Opublikowany w Pomyluna

Lato utkane z marzeń – Gabriela Gargaś


O twórczości pani Gabrieli Gargaś ciężko jest mi się wypowiedzieć, bo jakoś mi z nią nie po drodze. Nie chodzi wcale o to, że nie lubię czytać powieści polskich autorów, lecz o to, że kiedy mam już ochotę na coś polskiego zwykle pojawia się coś innego do czytania „na już” i muszę odłożyć plany czytelnicze polskich autorów na inny termin. Dlatego też, kiedy zobaczyłam propozycję książki „Lato utkane z marzeń” Gabrieli Gargaś pomyślałam sobie, że to dobry czas na coś rodzimego.

Autorka zabiera czytelnika do urokliwego miasteczka czy też nawet wsi w Bieszczadach, gdzie młoda kobieta imieniem Michalina prowadzi Różany Pensjonat, opiekuje się młodszym bratem, pomaga babci w prowadzeniu interesu cukierniczego oraz tęskni za pewnym mężczyzną. W tym samym czasie pewna kobieta spotyka się z dawno niewidzianą córką i zaprasza ją do Polski. Do pensjonatu przyjeżdża także Przemek, który dawno temu mieszkał w pobliżu i próbuje przekonać do siebie główną bohaterkę.

Historia sama w sobie jest jedną z takich, jakie można spotkać na polskim rynku wydawniczym… najczęściej mamy do czynienia z młodymi kobietami mieszkającymi w mieście, które chcą wyrwać się na wieś, rozpocząć nowe życie i tam spotykają miłość swego życia. Są też takie powieści, gdzie dziewczyna mieszka już na wsi i próbuje się z niej wyrwać do wielkiego świata. Lub tak jak Michalina, za żadne skarby nie opuści swego miejsca na świecie. Nie będę ukrywać i nie będę kłamać, że takie powieści, schematyczne do bólu, na dłuższą metę są męczące. Choć chciałam przeczytać książkę polskiego autora, to jednak lekko się zawiodłam. Wcale nie oczekiwałam, że spełni moje najskrytsze wyobrażenia dotyczące bohaterów i historii przedstawionej na kartach, ale kurczę… czasami odnoszę wrażenie, że polskie książki obyczajowe dla kobiet są pisane na jedno kopyto, niemal o jednym i tym samym.

Inną kwestią, jaka wynikła już w trakcie czytania, a może nawet i już po przeczytaniu to fakt, iż miałam do czynienia z kontynuacją „Wieczoru taki jak ten”, czyli opowieści o Michalinie w zimowej odsłonie. Pamiętacie pewnie w ubiegłym roku w okolicach listopada był boom na książki bożonarodzeniowe. „Wieczór taki jak ten był jedną z nich. Posłużę się małym doświadczeniem: kiedy wyraziłam chęć przeczytania i zrecenzowania tej książki, ani na stronie wydawnictwa, ani na stronie o inicjałach LC nie znalazłam informacji, jakoby była to jakaś część cyklu. Nie wiem, dlaczego takiej dość istotnej informacji nie było, bo tym samym zostałam wprowadzona w błąd, co mi się bardzo nie spodobało. Już nawet na okładce powinno być napisane, że jest to kontynuacja. A ja, głupiutka gąska, myślałam, że to osobna książka, jednotomowa (bo przecież na szczęście jeszcze się takie zdarzają), a kiedy już skończyłam, to coś mnie kopnęło i zaczęłam czytać opis każdej wydanej książki pani Gargaś. Nie lubię bawić się w czytanie środkowych tomów bez znajomości pierwszych. A tutaj taki klopsik.

Ciężko jest mi pisać o kilkunastu osobach, które pojawiają się z prędkością światła albo i jeszcze szybciej, a spamiętać ich wszystkich od razu jest czasem nie lada wyzwaniem. Michalina jest dla mnie kobietą, która szybko musiała nauczyć się dorosłości, Przemek to lekkoduch, Artur facet z „ogonem”, zaś cała reszta… nie wiem czy jest sens sobie strzępić język. Jest mi kompletnie obojętne, co się będzie działo w kolejnym tomie, który tak nawiasem mówiąc jest tak ewidentnie zakomunikowany w końcówce, że nie można tego pomylić z końcem historii z urokliwych Bieszczad. Kiedy czytałam… nie czułam tego czegoś. Ot, historia lekka, idealna na lato, ale nic poza tym. Nie czułam żadnych większych emocji, ani złości, ani rozczarowania, nie wspominając o wzruszeniu! Zastanawiam się, czy ze mną jest coś nie tak…

Nie jestem też tak do końca na „nie”, bo historia jest taką typową obyczajówką, ani niczym szczególnie się wyróżniającą, ani też nie do końca złą. Z pewnością na plus zasługuje letni klimat, Bieszczady w pełnym rozkwicie, przez co można się naprawdę rozmarzyć na podwórkowym hamaku. Na plus zasługuje też piękna okładka, bo jest po prostu urzekająca i na miejscu, taka w letnim klimacie 😉 Książka jest przyjemna na okres wakacyjny, na plażę czy domowe leżakowanie. Być może przeczytam kolejny tom tylko ze względu na pewien mały, prawie nic nie znaczący wątek. I chyba tylko dlatego 😉

Ocena +3/6

Pomyluna

Dziękuję wydawnictwu CZWARTA STRONA za egzemplarz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s