Opublikowany w VampDark

Powiedz, że jesteś moja – Elisabeth Norebäck


Tak jak już kiedyś wspominałam – po skandynawskie kryminały/thrillery mogę sięgać w ciemno. Tak też było i w tym przypadku, choć nie ukrywam, że do lektury zachęciła mnie okładka oraz sam opis i rekomendacje z tyłu okładki. No właśnie, jeśli już jesteśmy przy nich. Z reguły mają one jedynie jeden cel – zachęcić tak czytelnika, aby chciał poznać historię, którą trzyma w ręku, zapragnął pójść do kasy i kupić tę książkę, a potem zarywać dla niej noce. Jednak nieco później przychodzi tylko i wyłącznie rozczarowanie. Dlaczego?

Bo okazuje się, że ta historia, która miała być taka niesamowita i wciągająca, nie dająca zasnąć choćby na kilka minut, tak naprawdę jest mocno zwyczajna, powtarzalna i tak w ogóle to takich pomysłów na fabułę było już z kilkanaście, a ta wcale nie należy do najlepszych. Wręcz przeciwnie było w przypadku „Powiedz, że jesteś moja”. Tutaj rekomendacja umieszczona z tyłu okładki w 200% oddaje klimat tej powieści. Ale wszystko po kolei.

Stella wiedzie dość szczęśliwe życie – ma kochanego syna, partnera oraz dobrą pracę, jest psychiatrą. Jednak jej przeszłość zalana jest mrokiem. Kiedyś, gdy była młoda, również miała ukochanego męża, Daniela, a na świat przyszła ich upragniona córeczka – Alice. Jednak pewnego dnia zdarzyła się tragedia – Stella, nie myśląc o tym, że nigdy nie wiadomo skąd może przyjść zagrożenie i niebezpieczeństwo, zostawiła swoje dziecko w wózku, zaś sama udała się na brzeg morze. Po niedługim czasie wróciła, ale było już za późno. Alice zniknęła. Zaczęły się nerwowe poszukiwania, ciągłe przesłuchania policjantów, którzy raczej robili to by odwalić robotę, bo swoje przypuszczenia mieli. Nikt nie wierzył, że matka, która kocha nad życie dziecko, może je spuścić z oka choć na chwilę. Stella nie mogła tego znieść i popadła w depresję. Znalazła się na oddziale psychiatrycznym. Po dwudziestu latach mogłoby się wydawać, że się ze wszystkim pogodziła, zwłaszcza że urządziła córeczce tzw. „Kamień Pamięci”, coś symbolizującego nagrobek. Jednak, kiedy na progu jej przychodni pojawia nagle młoda dziewczyna, ta czuje, że to jej zaginiona Alice. Jednak ta przedstawia się jako Isabelle i zachowuje się jakby jej nie pamiętała…

Zacznijmy może od samej okładki, bo to ona moim zdaniem, rzuca się dość intensywnie w oczy. Jest tajemnicza i sprawia wrażenie skutej lodem i mroźnej. Bo w sumie ta historia mrozi serca (ale spokojnie na koniec je roztapia 😉 ). Utrzymana jest raczej w ciemnych odcieniach niebieskiego, zaś w oddali widać zarys kobiecego ciała. Jeszcze dalej są wody morza. Litery tytuły mają żółty kolor, co świetnie się skomponowało z tłem. Niby minimalistyczny obraz, a ukazujący naprawdę wiele. W pełni rozumie się zamysł grafika, kiedy dobiegnie się już do końca powieści, wtedy wszystko staje się jasne niczym słońce w najgorętszy dzień lata.

Historia, którą stworzyła autorka przeraża i wywołuje na całym ciele dreszcze. No, bo pomyślcie tylko – przecież coś takiego mogłoby się przydarzyć każdemu z nas. Do głowy nie chce nam przyjść najmniejsza myśl o tym, że byśmy nigdy nie pozostawili bez opieki malutkiego dziecka, jednak z drugiej strony różne są sytuacje, nie jesteśmy w stanie przewidzieć każdego naszego zachowania. To, z czym musiała zmagać się główna bohaterka „Powiedz, że jesteś moja” jest po prostu okropne. Znikąd pomocy, wsparcia, nawet ze strony własnego partnera, który przecież powinien wspierać w każdej sytuacji, bez względu na to, co sam o danej sytuacji myśli. Trzeba być ogromnie twardą osobą i zdeterminowaną, żeby dążyć do celu za wszelką cenę. Trzeba to przyznać, że Elisabeth Noreback świetnie zarysowała każdego ze swoich bohaterów z osobna – sprawiła, że Stella to twarda babka, chociaż ma swoje słabsze chwile, kiedy wydaje się, że zaraz sięgnie dna. Jest Henrik, partner głównej bohaterki, który jest świetnym lekarzem, ale w domu nie za bardzo sobie radzi. Zamiast uwierzyć Stelli, że odnalazła ich córkę, ten wpiera jej, że to nieprawda, że znów ma jakieś urojenia. Wyraźnie widać, że przemawia przez niego strach o ukochaną kobietę, ale moim zdaniem, za wszelką cenę powinien ją wspierać we wszystkim. Wreszcie mamy antagonistkę – Kerstin, która była chyba najlepiej rozwiniętą postacią tej powieści. Z początku stwarza pozory miłej osóbki, czytelnikowi trudno jest odczuwać do niej coś innego niż sympatię, ale kiedy zaczyna działać… Wtedy emocje zmieniają się o 180 stopni, stają się zwyczajnie negatywne. Historia przeraża i daje do myślenia. Najgorsze chyba w tym wszystkim jest to, że gdyby Alice nie została uprowadzona to mogłaby mieć naprawdę szczęśliwe dzieciństwo – wypełnione śmiechem i zabawą z rówieśnikami, a tak żyła w ukryciu, odizolowana od reszty świata, jakby była więźniem osoby, która za wszelką cenę pragnie udowodnić, że świat jest taki strasznie zły, że z każdej strony czyha niebezpieczeństwo, a ona, mama, chce je tylko chronić.

Autorka potrafi tak poprowadzić całą historię, że czytelnik nigdy nie może być pewien tego, co za chwilę się wydarzy. Zwrotów akcji i to takich zaskakujących było tutaj naprawdę sporo. Podczas lektury odczuwałam wiele emocji – podziw, kiedy to Stella każdą przeszkodę rzucaną jej pod nogi pokonywała wysokim skokiem i z uśmiechem na twarzy; strach, kiedy Isabelle stanęła w obliczu prawdziwego zagrożenia i w końcu dotarło do niej w 100%, co się tutaj dzieje; wzruszenie, kiedy w końcu dobiegłam do końca i wszystko się wyjaśniło. Serio, książka ma ponad 500 stron (lubię takie grubaski!), a w ogóle nie odczuwa się tego podczas lektury, akcja brnie szybko do przodu, kiedy kończy się jeden rozdział zaraz odczuwa się nieprzemożną chęć rozpoczęcia następnego, bo przecież trzeba się przekonać, co wydarzy się za chwilę! No właśnie, bardzo się ucieszyłam, że autorka postanowiła zastosować tutaj pewien zabieg – otóż oddała głos trzem kobietom, na których opierał się główny filar fabuły. Dzięki temu łatwiej jest czytelnikowi poznać całą historię z trzech perspektyw, nie musi się zastanawiać nad tym, co inni odczuwają, dlaczego postępują w ten konkretny sposób, co nimi kieruje i jak wygląda ich życie. Tym bardziej historia tutaj przedstawiona szokuje i sprawia, że się na chwilę zatrzymuje i rozmyśla nad tym, jak to wszystko, co mamy w życiu jest ulotne i jak przez drobną nieuwagę, można to w łatwy sposób stracić. Tak, mam tutaj nawet na myśli dziecko.

Podsumowując, „Powiedz, że jesteś moja” to historia, która ukazuje jak można zwariować na punkcie dziecka i to w dwojaki sposób. Z jednej strony można zwariować od tego, że dziecko zaginęło, a my zwyczajnie nie wiemy, co się z nim dzieje/stało. I spokoju zaznamy dopiero wtedy, kiedy wyjdzie na jaw, że ono nie żyje albo się szczęśliwie odnajdzie. Z drugiej strony można zwariować od śmierci własnego dziecka, bo nigdy nie powinno być tak, że to rodzice przeżywają własne dzieci. Autorka potrafiła stworzyć specyficzny i niepokojący klimat, dopiero jak czytelnik dojdzie do końca zazna spokoju. Ale z pewnością ta historia będzie jeszcze prze jakiś czas w jego umyśle, nie da o sobie zapomnieć. Myślę, że spodoba się ona wszystkim fanom skandynawskich autorów, kryminałów i thrillerów, ale także tym, którzy swoją przygodę dopiero rozpoczynają z tymi gatunkami 🙂

Ocena: 5/6

VampDark

Za książkę do recenzji dziękuję wydawnictwu ZYSK i SPÓŁKA

Reklamy

Jedna myśl na temat “Powiedz, że jesteś moja – Elisabeth Norebäck

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s