Opublikowany w Pomyluna

365 dni – Blanka Lipińska


Prawdę mówiąc nie wiem jak mam zacząć tę recenzję. Miała ona dotyczyć bardzo głośnej książki Blanki Lipińskiej, która w moim odczuciu bardzo podzieliła książkowy świat. Kiedy czytałam opinie niemal każda recenzja wyrażała się negatywnie i wręcz z nienawiścią do tej książki. Autorce zostały zarzucone najgorsze z możliwych błędów począwszy od warsztatu po totalnie głupią akcję i bohaterów. Sięgając po „365 dni” mniej więcej wiedziałam, czego się spodziewać. Mniej więcej.

Przypuszczam, że spora większość wie lub słyszała o tej książce, która znalazła się na 1 miejscu w Top Empiku i utrzymywała tę pozycję chyba przez kilka tygodni. Zapytacie może: dlaczego? Prawdę mówiąc nie mam pojęcia. Przybliżanie fabuły nie ma chyba sensu, bo można by ją zawrzeć w jednym zdaniu, a brzmiałoby mniej więcej tak: „Głowa sycylijskiej mafii po strzelaninie, w której niemal ginie, ma wizje dotyczące pewnej kobiety, a kiedy okazuje się, że owa kobieta faktycznie istnieje, porywa ją i daje jej jeden rok by go pokochała”. Bardzo ogólnikowe, ale jak najbardziej trafne.

Bohaterowie są… płytcy. Główna bohaterka, Laura, ma dość swojej pracy w hotelu. Wypalenie zawodowe. Okej. Kobieta ma niecałą trzydziestkę, ale już jest wypalona zawodowo, no zdarza się, prawda? Jest ona tak pewną siebie kobietą, że wylewająca się z niej wysoka samoocena w pewnym momencie jest już przytłaczająca i pomieściłaby basen o wymiarach olimpijskich. Jest takim typowym obrazem księżniczki, bo oczekuje od byłego faceta traktowania się jak księżniczka i jego pełnej uwagi. Laura doskonale zdaje sobie sprawę z tego jak działa na mężczyzn, że obejrzą się za nią na ulicy, ale to nie włączy u niej myślenia i dalej będzie się ubierała jak kobieta lekkich obyczajów. A do tego Laura wydaje mi się niesamowicie głupia i niekonsekwentna w tym co robi. Niby nie daje sobą zawładnąć, ma jakiś tam wpływ na tego swojego porywacza, ale zupełnie nie rusza jej to, że została porwana… przyjmuje to spokojnie i bez nerwów, a nawet ją to kręci. Wiecie… z jednej strony może i to dobry zabieg, żeby zmylić porywacza, bo ulegacie, robicie, co on chce, a przez to jego czujność trochę zaczyna kuleć i wtedy próbujecie się wydostać. A Laura co zrobiła? Dała się przekupić ciuchami. Zegarkami. Luksusowym życiem. Miała chwilowe przebłyski, w których myślała o tym by uciec, ale nawet nie wysiliła się, by obmyślić jak to zrobić. Po prostu się poddała. Acha, zaraz… ona po prostu nie potrafiła trzeźwo myśleć, bo cały dzień wlewała w siebie różowego szampana, którego uwielbiała. Kurde, jak można do każdego posiłku pić procenty? Miejmy umiar…

A teraz Massimo, główny bohater męski, głowa rodziny mafijnej z Sycylii. Taki Grey. Władczy, zaborczy, niesamowicie przystojny, nieznoszący sprzeciwu człowiek, któremu w głowie jedynie kobieta, którą widzi w snach, każe malować jej obrazy i ma ogólnego fioła na punkcie jej znalezienia i zawładnięcia całym jej życiem. Massimo niejednokrotnie udowadnia, jaki z niego kawał… (wstawcie sobie jakieś w miarę mocne określenie). On tak naprawdę nie daje Laurze możliwości pokochania go. On jej to NAKAZUJE. Nie można nikogo zmusić do kochania, a Massimo nie przyjmuje do wiadomości, że porwał Laurę, że obrócił jej życie do góry nogami… nic do niego nie dociera. W trakcie czytania zastanawiałam się czy to władza tak uderzyła do sodówki czy on jednak jest walnięty. Owszem, zdarzają się mężczyźni, którzy nie potrafią znieść swojej partnerki w towarzystwie innego mężczyzny, ale Massimo bije ich wszystkich na głowy. On jest po prostu szurnięty.

Przez bardzo długi czas zastanawiałam się czy za ogromnym sukcesem tej powieści stoi dobry PR czy może jednak fabuła i sceny seksu podobne do Greya. Bo wiecie… jak książka jest dobra, to się obroni wśród tysięcy innych o podobnej tematyce. Jeśli jest słaba to pewnie nadrabia jakąś burzą wywołaną wokół siebie. Z powieścią Blanki Lipińskiej jest tak, że… sam pomysł na fabułę jakiś był. Potencjał, jaki był nie został wykorzystany, można było poprowadzić to wszystko inaczej, dialogi sprowadzić na jakiś poziom, a nie że brzmią jak z podstawówki. Największym minusem, ale takim naprawdę OGROMNYM minusem, który psuje praktycznie wszystko są skretyniali bohaterowie. Inteligencja na poziomie ameb psuje całkowicie jakąkolwiek fabułę i całkiem niezły pomysł, bo czytać o Laurze, która porwanie i grożenie rodzinie przyjmuje naprawdę na luzie jest lekko mówiąc psychiczne. Nie wspominając o Massimie.

A jeśli chodzi o seks… już nie czepiajmy się tak tego seksu w „365 dniach”. Christian Grey i Ana Steele robili podobne rzeczy i jakoś świat oszalał na ich punkcie, a w przypadku książki Blanki Lipińskiej wygląda to podobnie. Ustalmy jedno…. ludzie są różnorodni. Jednych będzie kręcić coś innego, a drugich coś innego. Jedni będą woleli seks z harlequina, a drudzy będą miłośnikami seksu z Greya czy „365 dni”. Nie dajmy się zwariować i pozwólmy żyć innym, a już tym bardziej nie mieszajmy z błotem tych, którym podobał się seks Laury i Massima. Może i jest on krzywdzący, amoralny, deprawujący czy szkodliwy i toksyczny, ale czy człowiek, który lubi trochę ostrzejsze zabawy w łóżku ma od razu trafić na margines społeczny? Szanujmy się.

Ja tę książkę ocenię mimo wszystko wysoko, bo ogólnie mi się podobała, bo nie zawierała połowy trudnych słów ze słownika języka polskiego i mój chyba przytępy umysł dał radę (to tak z przekąsem 😉 ), ale czytałam ją szybko, rozumiałam co czytam… w pewien sposób też przeżyłam przygodę, choć błędów, nie tylko logicznych, było trochę. Blanka Lipińska mogła stworzyć coś lepszego, ale stworzyła to, co jest i Polska jakimś dziwnym sposobem oszalała. Czytałam gorsze powieści, więc „365 dni” nie było takie znowu straszne. Radziłabym się po prostu przekonać, bo zdanie innych może czasem być za bardzo krzywdzące. Nie bronię „365 dni”, absolutnie! Ale też może nie powinno się jej skreślać tak do końca.

Może drugi tom będzie lepszy….

Ocena +3/6

Pomyluna

Dziękuję wydawnictwu EDIPRESSE za możliwość przeczytania.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s