Opublikowany w VampDark

Pan Samochodzik i Niesamowity dwór – Zbigniew Nienacki


Czasem przychodzi taki moment w życiu każdego człowieka, że chce się wrócić do czasów z dzieciństwa, przypomnieć te beztroskie chwile. Co za tym idzie, pojawia się także chęć powrotu do ulubionych lektur z tego magicznego okresu. Jedną z ulubionych serii jest właśnie Pan Samochodzik.

Główny bohater, który udaje, że jest zwyczajnym historykiem, a w głębi duszy kryje detektywa. Bardzo lubiłam czytać o jego przygodach i to nie zmieniło się nawet do teraz.

Pan Tomasz dostaje posadę kustosza w dość przerażającym dworze zmarłego niedawno Joachima Czerskiego. Ma tam powstać muzeum z prawdziwego zdarzenia, które sprawi, że do Janówka zawitają rzesze turystów. Za swoich pomocników zabiera kolegę Bigosa, który w niespodziewanych momentach zapada w letarg, a także panią Wierzchoń, która z początku traktuje nowego szefa z politowaniem i dużą dozą ironii. Nie potrafią się oni dogadać, jednak w obliczu coraz to dziwniejszych sytuacji, nagle zaczynają ze sobą współpracować. Podejrzenia są jasne i klarowne – we dworze straszy jakiś przerażający duch. Co i rusz wychodzą na jaw nowe tajemnice, które wszystko jeszcze bardziej komplikują. Jak zakończy się ta z pozoru dość dziwna sprawa?

Sięgając po Niesamowity dwór doskonale wiedziałam czego mogę się spodziewać. Zbigniew Nienacki potrafił pisać lekko i płynnie, wszystkie jego historie sprawiały wrażenie, jakby same z siebie wypływały spod pióra pisarza. Tak też było i w tym przypadku. Autorowi udało się stworzyć historię, która z początku wyglądała jednoznacznie – jest dwór, w którym straszy najprawdziwszy duch. Jednak dla pana Tomasza nic nie było takie oczywiste, od razu się domyślił, że coś tu mocno nie gra. Pełnił jakby dwie role jednocześnie – był kustoszem, ze swoimi współpracownikami codziennie przeprowadzał inwentaryzację wszystkich zbiorów pana Czerskiego, ale w wolnych chwilach wcielał się w swoją ulubioną rolę, czyli detektywa. Panna Wierzchoń nie od razu go rozpoznała – z początku traktowała go z politowaniem, które jeszcze bardziej się pogłębiło, kiedy ujrzała samochód swego przełożonego. Kto miał do czynienia z serią o Panu Samochodziku ten doskonale sobie zdaje sprawę, że auto, którym główny bohater się poruszał, należał do najbardziej specyficznych pojazdów jakie widział świat. Wielce rozbawiła mnie kwestia, którą na widok wehikułu wypowiedziała panna Wierzchoń. Mianowicie, że ona z przodu nie będzie siedzieć, bo obawia się, że ktoś ją w tym aucie zauważy i dojdzie do wniosku, że ta umarła i że wiozą ją w ostatniej podróży karawanem. Na taką zniewagę pan Tomasz bardzo się obraził i już nie odzywał do swojej towarzyszki przez calutką drogę. No właśnie, nie zabrakło tutaj humoru, tak charakterystycznego dla prozy stworzonej przez Zbigniewa Nienackiego. Mogłoby się wydawać, że to co on tworzy to tylko książki przeznaczone dla młodzieży. Nic bardziej mylnego. Czytałam jego twórczość jak byłam nastolatką, czytam je także teraz kiedy już pozostały dwa kroki do trzydziestki i nadal jestem pełna uznania dla jego zdolności pisarskich i tworzenia historii. Bowiem tylko z pozoru wydają się one proste i banalne, lecz im dalej czytelnik się w nie zagłębia tym coraz mniej wie. Niesamowity dwór to trochę taki horror bądź też nawet kryminał, w którym swoją rolę i to bardzo ważną odegrają także dzieci. Antek i Zosia to dwójka małych spryciuli, zwłaszcza ona, którzy uwielbiają wszelkie tajemnice i zagadki i bardzo się w nie angażują. Zosia to dziewczynka, która wszystko wie najlepiej i lubi się mądrzyć. Marzy o tym, by w przyszłości zostać aktorką. Bardzo intensywnie ćwiczy do przedstawienia pt. Balladyna, w którym dostała główną rolę. Ciągle powtarza swoje kwestie i podczas jednych takich „zabaw” odkrywa bardzo ważny ślad w prowadzonym przez pana Tomasza śledztwie. Antek zaś to chłopiec bardzo skromny, albo raczej chcący za takiego uchodzić. W przyszłości pragnie zostać lekarzem, więc wolne chwile poświęca na czytanie ważnej literatury fachowej. Często rzuca nazwami chorób, które niedawno poznał. Można uznać, że w pewnym sensie jest nawet zazdrosny o to, że to właśnie jego koleżanka jest taka mądra i wszystko doskonale wie. Ta dwójka małych dzieci dodała tej historii niesamowitej aury i nowego znaczenia. Dzięki temu cała opowieść sprawiała jeszcze większe wrażenie życiowej, takiej historii, która mogłaby nas spotkać na każdym kroku. Niezmiernie ciekawym bohaterem był także kolega Bigos, który uwielbiał grać na swej gitarze. Bardzo zabawne były zwłaszcza te sceny, w których wszyscy wokół niego rozmawiali o tajemnicach, a on już zwyczajnie miał ich dość. Sprawiał wrażenie rozczarowanego – sądził, że jego praca będzie spokojna i monotonna, a się okazało zupełnie inaczej. Ale najlepsza scena z jego udziałem to była ta, w której udał się na pokaz filmu, a z którego wrócił mocno rozżalony. Okazało się bowiem, iż zamiast kryminału puścili horror. Na domiar złego jego akcja rozgrywała się w zamku, w którym straszyło. Nie mógł potem biedak zmrużyć oka.

Książka nie jest specjalnie gruba, liczy sobie prawie 300 stron i czyta się ją naprawdę szybko. Kartki przelatują pomiędzy palcami tak szybko, że nim się obejrzy a tu już się dotarło do końca. Po raz kolejny doszłam do wniosku, że sposób zapisu rozdziałów również jest oryginalny. Bowiem oprócz ponumerowania danego rozdziału, zaraz pod nim znajdują się krótkie słowa, które mówią czytelnikowi, co wydarzy się w danej części. Myślicie, że to zmniejsza przyjemność lektury? Bo przecież przez taki zabieg czytelnik już chociażby może się domyślić, co się wydarzy w danym rozdziale i z niespodzianki oraz niepewności nici. Nic bardziej mylnego. Te krótkie słowa są tak dobrane, by jedynie lekko naświetlić, co się będzie działo, jednak najważniejszych elementów one z pewnością nie zdradzają.

Akcja rozgrywa się dość powoli, czytelnik może nawet odnieść wrażenie, że autor dał tej historii żyć własnym życiem. Wszystko rozgrywa się leniwie, dopiero pod koniec akcja nabiera tempa, kiedy w końcu nadchodzi upragnione wyjaśnienie całej tej tajemniczej sprawy. Nie zabrakło humoru, ale także zadziwiających zwrotów akcji, które mają na celu zmylenie czytelnika i sprawienie, że już sam nie wie o co tutaj chodzi.

Przyznam szczerze, że w pewnym momencie pan Tomasz skojarzył mi się z Sherlockiem Holmesem (tylko zamiast jednego, miał aż dwóch doktorów Watsonów!). To jak prowadził śledztwo, jak podchodził do sprawy i do wszelkich jej okoliczności, wreszcie jak wyjaśniał wszystko swoim towarzyszom – to wszystko dawała luźne powiązania z tym popularnym detektywem. Nawet fakt, iż co i rusz zarówno jeden jak i drugi wpadał w jakieś tarapaty.

Całość trzymała się w ryzach, wszystkie wydarzenia miały sens i znaczenie, nic nie działo się z przypadku. Chociaż sama sprawa wydawała się na pozór łatwa i prosta, to jednak sporo czasu zajęło panu Tomaszowi i jego współpracownikom jej rozwikłanie. A kiedy w końcu wyjaśnił on wszystko, pokazał po kolei czym się kierował i co go naprowadziło na właściwy trop, stwierdziłam, że ja się raczej na detektywa nie nadaję. Nie zwracam uwagi na to co powinnam, na jakieś subtelne szczególiki, które przecież w takich sprawach mają największe znaczenie.

Podsumowując, Niesamowity dwór to historia, dzięki której swobodnie można wrócić do czasów beztroskiego dzieciństwa. Zbigniew Nienacki stworzył fantastyczną wręcz serię o sprytnym detektywie, który jest jednocześnie historykiem. Rozwiązuje zagadki, łącząc przy okazji przyjemne z pożytecznym. W tej konkretnej opowieści nie zabrakło świetnie zarysowanych bohaterów – każdy z nich odznaczał się czymś szczególnym, dzięki czemu nie zlewali się oni w jedną rozmytą masę, były także zadziwiające zwroty akcji, które dodawały lekturze spore ilości emocji, a także wszystko to było podszyte humorem, ciężko było zachować powagę, kiedy czytało się chociażby o porównaniach ukochanego wehikułu pana Tomasza do karawanu. Zabawne też były sceny, kiedy początkowo panna Wierzchoń nie wiedziała z kim tak naprawdę przyjdzie jej pracować, a pan Tomasz to skrzętnie wykorzystywał. To wszystko sprawiło, że lektura była przyjemna i gdyby nie inne obowiązki mogłabym ją zakończyć w jeden wieczór. Strony szybko się przewracają między palcami, aż czytelnik z pewnym smutkiem stwierdza, ze właśnie dotarł do ostatniego zdania. Myślę, że to idealna propozycja zarówno dla tych, którzy już Pana Samochodzika dobrze znają, ale także dla tych, którzy jeszcze się z nim nie zetknęli 😉

Ocena: 6/6

VampDark

Za książkę do recenzji dziękuję wydawnictwu SIEDMIORÓG

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s