Opublikowany w Pomyluna

Sekretny portret miłości – Sarah MacLean


Miałam ochotę na romans. Wiecie jak to jest. Czasem nachodzi taka ogromna ochota jakby to było pudełko pełne lodów o ulubionym smaku. Jak coś sobie postanowię to staram się to zrealizować, więc czym prędzej dzięki wydawnictwu Amber zaopatrzyłam się w kolejny romans historyczny. Miałam ochotę na coś słodkiego, ale też nie do końca, co rozbudziłoby moją wyobraźnię o szczęśliwym zakończeniu, wielkiej miłości i tak dalej i tak dalej… wiecie… takie słodkie coś.

„Sekretny portret miłości” Sary MacLean to historia o wielkim skandalu, w który zamieszana jest Lilian Hargroove, podopieczna księcia Warwick, który jest… Szkotem. Przyznam się szczerze, z ręką na sercu, że nie mam pojęcia, czemu w 1834 roku Anglia nie znosiła się ze Szkocją, że ludzie z tego pierwszego obszaru nazywali tych drugich dzikusami i niewychowanymi brutalami. Alec Stuart jest właśnie takim osobnikiem. No i musi zająć się podopieczną, by skandal okazał się dla niej jak najmniej destrukcyjny i żeby Lilian wyszła z całej sytuacji obronną ręką.

Od początku miałam uczucie, że ten romans różni się od innych, jakie czytałam. Przede wszystkim rozdziały mają tytuły. Pierwszy raz spotkałam się z czymś takim. Zwykle, gdy był nowy rozdział to był oznaczony samą cyfrą a nie jeszcze jakimś krótkim opisem, który chwilami na moje oko tak wiele zdradzał, że to zasługuje na karę. Inną kwestią jest to, że ten romans trochę nie przypominał romansu. Choć oczywiście, główni bohaterowie czują do siebie miętę już po kilku dniach i wiedzą, że może coś z tego będzie, ale większość książki to tak naprawdę gadanie o niczym. Lilian stara się nie dopuścić do odsłonięcia obrazu, na którym pozuje i który ma wywoływać wielki skandal. Jest młodą kobietą, która nie bywa w towarzystwie, nie wie też tak do końca jak się zachować. A kiedy już znajduje się wśród socjety to uwagę przyciąga nie tylko ona, ale też i pewna część ciała odkrywana przez Aleca. Dodam, że kobiety niemal mdlały. O Boże, ależ się teraz będziecie nad tym zastanawiać! 😀

„Sekretny portret miłości” to taka niby fajna odskocznia, ale chwilami wręcz żenująca. Ani Lilian ani tym bardziej Alec (przecie to Szkot, pewnie się nie zna!) nie wykazują się szczególnie wielkim intelektem, a ich rozmowy przybierały czasem postać odtwarzanej taśmy magnetofonowej tylko na jeden temat – obrazu. W ostatnim czasie to albo ze mną jest coś nie tak, bo nic mi się właściwie nie podoba albo z książkami, które wybieram do czytania. Albo to po prostu gniotki. Mam nieodparte wrażenie, że romanse, jakie wychodzą za sprawą wydawnictwa Amber tracą trochę na swej atrakcyjności i popyt na nie spada, głównie za sprawą zjawiska, jakim jest wydawanie TAKICH romansów. Czy ja zrobiłam się za bardzo wymagająca, bo w dobie obecnych schematów wszystko wydaje mi się identyczne?

Och, na Boga… wybaczcie, ale nic więcej nie jestem w stanie napisać o tej powieści. Jest słaba… i choć przyjemne jest w niej to, że bohaterowie nie skaczą sobie od razu do łóżek to jednak ich wzajemne zainteresowanie przeradza się z coś innego znacznie szybciej niż u „przeciętnych” ludzi w obecnych czasach. Męczyłam ją niemiłosiernie długo, bo nie mogłam znieść Lilian i jej napakowanej mięśniami przyzwoitki imieniem Alec. Jeśli mowa o „Sekretnym portrecie miłości” Sary MacLean to ja jestem na nie.

Ocena 2/6

Pomyluna

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s