Opublikowany w Pomyluna

Światło o poranku – Krystyna Mirek


Pamiętacie książkę o Bożym Narodzeniu, w której na krakowskich przedmieściach stała sobie willa pod kasztanem, w której wnuk wraca po wielu latach nieobecności i zaczynają dziać się… no dziwne rzeczy, tym bardziej biorąc pod uwagę, że rodzeństwo mieszkające po sąsiedzku nagle organizuje święta, choć co roku wyjeżdżają w ciepłe kraje. Tak, to „Światło w cichą noc” Krystyny Mirek. W ostatnich dniach natomiast kurier dostarczył mi drugą część tegoż cyklu – „Światło o poranku”

Na samym wstępie muszę pozachwycać się akcją, jaką zrobiło wydawnictwo, bo kiedy otworzyłam kopertę i wyciągnęłam zawartość aż zapiałam z zachwytu! Jako, że książka jest utrzymana w zieleni i bieli w związku ze zbliżającą się wiosną, to została opakowana w piękną, rześko wyglądającą folię w kolorze świeżo wyrośniętej trawki z białymi kropeczkami. Do tego przewiązana została białą wstążeczką i dodane zostały malutkie białe kwiatuszki. Nic innego nie sprawiło mi jak do tej pory powiewu wiosny i mam wrażenie, że dzięki takiemu zapakowaniu poczułam ją, choć przez chwilę.

Najwyższy czas przejść do fabuły, więc jeśli ktoś nie miał okazji czytać jeszcze „Światła w cichą noc” to może lepiej niech pominie ten akapit albo coś 😀 Akcja zaczyna się jakiś miesiąc po wydarzeniach z pierwszego tomu, czyli jest mniej więcej koniec stycznia. Magda wraca do pracy w banku, gdzie spotyka swojego już byłego narzeczonego. Antek poszukuje pracy w Krakowie. Bianka, siostra Antka wyjeżdża do Warszawy by ułożyć swoje sprawy. Michał i Bartek znajdą się w takim punkcie, gdzie nieporozumienie zachwieje ich braterską przyjaźnią, a Dorota, matka Konstantego, będzie próbowała ratować swe małżeństwo. Tak mniej więcej wyglądają perypetie bohaterów, których jest całkiem spora ilość, trzeba przyznać!

Napiszę tak… powieść pani Mirek ma w sobie coś takiego, co chciałoby się poczytać więcej. Nie wiem czy wynika to z bardzo lekkiego pióra, prostych zdań i równie prostego odbioru, co sprawia, że czyta się bardzo szybko czy może raczej z tego, że jej książki widać, iż są pisane z frajdą, że autorka świetnie się bawi podczas ich pisania i wychodzą prawdziwe perełki. Ja przeczytałam ją w nieco ponad dobę, oczywiście przy różnych obowiązkach domowych – to nie tak, że czytałam non stop. Sposób, w jaki autorka przedstawia postępujące po sobie wydarzenia jest spójny i choć przeskakuje od jednego bohatera do drugiego to idzie się w tym połapać. Da się ich wszystkich od siebie odróżnić, toteż nie sprawiało mi problemów czytanie najpierw o Antku, żeby za chwilę przeskoczyć do Bianki czy Doroty. Każdy wnosił coś fajnego swoją osobą, ale najbardziej chyba Bartek i jego luźny sposób bycia. A najbardziej kto mnie irytował? Magda i jej niezdecydowanie oraz brak zdania po rozstaniu. Odnalazłam się w tym skakaniu po bohaterach i czytałam to naprawdę z ochotą i ciekawością. Do pewnego momentu.

W pewnym momencie, gdy Bianka wraca do domu, do Warszawy coś się w niej zmienia. Jest przygnębiona, nic jej się nie chce. Pragnie tylko jednego – powrotu do Krakowa, do mężczyzny, w którym się zakochała. Tutaj zaczęły się z mojej strony schody, gdyż chciał nie chciał jestem na podobnym etapie, co Bianka, wcale nie jest mi łatwo i nigdy nie spodziewałabym się, że utożsamię się z jakimś bohaterem książkowym, ale w Biance widzę sporo siebie. Jej rozterki, pragnienie bycia przy nim…. W pewnym momencie, przyznaję szczerze, doszłam do takiego momentu, kiedy odłożyłam książkę z przekonaniem, że nie dam rady jej dokończyć, bo za bardzo przypomina mi mój własny przykład. O ironio… facet z książki i ten z prawdziwego życia mają te same imiona, więc tym ciężej było mi czytać.

Dałam radę… i jeśli pani Mirek pisze kolejną część to ja bardzo chciałabym ją przeczytać. Prostota, z jaką została napisana, wydarzenia, jakie mały miejsce – to jest prawdziwe życie, to mogło zdarzyć się każdemu. Plusem tej powieści jest fakt, że nie jest to napompowana nie wiadomo, jaką wzniosłością historia, pełna przepychu i nierealnego zachowania. Postacie są autentyczne i jak w każdym życiu, w każdym domu zdarzają się nieścisłości, niedopowiedzenia, które z czasem mogą zaburzyć harmonię ogniska domowego i stać się przyczyną nieprzyjemności. „Światło o poranku” to taka ciepła, rodzinna opowieść o szukaniu miejsca na świecie, o szukaniu siebie i własnych pragnień. O dojrzewaniu do decyzji, które mogą zaważyć na całym życiu. Osobiście zobaczyłam w niej malutki promyczek nadziei, że i moja historia zakończy się tak jak w powieści wątek Bianki.

Ocena 5/6

Dziękuję wydawnictwu EDIPRESSE Polska książki za egzemplarz.

Pomyluna

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s