Opublikowany w VampDark

Hudson Valley. Seks i orzeszki – Alice Clayton


Kiedy po raz pierwszy sięgałam po książki Alice Clayton nie spodziewałam się tego, że aż tak mnie ona urzeknie. Ma lekkie pióro, potrafi wpleść w historię maksymalną dawkę humoru, do tego stopnia, że czasem nie nadąża się za ocieraniem łez z policzków, a do tego historie, które wymyśla, po większym zastanowieniu, mogłyby się wydarzyć naprawdę. Dlatego też i tym razem bez najmniejszego zawahania sięgnęłam po „Seks i orzeszki”.

Swoją drogą ciekawy tytuł, nieprawdaż? Takie trochę niewinne połączenie, chociaż tego z czym mi się te orzeszki skojarzyły raczej nikt z was nie chce wiedzieć. Ale czy ta konkretna powieść wywołała na mojej twarzy rumieńce i czy spowodowała przyspieszone bicie serca?

Roxie to młoda dziewczyna, która zaraz po ukończeniu szkoły wyjechała do wielkiego miasta, na Manhattan. Tam oddawała się pasji swojego życia, czyli gotowaniu. Od kiedy pamięta, jej złotą zasadą jest: „Nigdy się nie zakochać. Najważniejsza jest zabawa”. Uważa, że miłość jest dla mięczaków. Ale do czasu… Kiedy traci swoich prawie wszystkich klientów i okazuje się, że musi wrócić do swojego rodzinnego miasteczka, bowiem jej mama bierze udział w pewnym reality show, robi to, ale z przymusem. Jak zwykle to życie układa ostateczną historię i wskazuje drogę, która Roxie ma podążać. Ku swojemu własnemu zdziwieniu, zaczyna się jej to coraz bardziej podobać i nawet wprowadza pewne zmiany do rodzinnej restauracji. A jej serce znów przyspieszy, kiedy spotka pewnego farmera, Leo. Obydwoje mają poharatane serca, chociaż Leo raczej bardziej, obydwoje boją się zaufać. Czy dziewczyna w końcu przyzna przed samą sobą, że jednak strzała Amora nawet jej dosięgnęła? Czy Roxie zostanie w swoich rodzinnych stronach? Musicie koniecznie przeczytać tę książkę, by się o tym przekonać na własnej skórze.

Może zacznijmy od okładki. Moim zdaniem, nie jest ona zbyt wyszukana, choć poniekąd oddaje to, o czym ta powieść jest. Ostatecznie może ona stanowić idealne połączenie dwóch najważniejszych rzeczy w życiu głównej bohaterki – czyli opiekuńczych ramion/dłoni mężczyzny oraz kulinariów, która ona wręcz kocha. Przyznam szczerze, że gdybym zobaczyła taką okładką w księgarni czy też sklepie, przyciągnęła by mój wzrok na tyle, bym zechciała podejść bliżej i chociaż przeczytać opis tej książki. A o to przecież tutaj chodzi, prawda?

Lektura nie zawiodła mnie. Autorka barwnie opisała gotowanie, które było pasją Roxie, nie pomyślałabym nawet, że można tak barwnie o tym pisać. Gdy czytałam np. o zapiekance czy kanapce, która była specjałem głównej bohaterki to aż ślinka mi ciekła 😉 Całość jest utrzymana w lekkim tonie, już od pierwszych stron wciąga, ja nie potrafiłam się czasem oderwać chociaż na moment. Rozdziały również są dość krótkie, co sprawia, że czytelnik wręcz płynie przez wydarzenia z książki i czuje się też tak, jakby sam brał w nich udział. O dziwo, raczej wszystkich bohaterów tutaj polubiłam, nie pojawił się żaden, do którego z miejsca zapałałabym nienawiścią. Najbardziej to chyba ujęła mnie za serce mała Polly, która chociaż, że miała dopiero siedem lat, to niekiedy potrafiła zażyć dorosłego. Gdy tylko się pojawiała, na mojej twarzy pojawiał się szeroki uśmiech. A wiecie, co mnie najbardziej rozbawiło? Sceny, w których Roxie miała bliższe spotkania z naszymi małymi przyjaciółkami, czyli pszczołami. Zawsze uciekała od nich z wielkim piskiem i wrzaskiem, gorączkowo się od nich opędzając, co rzecz jasna, jeszcze bardziej je rozwścieczało.

Na koniec nie sposób nie wspomnieć jeszcze o dwóch sprawach. Po pierwsze o scenach łóżkowych. Było ich tutaj naprawdę niewiele, to z pewnością nie jest erotyk, którego treść opiera się wyłącznie na godzeniu i kłótniach podczas zbliżeń (jak to ma miejsce w dość sporej części tego typu książek), za to kiedy już się pojawiały były bardzo subtelne, bez żadnych wulgaryzmów. Po drugie, dość sporo czytelników zarzuca tutaj, że zakończenie było łatwe do przewidzenia. Ano było, zwłaszcza dla kogoś, kto już jakieś książki Alice Clayton ma za sobą. U niej nie ma miejsca na braki happy endów. U niej wszystko musi się dobrze kończyć. Ale mi to wcale nie przeszkadza, wręcz przeciwnie, kiedy dochodzę do ostatniego zdania, na mojej twarzy pojawia się uśmiech i cieszę się razem z bohaterami, że ich życie w końcu się ułożyło, tak jak oni tego chcieli.

Podsumowując, „Seks i orzeszki” to subtelny erotyk, który opowiada o tym, jak ważne jest robienie w życiu tego co się naprawdę kocha. Że czasem warto komuś zaufać, żeby przez całe życie nie iść samemu 😉 To opowieść na jeden wieczór, akurat na taki letni, których teraz u nas nie brakuje. Czas spędzony na tej lekturze nie będzie zmarnowany, ale ostrzegam – lepiej nie czytać w komunikacji miejskiej, bo można wybuchnąć niekontrolowanym śmiechem! 😉

Ocena: 4,5/6

VampDark

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s