Opublikowany w VampDark

Czego nie powiedziałam – Małgorzata Garkowska


Lubię niekiedy (czasem nawet często) sięgnąć po tak zwane obyczajówki. Wydaje mi się, że te historie są tak życiowe, iż każdy z nas może w nich odnaleźć cząstkę siebie. Ale nie wystarczy wpaść na dobry pomysł. Trzeba jeszcze świetnie go rozpisać, tak aby czytelnik nie zanudził się na śmierć. W tym przypadku, niestety, tak się stało.

Czy wyobrażacie sobie żyć z mężczyzną, którego kochacie ponad miarę, ale jednak nie mówicie mu wszystkiego? Ja nie. A jednak Emilia tak potrafi. Próbuje poukładać swoją codzienność, rozbitą na miliony drobnych kawałeczków. Wie na pewno, że kocha Roberta, chociaż skrywa przed nim wielką i naprawdę ważną informację. Co zrobi mężczyzna, kiedy w końcu prawda wyjdzie na jaw? Będzie potrafił przełknąć gulę goryczy, która zaciska mu się coraz bardziej na gardle i żyć dalej? Czy jednak przekreśli cały związek, bowiem dojdzie do wniosku, iż nie potrafi trwać w nim dalej ze świadomością, że ukochana może go okłamać po raz kolejny?

Przyznam szczerze, że od pierwszych stron znielubiłam Emilię i utrzymało się to do końcowych zdań. Wydała mi się strasznie samolubna i tchórzliwa. Nie rozumiem, jak można przed ukochanym skrywać tak ważną informację. Bohaterka zachowywała się jak na mój gust karygodnie. Owszem, można zrozumieć , że po tym wszystkim, co w młodości przeżyła pragnie odnaleźć w końcu swoje szczęście i na nim skupić całą uwagę. Jednak szczerość jest najważniejsza. Myślę, że gdyby usiadła i przedstawiła Robertowi wszystkie swoje kłopoty i zmartwienia ten bez wątpienia, by ją zrozumiał i wsparł odpowiednim słowem czy gestem. I z pewnością wtedy nie powstałaby ta książka. Ponieważ należy podkreślić fakt, iż przeważająca część stron z tych 296 to są rozterki głównej postaci nad tym, czy powiedzieć o tej wielkiej tajemnicy partnerowi czy jednak może lepiej to odwlec jak najdłużej w czasie. Nie, nie i jeszcze raz nie. Pomijając niezrozumiałe zachowanie Emilii, należy wspomnieć o tym, iż całość fabuły opiera się na jej codziennym życiu. Opisy tego jak się położyła spać, później rano obudziła, zrobiła sobie śniadanie i tak dalej, są po prostu tutaj zbędne. Czytelnik może odnieść wrażenie nawet, iż zostały one stworzone po to, by zapełnić kolejne karty tej historii. Styl autorki może i jest lekki, nie pojawiają się jakieś starodawne sformułowania, w sumie czyta się płynnie, ale brakuje pewnej głębi, nie odczuwa się w ogóle niepewności spowodowanej myślami o tym, co też wydarzy się już zaraz, na następnej stronie. Przewija się temat tajemnicy Emilii, muszę przyznać, że nawet odczuwałam ciekawość, co też się wydarzyło, ale gdy w końcu wszystko się wyjaśniło doszłam do przykrego wniosku, że tego wszystkiego dość łatwo się było domyślić. Specjalnie nie zdradzam tutaj o co konkretnie chodzi, ponieważ zepsułoby to jeszcze bardziej lekturę. Jak dla mnie emocje można tutaj zliczyć na palcach jednej ręki. Przeważa wśród nich i to zdecydowanie, oczywiście, znudzenie. Mnie ta książka wręcz uśpiła! Gdzieś w połowie, albo nawet i szybciej, zorientowałam się, że czytam tylko po to, by dobrnąć jakimś cudem do końca i by się przekonać na własnej skórze, czy chociaż zakończenie nie wbije mnie w fotel. Nie wbiło, nie było zaskoczenia, a pojawiła się za to radość, że to już koniec.

Nie podpasowała mi ta lektura zupełnie. Pomysł na fabułę był całkiem niezły, lecz nie został on dobrze rozplanowany. Nudne jest w tym to, że poza rozterkami głównej bohaterki nad tym, czy coś powiedzieć swojemu ukochanemu to niczego innego nie ma, nie ma jakiejś głębi, która potrafiłaby wciągnąć czytelnika. Przez prawie 300 stron nic praktycznie się nie dzieje, zaś samo zakończenie jest bardzo łatwe do przewidzenia. I chociaż w innych tego typu książkach nie gryzło mnie to za bardzo, to tutaj jeszcze bardziej obniża moją ocenę. Zachowanie Emilii też pozostawia wiele do życzenia. Podam prosty przykład. Dziewczyna postanawia przygotować uroczystą kolację. Czeka z utęsknieniem na ukochanego, lecz kiedy ten w końcu się zjawia jest pijany i do tego przychodzi z kumplami. Robi z siebie kompletnego durnia, informuje Emilię, żeby ta ubrała się w eleganckie ciuszki, bo idą na imprezę, przy okazji klepie dziewczynę w pośladek. Ta stanowczo odmawia wyjścia i ostatecznie zostaje sama w domu. Powinna się cieszyć ze swojej asertywności, w końcu co to za przyjemność imprezować z pijanymi ludźmi, prawda? Byłam z niej dumna w tym momencie, lecz moja radość długo nie trwała. Po chwili przemyśleń Emilia ubiera się elegancko, wyrusza do klubu w którym zatrzymał się Robert i reszta ferajny i jeszcze postanawia go przeprosić za swoją odmowę… Brak słów.

Podsumowując, Czego nie powiedziałam to historia jednej emocji – znudzenia. Nie ma tu niczego, co mogłoby w 100% wciągnąć czytelnika. Dostaje on zaś z nawiązką rozmyślania głównej bohaterki nad tym, czy o czymś powiedzieć ukochanemu czy też nie i tak przez prawie 300 stron. Myślę, że jest wiele innych książek, które mogą się bardziej spodobać niż ten. Nie polecam.

Ocena: 2+/6

VampDark

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s