Opublikowany w Pomyluna

Wieczne życie – Gena Showalter


Dzisiaj będzie krótko (chyba) i na temat (oby!). Dawno temu trafiła do mnie książka Geny Showalter „Lifeblood. Krew życia” no i myślę sobie, że okej, pierwszy tom, kiedyś na pewno przeczytam. Ale kiedy zobaczyłam nowości wydawnictwa HarperCollins mina mi nieco zrzedła, kiedy zobaczyłam kolejny tom, „Everlife. Wieczne życie”, jako trzeci i ostatni. Także no…. Nie przeszkodziło mi to w przeczytaniu całej serii.

Zaczęłam czytać od pierwszego tomu, bo nie lubię czytać serii od środka, kiedy fabuła została już nakreślona, miały miejsce jakieś istotne wydarzenia. Ale szczerze? Po przeczytaniu „Everlife”, czyli trzeciego tomu, dochodzę do wniosku, że nieważne od której byście nie zaczęli czytać, to i tak ogarniecie mniej więcej co się dzieje. Na początku drugiego i trzeciego tomu znajduje się mini słowniczek najważniejszych pojęć – co to jest, gdzie to jest i tym podobne.

Fabuła! Seria opowiada o świecie, gdzie ludzie po śmierci wcale nie umierają, lecz trafiają do jednej z dwóch, a właściwie trzech krain w zależności od tego, którą wybiorą:

Miriada – jest krainą cienia i wiecznej zabawy, braku umiaru i robienia wszystkiego, co w „ludzkim” świecie mogłoby uchodzić za jakieś łamanie prawa.

Trojka – jest krainą piękną, otoczoną Światłem, bo Światło jest wszystkim. Ludzie tam są szczęśliwi, wszyscy są równi, a obdarowywanie innych jest uznawane za normalne.

Wiele Końców – kraina, gdzie trafiają Niezwerbowani, czyli tacy, którzy nie wybrali jednej z powyższych krain. Umiera się tam w nieskończoność.

Żeby nie było tak łatwo, to nasza główna bohaterka, Tenley Lockwood, jest dziewczyną określaną, jako Niezwerbowana, czyli nie wybrała jeszcze swojego miejsca po śmierci. Nie dała się też omamić specjalnie przysyłanym „konsultantom” z Miriady i Trojki, których zadaniem jest zwerbować i przekonać do swojej krainy jak największą liczbę osób. Tenley jest także osobą uwielbiającą liczby. Ma wręcz obsesję na ich punkcie. Wystarczy, gdy ktoś jej zarzuci jakąś cyferką, a ona już w głowie ma każdy odnośnik dotyczący liczby. Wiecie… numerologia 😉

Nie będę zdradzała, którą krainę wybrała Ten. Fakt faktem, między krainami, jak to w każdej fantastycznej książce, musi być wojna, a nasza Tenley jest nie inaczej jak pewnego rodzaju zbawczynią, wybrańcem. Przeczytałam wszystkie tomy, i o ile pierwszy był naprawdę całkiem niezły o tyle, trzeci, który mam zrecenzować, jest średni albo nawet i słaby. Równia pochyła. Plus jest taki, że dość szybko się czyta, ale niekiedy akcja tak zwalnia, że nawet żółw by przegonił dynamikę. Dzieje się w niej sporo, ale też i sporo można by pominąć. Gdyby miała o te pięćdziesiąt zbędnych stron mniej, to mogłaby zyskać więcej. Ostateczny rozrachunek też nie powala, spodziewałam się… właściwie nie wiem czego. Czegoś WOW.

Co irytowało mnie najbardziej? Wyciąganie Ten na zbyt wysoki piedestał i traktowanie jej jak drugiego Jezusa, oczywiście nie ubliżając wierze, ot takie porównanie tylko. Wszyscy pokładający w niej nadzieję na zakończenie wojny, tak ślepo się w nią wpatrywali i szli w ogień, jakby dziewczyna naprawdę wiedziała co robi. A ona? Czasami dała się lubić, kiedy była nieustępliwa, dążyła do tego, w co wierzyła, kierowała się zasadami swojej krainy. Ale w większości przypadków miała tylko jedno w głowie. Killian. Killian to chłopak z przeciwnego obozu, szaleńczo w sobie oboje zakochani… i w czasie, kiedy świat się wali, giną duchy, tudzież dusze.. Tenley myśli tylko o Killianie. Kurczę, nie próbuję zrobić z niej kogoś złego, bo w obliczu zagrożenia też starałabym się uratować kogoś, na kim mi zależy, ale cholerka!, nie wtedy, kiedy są rzeczy ważniejsze do wykonania, a nie egoistyczne myślenie tylko i wyłącznie o pojedynczych jednostkach. Skoro już ma w tej wojnie odegrać nadzwyczajną rolę, to niech przyjmie to na klatę i to robi. Właśnie! Tenley jest jak taka typowa książkowa bohaterka, od której wymaga się zbyt wiele. W efekcie czego użala się nad sobą. Drażniące to jest na dłuższą metę.

Żeby nie było, że całkowicie jadę po książce. Sam pomysł na fabułę, o życiu po śmierci i walce pomiędzy dwoma różnymi krainami jest bardzo ciekawy, możliwe, że dość świeży. Gdyby nie pompatyczne podchodzenie do kilku wątków, czytałoby się to bardzo przyjemnie. Temat życia po śmierci fascynuje wiele osób i coraz więcej zaczyna się zastanawiać „czy jest coś dalej”? Nie ma jednoznacznej odpowiedzi, bo o ile wiem, nikt chyba tam nie trafił i nie wrócił, żeby opowiedzieć o życiu po śmierci, wiecznym życiu. Jeśli jest choć trochę tak jak w przypadku serii „Everlife”, to nie jest chyba tak źle 😉 Co mi się również podobało, to wciągnięcie w akcję zwierząt. Jestem ogromną miłośniczką zwierząt, pałęta mi się kilka pod nogami w domu i nie zamieniłabym ich na żadne inne. Dlatego tutaj plusik za rolę zwierząt.

Niestety, według mnie nie jest to książka, która na długo zapadnie w pamięć, pomimo ciekawego pomysłu na fabułę. Z jej wykonaniem wyszło średnio. Możliwe, że zrobiłam się wybredna i zachwycam się większymi banałami, a takiej literatury nie doceniam. Przedstawiłam jedynie moje spojrzenie na trzeci tom serii, ale jeśli ktoś jest ciekawy, niech sięgnie po pierwszy tom „Firstlife. Pierwsze życie”. Moje oczekiwania na zakończenie serii zostały niezaspokojone, ale kto powiedział, że nie spodoba się Wam? 😉

Ocena 3/6

Pomyluna

Dziękuję wydawnictwu HARPERCOLLINS POLSKA za egzemplarz książki.

Reklamy

Jedna myśl na temat “Wieczne życie – Gena Showalter

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s