Opublikowany w Pomyluna

Karminowe serce – Dorota Gąsiorowska


Po raz kolejny miałam okazję przeczytać powieść Doroty Gąsiorowskiej. Przygoda z jej twórczością zaczęła się mniej więcej trzy czy cztery lata temu, kiedy debiutowała „Obietnicą Łucji” i wtedy jej pomysły i sposób pisania wydał mi się przyjemny, świeży i na swój sposób uroczy.

Najnowsza powieść pani Gąsiorowskiej, „Karminowe serce” opowiada o Laurze, młodej kobiecie, która przeprowadza się z Warszawy do Bukowej Góry, miejscowości położonej za Krakowem u podnóża gór. Laura wręcz ucieka przed przeszłością i chce zacząć nowy rozdział w życiu. Spotyka na swej drodze całą plejadę osób, które w mniejszym lub większym stopniu zagoszczą w jej sercu, niektórzy staną się jej bliżsi, innych będzie starała się unikać, a to wszystko w otoczce pięknych gór i cukierni o ciekawej nazwie Złote Serce.

Laura, choć wydawać by się mogło, twardo stąpająca po ziemi kobieta, tak naprawdę przeżywa pewne wydarzenie, które miało miejsce kilka lat wcześniej. Nie potrafi tak do końca się z tym pogodzić, wybaczyć samej sobie, ale poprzez coraz bliższą znajomość z pewnym mężczyzną zaczyna wychodzić na prostą… I choć historia Laury powinna wzruszać to ja jakoś nie potrafiłam się zdobyć na jakieś głębsze i bardziej empatyczne odczucia, bo prawda jest taka, że wokół Laury tyle się działo, w tyle spraw była zaangażowana, że jej własna tragedia została potraktowana po macoszemu i w moich oczach ledwie wspomniana. Główna bohaterka wyjeżdża z Warszawy, ucieka, a na końcu okazuje się, że, no właśnie… co? Myślałam, że trochę bardziej Laura skoncentruje się na sobie zamiast pomagać obcym ludziom i wręcz wchodzić z butami do ich żyć. Lubię styl pani Gąsiorowskiej i ogólnie jej książki, ale tego akurat nie kupuję.

To, co wiele razy powtarzam przy okazji książek obyczajowych dla kobiet, a co mnie zaczyna ogromnie drażnić to:

  1. Powtarzalne schematy. Kto jest w stanie zliczyć, ile jest książek, gdzie główna bohaterka z wielkiego miasta wyjeżdża na wieś by odpocząć? Jest tego cała masa… co robi się już nieco nudne, bo dlaczego nie mogłaby powstać książka o dziewczynie ze wsi, która ucieka do wielkiego miasta, bo się tam po prostu zgubi i jest szansa, że nikt jej nie znajdzie? Laura jest przykładem jednym z wielu, że wyjazd z miasta na wieś nie zapewnia spokoju a już tym bardziej anonimowości. Każdy wie o „miastowej”.
  2. Wszechobecna dobroć, współczucie i pewnego rodzaju wścibstwo starszych z reguły osób. Starsze panie mają po prostu dar przekonywania i odkrywania przed nimi kart, więc jak pojawia się taka pani Rozalia ze Złotego Serca to Laura nie ma przed nią żadnych tajemnic i już po chwili czuje, że zna ją całe życie. Kurczę, czy ludzie na wsiach i małych miasteczkach naprawdę z taką ochotą przyjmują nowych mieszkańców? Jeśli ja się mylę to wyprowadźcie mnie z błędu, ale zawsze mi się wydawało, że w takich małych społecznościach to się patrzy na nowe twarze z lekką ciekawością i nieufnością.
  3. Zbyt wielkie zainteresowanie płci przeciwnej. Tutaj już możecie mnie posądzać o zbytnie czepianie się, ale w którym normalnym miasteczku tudzież już wsi kobieta, która dopiero co się przeprowadza ma już tylu adoratorów? Oni jej nie znają a narzucają się jakby nie wiadomo czego chcieli! A w mieście jest tylu facetów… to już jest czepianie się pierdół, zdaję sobie z tego sprawę, ale to na dłuższą metę także mnie zaczyna drażnić.

Dzisiaj, po siedmiu książkach, które wydano i pięciu, które przeczytałam widzę, że powyższe jest pewną normą w książkach pani Gąsiorowskiej. Choć każda historia dotyczy czegoś innego, dotyka innej sfery życia to mimo wszystko wydaje mi się to już przemielone kilka razy i wciśnięte do kolejnej powieści. Wyjątkiem może być „Dziewczyna ze sklepu z kapeluszami”, gdzie akcja działa się z Krakowie.

To, co jest przyjemne w odbiorze książki to talent autorki do opisywania przyrody i zmieniającej się natury w corocznym obiegu od wiosny przez lato po zimę. „Karminowe serce” jest powieścią dla kobiet i przez kobietę napisaną, więc z pewnością wiele czytelniczek, fanek autorki uznają tę książkę za kolejną perełkę w swojej biblioteczce. Ja osobiście lubię jej książki. Choć mogłaby trochę odejść od schematów. Napisać coś naprawdę wow i niespodziewanego. Bo to, co miało miejsce na dosłownie trzech ostatnich stronach „Karminowego serca” to jakiś dramat…. Zdecydowanie lepiej byłoby, gdyby tych kilku stron nie było. Odbiór byłby o wiele lepszy. No, ale zawsze musi być szczęśliwe zakończenie…

Ze swojej strony chcę ja polecić, przede wszystkim osobom, które polubiły styl autorki, stworzone przez nią postacie i historie, bo mają coś w sobie. Są lekkie i przyjemne, choć do bólu naiwne. Jestem pewna, że kogoś oczaruje „Karminowe serce”, bo może się okazać jedną z lepszych w dorobku pani Gąsiorowskiej 😉

Ocena -4/6

Pomyluna

Dziękuję wydawnictwu ZNAK LITERANOVA ze egzemplarz.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s