Opublikowany w Pomyluna

Bilet do szczęścia – Beata Majewska


Pamiętacie książkę „Konkurs na żonę”, w której trzydziestoletni prawnik Hugo postanawia zrobić miniturniej, by znaleźć żonę, a w efekcie żeby mógł zostać mu przekazany majątek wuja z Ameryki. Kiedy zaczynałam czytać miałam nadzieję, że będzie to coś naprawdę przyjemnego. Takie było! Czekałam niecierpliwie na drugą część i wreszcie jest!

Bilet do szczęścia” jest kontynuacją, toteż wydarzenia rozpoczynają się tam gdzie się zakończyły. Łucja jest zła na Hugona, że ją okłamywał, a on stara się naprawić sytuację i tak właściwie wygląda cała książka. Przez prawie trzysta stron jest to próba odbudowania czegoś, co łączyło go z Łucją.

Tym razem może nie będę się za bardzo rozpisywać ze względy na fakt, że jest to druga część, a niektórzy mogą mieć lekturę jeszcze przed sobą, dlatego też napiszę krótko i na temat: warto! Nie potrafiłam się oderwać od czytania i cieszyłam się ogromnie, że trafiła mi się ona na weekend, więc mogłam bez ograniczeń się w niej zatracić. Tak, tak, dobrze przeczytaliście! Zatracić! Jest napisana prostym językiem, więc każdy ją zrozumie bez problemu a nie że będzie siedział ze słownikiem i szukał niezrozumiałego słowa. Nie, tak się nie stanie. Styl autorki jest lekki, niewymuszony i na tyle delikatny, że chciałam więcej i więcej. Oczarował mnie realizm, jaki został ukazany, że nie wszystko zawsze jest cukierkowe w różowych okularach i tak chodźmy przez życie.

W porównaniu do pierwszej części to bohaterowie dorośli, nieco zmądrzeli, myślę, że nabrali też pewnej odpowiedzialności za drugą osobę i przede wszystkim… zostali stworzeni jak gdyby istnieli naprawdę – nie twierdzę, że tak nie jest, oczywiście. Ich emocje, rozterki, sposób postrzegania świata są bardzo aktualne i wpisują się w dzisiejszy zabiegany świat. Łucja co prawda miała kilka chwil, przez które miałam ochotę nią potrząsnąć, ale ostatecznie dziewczyna się poprawiła ;D Zaś Hugonowi kibicowałam całą książkę żeby mu się udało osiągnąć cele jakie sobie zamierzył. O irytujących mnie nieco osobach może nie będę wspominać, bo i takowe się znalazły, a ich wątki tudzież dialogi były chwilami dla mnie przydługie i niekoniecznie potrzebne, choć w ogólnym odbiorze całości jakoś się straciły.

Na pierwszym planie jest Łucja i Hugo. Ich miłość, a raczej to, co z niej zostało a co Hajdukiewicz stara się odbudować. Czy mu to wyjdzie, przekonajcie się sami! W „Bilecie do szczęścia” znalazło się również miejsce na poboczne wątki, które tworzą ładną, spójną, choć tyci naciąganą całość. Zaś tym co najbardziej wyryło mi się chyba w pamięci to króciutki wierszyk związany z biletem, a który tak bardzo kojarzy mi się z koleją… (wybaczcie, takie małe zboczenie osoby jeżdżącej codziennie pociągiem;) ) no i szczęściem, oczywiście:

Wsiadłem do twojego życia, jak pasażer na gapę.

A ty zamiast dać mi karę za brak biletu, dałaś mi całą siebie..”

Cóż mogę jeszcze rzec… do takiego stopnia polubiłam styl autorki, że przyjmę teraz chyba wszystko co wyjdzie spod jej ręki, naprawdę wszystko. Czekam niecierpliwie aż w moje ręce trafi część trzecia, choć obiło mi się o uszy, że będzie dotyczyła innej postaci przewijającej się w meandrach losu Łucji i Hugona, co tak… nie będę ukrywać, że mnie to lekko zasmuciło, bo chciałabym o Hajdukiewiczu jeszcze poczytać, ale może będzie kiedyś okazja 😉

Czy polecam? Jak najbardziej! „Bilet do szczęścia” to ciepła opowieść o poszukiwaniu przebaczenia, o nadziei i wierze, a przede wszystkim o takiej słodko-gorzkiej miłości, ale przecież miłości 😉

Ocena 6/6

Pomyluna

Dziękuję wydawnictwu KSIĄŻNICA Publicat za egzemplarz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s