Opublikowany w Laures

Fundacja – Isaac Asimov


Kto z nas chociaż raz nie marzył o tym by poznać kulisy przyszłości? By zajrzeć, za tą tajemniczą kotarę i zobaczyć co przyniesie jutro? Czy mając taką wiedzę, moglibyśmy zmienić bieg wydarzeń? Te i inne pytanie ludzie zadają sobie od dawna, przez co otaczają nas przeróżne dzieła czy to książkowe czy filmowe realizujące rozmaite scenariusze. Próbujące znaleźć odpowiedzi, poruszające coraz to nowsze kwestie.

Z podobnym zagadnieniem spotkałam się kiedy przypadkiem w moje ręce trafiła książka o mało zachęcającym tytule: „Fundacja”, lecz spod nie byle jakiego pióra! Twórcą był Isaac Asimov. Cytując wikipedie : „Powszechnie uważany za mistrza gatunku fantastyki naukowej.” Jako, że młodzieńcza niechęć do scince-fiction przemieniała się powoli w fascynację równą innym gatunkom czym prędzej zabrałam się za czytanie owej książki. Po jej skończeniu byłam już zadeklarowaną fanką space-opery w wydaniu Asimova. Ale po kolei.

Rzeczywistość w jaką zostajemy wciągnięci to bagatela cała nasza Galaktyka, a dokładniej 25 milionów zamieszkałych światów. Ludzkość skupiona na tym obszarze tworzy Imperium Galaktyczne. Niesamowicie rozwinięte, nieustraszone i rozkwitające państwo. Trwające już kilkanaście tysięcy lat, zdaje się być nieśmiertelnym tworem, jednak czy na pewno?

W tym miejscu możemy przejść do poznawania tajemnic losu. Tak więc magicznym narzędziem do przewidywanie przyszłości w uniwersum Fundacji jest Psychohistoria. Nauka stworzona przez genialnego matematyka Hariego Seldona. Który to za pomocą wzorów matematycznych, statystyki i historii potrafi przewidzieć kierunek rozwoju cywilizacji i zachowania zbiorowości ludzi. Tak, tak dobrze się domyślacie niestety nie jest to nauka, która przepowie nam jutrzejsze numery w lotto, ani też pozwoli ujrzeć przyszłości pojedynczej jednostki. Skupia się ona zbiorowościach, im większa grupa ludzi tym większy procent prawdopodobieństwa trafnej predykcji. Tak więc główny bohater posługując się kalkulatorem(niczym Thor swoim młotem) stara się przewidzieć nadchodzące wydarzenia. I takim o to sposobem odkrywa mroczną, acz niepodważalną według statystyk prawdę, że w ciągu pięciuset lat Imperium Galaktycznie upadnie i nastąpią ciemne wieki dla ludzkości.

Można by pomyśleć, że to dobrze, iż ktoś był wstanie wykryć taki przebieg wypadków zawczasu. Teraz czym prędzej należałoby zmobilizować siły i naprawić co tylko można, by osiągnąć inny efekt. Tak ogromne państwa, ma przecież z pewności ogromne możliwości. Niestety nic bardziej mylnego. Gdy władze Trantora (stolicy Imperium) dowiadują się o przewidywaniach zdolnego matematyka, starają się go uciszyć i skompromitować wytyczając proces. Myślą sobie że, z jednej strony po co przejmować się czymś tak odległym, skoro będzie to dotyczyło kolejnych pokoleń, z drugiej natomiast nie do końca wierzą obliczeniom i przewidywaniom, a upublicznienie ich z pewnością wywołało by panikę i liczne pretensje w kierunku rządu i Imperatora.

Jednakże, nawet w trakcie procesu, Hari Seldon (któremu de facto zostało około 2 lat życia) nieugięcie twierdzi, że taka jest przyszłość i upadku nic nie jest w stanie zatrzymać. Natomiast on i zebrani przez jego ludzie mają w zanadrzu opracowany plan. Plan, który pozwoli skrócić okres anarchii i cierpienia ludzkości z trzydziestu tysięcy lat, do jednego tysiąca po którym Imperium odrodzi się i będzie mogło dalej rozkwitać. Władze Trantora niechętnie, ale zgadzają się na jego realizację, pod warunkiem, że będzie się to odbywało na wygnaniu, na szarym końcu Galaktyki. Alternatywą dla naukowca była jedynie śmierć. Tak, więc Seldon zgadza się na postawione ultimatum. Tutaj pozwolę sobie zadać jedno pytanie. Jak myślicie, kto kogo tu do czegoś zmusił? A także, czy możliwa jest realizacja planu, który obejmuje działania wielu pokoleń? Co jeśli, któreś z nich stwierdzi, że przesłanki są zbyt odległe i już ich nie dotyczą? Czy znajdzie się ktoś, kto do końca poprowadzi ludzkość właściwą drogą? A może będzie to sam Hari Seldon, genialny matematyk, który swoje życie poświecił utworzeniu tytułowej Fundacji.

Asimov z niesamowitym wyczuciem łączy politykę, socjologię oraz ekonomię z psychologią pojedynczych jednostek. Nigdy nie byłam fanką mechanizmów władzy, walki o wpływy i konspiracji. Jednak sposób w jaki autor to opisuje, jest dla mnie fascynujący. Potrafi on bawić się historią, naszymi przemyśleniami i przewidywaniami. Wprowadza sytuację pozornie bez wyjścia, by za chwile pokazać nam drzwi, o których istnieniu nie mieliśmy pojęcia.

Minusem było dla mnie dość szybkie zmienianie się postaci i sytuacji.(Nie, nie musicie mieć skojarzeń z „Grą o Tron”, nie w ten sposób). Nim zdążyłam się zagłębić i poczuć dany klimat, wczuć się w konkretną osobę, kurtyna opadała i zaczynała się nowa scena. Jednakże z perspektywy czasu wiem, że inaczej ciężko byłoby opisać całą tę historię. Pierwotnie „Fundacja” miała rozpoczynać trylogię, jednakże z czasem okazało się ze cykl rozrósł się o kolejne tomy i dodatkowo łączy się z cyklem Roboty( Kojarzycie film „Ja, Robot”? Inspiracją były opowiadania Asimova pod tym samym tytułem). Tak więc całość liczy sobie łącznie 16 tomów, z czego chronologicznie Fundacja jest tomem szóstym. Osobiście jednak polecam czytać według czasu powstawania, wtedy będziemy mieli największą przyjemność z odkrywania tajemnic i poznawania całego uniwersum. By mieć dość pełny obraz historii wystarczy przeczytać pierwotną trylogię czyli : „Fundacja”, „Fundacja i Imperium” oraz „Druga Fundacja”. Ale zapewniam, że jeśli wciągnie was ten cykl, będzie chcieć więcej.

Ocena: 5+/6

Laures

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s