale przecież nie na tym rzecz polega. Dlatego sięgnęłam po „Ławeczkę po bzem”. No dobra, zachęcił mnie nie tylko opis, ale również prześliczna okładka, na której znajduje się koperta wypełniona bzem na niebieskim tle, które przywodziło mi na myśl drewnianą elewację domu w kolorze niebieskim.

W najnowszej książce główna bohaterka, Iga, pewnego dnia wygrywa grube miliony, choć wcale nie była przekonana nawet do zakupienia kuponu Lotto. Iga to w ogóle dość ciekawa osóbka, bo przez pewne wydarzenie, jakie ją spotkało, nie potrafi przespać więcej jak trzy godziny na dobę i ciągle myli nazwiska. Tak więc po wygranej sama nie wie dokładnie co zrobić z dwudziestoma milionami, na co je wydać. Pod wpływem chwili postanawia sprawić sobie domek z tytułową ławeczką pod bzem. Iga kupuje domek na przedmieściach Bydgoszczy. Od tego momentu robi się coraz ciekawiej, bo w jej życiu zaczyna się pojawiać coraz większa liczba mężczyzn!

Do pewnego momentu czytanie było wręcz nudne, był to główne początek, lecz z każdą kolejną stroną było coraz lepiej i lepiej do finałowej sceny, która mnie wręcz powaliła na kolana! Książka jest świetnie napisana, w zabawny sposób przedstawia perypetie Igi i jej szalonego życia, które nabiera tempa i barw dopiero po wygranej. Do czasu jak była przeciętną kobietą bez perspektyw nie miała pomysłu na siebie, zaś kiedy na jej koncie pojawiła się ośmiocyfrowa kwota, zmieniła się wręcz nie do poznania. Nie jestem właśnie pewna czy ta jej przemiana w pewną siebie kobietę nie jest przesadzona, bo chwilami miałam wrażenie, że strój i makijaż stały się całym jej światem i jest, kolokwialnie mówiąc, „blacharą”.

Na plus zasługuje w moim mniemaniu wątek miłosny, bo choć jest głównym tematem powieści, to jest prowadzony w subtelny, delikatny i trochę nastoletni sposób. Młodzież ma to do siebie, że gdy wkracza w wiek dojrzewania, gdy na horyzoncie zaczynają się pojawiać pierwsze randki, to czasami nie myśli ona racjonalnie, jest pełno niedomówień w efekcie zamiast wielkiej miłości jest wielkie rozczarowanie. Zaprzeczę teraz samej sobie, ale z jednej strony gorące uczucie Igi jest takie troszkę szczeniackie, ale z drugiej strony bardzo dojrzałe, świadome. No a wybranek Igi… nawet moje serce coś do niego poczuło, a to nie zdarza się za często! Musi mieć w sobie to coś.

Jeśli zaś chodzi o minusy, to fakt, jest ich parę, ale w ogólnym odbiorze książki to nie ma znaczenia. Przede wszystkim… pewien wątek, który jest mniej więcej w połowie książki. Niby jeden z kluczowych, ale tak powierzchownie potraktowany, że aż się może smutno zrobić. Myślałam, że pani Olejnik bardziej go rozwinie. Kolejną kwestią, choć nie wiem czy można to uznać jako minus jest to, że miało być o pieniądzach, o grubej kasie i możliwych sposobach wydawania jej, a tymczasem.. cisza… pustka i to jedno marzenie Igi o ławeczce pod bzem…

Przeczytałam trzy powieści pani Olejnik i bardzo podoba mi się jej styl, bo potrafi napisać nie tylko książkę obyczajową, ale także thriller jak „Nieobecna”, co tylko w pewnym sensie potwierdza wszechstronność pani Agnieszki do tworzenia powieści różnych gatunkowo. „Ławeczka pod bzem” podobała mi się w szczególności za humor i romans, bo tego pierwszego w dzisiejszych czasach mamy jak na lekarstwo, zaś o tym drugim marzy w ukryciu chyba każda kobieta, by spotkała ją taka piękna miłość. Jest to dla mnie opowieść o kobiecie, która zaczęła spełniać marzenia, uparcie dążyła do ich realizacji, a która dostała nagrodę znacznie droższą niż jakakolwiek wygrana w Lotto.

Ocena 5/6

Pomyluna

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu CZWARTA STRONA (POZNAŃSKIE)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s