Opublikowany w VampDark

Miejsce egzekucji – Val McDermid


Jakoś tak się złożyło, że ostatnimi czasy często sięgam po książki, które traktują o porwaniach dzieci, a następnie o śledztwach i ich poszukiwaniach. Nie będzie nic dziwnego w tym, że do sięgnięcia akurat po ten tytuł zachęciły mnie po pierwsze liczne zachwyty nad nim, a także naprawdę mroczna okładka. Jest ona dość minimalistyczna, bowiem dostrzec na niej można jedynie kilka elementów – pojedynczy dom, drzewo i rozległy teren wokół. Po zerknięciu na tytuł , który jest wymowny, i spojrzeniu znów na ten obrazek, aż przechodzą ciarki po całym ciele. Co więc jest w niej takiego wyjątkowego, że zdobyła serca czytelników?

Jest rok 1963. Alison to trzynastolatka, która mieszka w wiosce Scardale, mieszczącej się w północnej Anglii. Do tej pory wiodła spokojne życie – chodziła do szkoły, a czas po niej spędzała ze swoimi przyjaciółmi. Pewnego dnia, jak zwykle, mówi mamie, że przejdzie się na spacer ze swoją ukochaną suczką, Shep. Tak też robi. Kiedy po kilku godzinach nadal się nie zjawia, jej rodzicielka wpada w panikę. Co dziwne, jej obecny mąż, a ojczym młodej dziewczyny, całe zdarzenie dość znacznie bagatelizuje i twierdzi, że ona robi to tylko dlatego, by ci się zdenerwowali jej zniknięciem, i w końcu wróci, by wykorzystać ich troskę do własnych zachcianek. Rurh jednak upiera się, by zgłosić całą sprawę na policji. Rozpoczyna się gonitwa z czasem, bo przecież w takich sprawach pierwsze godziny są najważniejsze i dają duże szanse na odnalezienie poszukiwanej osoby.

Po ponad trzydziestu latach do tej zabitej dechami wsi przyjeżdża Catherine Heathcote, dziennikarka, która po raz kolejny postanawia przyjrzeć się całej sprawie i napisać o niej książkę. Większość mieszkańców nie chce z nią rozmawiać, woli o wszystkim zapomnieć. Kobieta nawet nie przypuszcza, że odkryje nowe fakty w makabrycznej sprawie, która rozegrała się w latach sześćdziesiątych i że odkrycia te rzucą zupełnie nowe światło na tamte zdarzenia.

Zabierając się za lekturę nie miałam w sumie żadnych oczekiwań. No, może jedno – chciałam po prostu miło spędzić czas, a nie zastanawiać się, kiedy w końcu się coś zacznie dziać. W „Miejscu egzekucji” z pewnością na nudę nie można narzekać. Książka została podzielona na dwie części – jedną stanowi samo zaginięcie Alison Carter w 1963 roku, w grudniu przed świętami, a także rozpoczęcie śledztwa i wszystkie jego konsekwencje. Druga część, znacznie mniej obszerna, to już historia pewnej dziennikarki, którą zainteresowały dawne wydarzenia i okoliczności zaginięcia trzynastolatki. Fabuła została naprawdę w umiejętny sposób stworzona, ciężko się od niej oderwać, bowiem każdy rozdział zakończony jest w taki sposób, aby wręcz zmusić czytelnika do lektury kolejnego. Spokoju zazna się dopiero wtedy, kiedy dotrze się do ostatniego zdania. Tutaj nic nie jest oczywiste, kiedy sądzimy, że wiemy już jaki przebieg miały tamte makabryczne wydarzenia, autorka znów nas karmi zwrotem akcji, który całe nasze przypuszczenia po prostu równa z ziemią. Czytając „Miejsce egzekucji” można odczuć wiele emocji. Z jednej strony kibicuje się policjantom, aby udało im się szczęśliwie doprowadzić śledztwo do końca, ba, żeby odnaleźli oni dziewczynę żywą, z drugiej gdzieś z tyłu głowy cały czas pali się lampka z informacją, że każda sytuacja ma jakieś swoje ukryte drugie dno. Nie ukrywam, że tak było przez większość lektury. Pojawia się tutaj również tak bardzo kontrowersyjny temat w dzisiejszych czasach. Mianowicie, czy powinna w naszym prawie być możliwa kara śmierci. Jedno odpowiedzą bez wahania, że tak, inni, że nie, a pozostali zawahają się na chwilę z odpowiedzią i w końcu orzekną, że zależy to od danej sytuacji. Popularne jest twierdzenie, że jeżeli ktoś popełnił morderstwo, to równie dobrze zasłużył na coś takiego samego. No tak, ale sąd również nie jest omylny. Czasem dowody wskazują na daną osobę, po czym po latach wychodzi na jaw, że jednak był niewinni, zaś sprawca chodził wolny po świecie. Co wtedy, jeżeli wykona się karę śmierci, a okaże się, że była ona niesłuszna? Życia potencjalnemu mordercy to nie zwróci, zaś łatwo przewidzieć, że ludzie w takim przypadku swoją złość i gniew skierowaliby w stronę sędziego, który ten wyrok ogłosił. Łatwo jest osądzać innych, zwłaszcza wtedy, kiedy wyglądają dziwacznie, wręcz podejrzanie, albo kiedy wyrządzili nam krzywdę. W idealny sposób ten problem został ukazany właśnie w „Miejscu egzekucji”.

Autorce udało się pokazać zamkniętą społeczność, której członkowie znają siebie nawzajem, znają swoje sekrety i tajemnice, nawet te najmroczniejsze, ale w chwilach zagrożenia jednego z nich, wszyscy pozostali są w stanie stanąć za nim murem i wesprzeć ich. Kiedy policjanci po raz pierwszy przyjeżdżają do Scardale, niewiele potrafią wyciągnąć z tych ludzi. Możliwe, że było to spowodowane także tym, że byli oni przerażeni świadomością, że osobą odpowiedzialną za zaginięcie Alison na pewno jest ktoś z nich. Przerażała ich świadomość, że tak naprawdę wcale się nie znają, chociaż mieszkają tak blisko siebie.

Kiedy czytelnik dociera do końca części prowadzonej bardziej z perspektywy policjantów, cieszy się on, że sprawiedliwość wygrywa, że sprawa została rozwiązana i w sumie można o niej zapomnieć i zwyczajowo zamieść pod dywan. Jednak łatwo się domyślić, że tak wcale nie jest, ponieważ jest także druga część tej historii – widziana oczami Catherine, którą zainteresowała cała sprawa i postanowiła jej poświęcić książkę. Zaczyna się ona listem skierowanym właśnie do niej, a napisanym przez George’a Bennetta, czyli policjanta, który zajmował się sprawą Alison. Prosi, a wręcz nakazuje on w nim, by dziennikarka pod żadnym pozorem nie wydawała tej książki, że skrzywdzi to wiele osób i narobi niemałych problemów. O co mu chodzi? Dowiecie się tego, jeżeli tylko przeczytacie sami tę pasjonującą lekturę.

Tak dobrego zakończenia chyba już dawno nie miałam okazji czytać. Wbiło mnie w fotel, wywołało we mnie szok i niedowierzanie, że coś takiego można uczynić, ba, że coś takiego jest w stanie chociażby przyjść do głowy człowiekowi. Ale w końcu spadło na mnie także i zrozumienie – wczułam się w te postaci, w to co czuły i spróbowałam zastanowić się, co ja bym zrobiła będąc na ich miejscu. Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że raczej byłabym zdolna zrobić to samo. Chociaż ciężko jest gdybać, jeśli w danej sytuacji nie jesteśmy albo w niej nie byliśmy wcześniej. Stwierdzę jedynie tyle, że uczucie matki powinno być najsilniejsze, powinna ona wierzyć we wszystko co powie córka, bez względu na to jak niedorzecznie by to wszystko brzmiało. W tej historii tak właśnie było i matka postanowiła poświęcić życie dla swej latorośli, byle tylko było jej dobrze.

W książce nie zabrakło także cudownych porównań i opisów twarzy. Przykładami mogą być m.in.: „Na obu końcach górnej wargi miała nawet rozsypane malutkie krostki, jakby ktoś wyrwał jej wibrysy.”, albo „Gdyby w Scardale kichnęła mysz, dostałaby z sześć domowych leków na przeziębienie, nim zdążyłaby wydmuchać nos”. Zadziwiające jest tutaj to, że przeważnie wszyscy byli w pewnym stopniu ze sobą spokrewnieni, tylko co jakiś czas zjawiał się ktoś z zewnątrz. Dlatego wszyscy byli bardzo podobni do siebie, podobne rysy twarzy, kształt oczu czy też nosa.

Jedynym mankamentem tej lektury były błędy w tekście, które niekiedy pojawiały się w dość dużym zagęszczeniu. Polegały one w większości przypadków na „zjedzeniu” literek lub ich przekręceniu w środku słowa. Mała rzecz, ale jaka irytująca.

Podsumowując, „Miejsce egzekucji” to rewelacyjnie poprowadzony kryminał o zaginięciu młodej dziewczynki, Alison Carter. Idealnie pokazuje, że to co z początku wydawało się dość zwyczajną sprawą (o ile można tak w ogóle mówić o zaginięciach dzieci) skrywało mroczne drugie dno. Książka wciąga od pierwszych stron i wypuszcza ze swoich szponów dopiero wtedy, kiedy się dobiegnie do końca. Nic tu nie jest oczywiste. Autorce udało się pokazać małą, zamkniętą społeczność, której mieszkańcy podchodzą nieufnie do każdej obcej osoby, także policjantów oraz to jak w takich warunkach ciężko jest poprowadzić śledztwo, bowiem wszyscy odpowiadają stricte na zadane pytania, a nie dodają zupełnie nic więcej. „Miejsce egzekucji” spodoba się nie tylko fanom tego gatunku, ale również osobom, które lubią tajemnice i stopniowe ukazywanie prawdy.

Ocena: 6/6

VampDark

Za książkę do recenzji dziękuję wydawnictwu PAPIEROWY KSIĘŻYC

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s