Opublikowany w Pomyluna

Na krawędzi mroku – Jeff Giles


W listopadzie… no to był dwa tysiące siedemnasty rok, więc można powiedzieć, że rok temu z hakiem czytałam pierwszy tom serii „Na krawędzi wszystkiego” Jeffa Gilesa. Przypomniawszy sobie czy mi się podobał czy nie muszę powiedzieć, że nie do końca. Bardzo denerwowała mnie postać Zoe, jej (moim zdaniem) zbyt wysokie poczucie wyższości, tego, że wszystko musi wiedzieć najlepiej i do tego jeszcze próbującą wychować nie tyle brata, co własną matkę. Natomiast wedle recenzji podobał mi się wątek tajemniczego chłopaka, Iksa, mieszkańca podziemnego świata (zwanego przez wszystkich Niziną), łowcę głów i właściwie chyba jedyną osobę, która w tymże świecie może być nazywana żywą.

To tak tytułem wstępu. Ponieważ w moje ręce trafił drugi tom, „Na krawędzi mroku” i przeczytałam, bo jakżeby inaczej, a kto może czasem czyta moje recenzje ten wie, że nie lubię zostawiać niedokończonych serii (wyjątkiem są powieści, gdzie nie mam pojęcia, że czytam któryś tom z serii, a potem się okazuje, że jednak tak jest i moje wielkie oburzenia nie ma końca). Podchodziłam bardzo sceptycznie do tej powieści, bo główny powód, dla którego niespecjalnie chciałam wracać do zaśnieżonego świata bohaterów była…. Zoe. I tak też pozostało w drugim tomie.

Na krawędzi mroku” już trochę bardziej koncentruje się na podziemnym świecie, Nizinie, gdzie trafiają grzeszne dusze na wieczne potępienie. Coś jakby Piekło. Jako, że Iks dobrowolnie oddał się do niewoli, by ocalić rodzinę Zoe tak musi odbywać pewien rodzaj kary, z którym nie zgadza się dziewczyna i próbuje znaleźć sposób na ocalenie ukochanego. W międzyczasie Iks dowiaduje się także, że na Nizinie jest jego matka, kiedyś wysoki lord, obecnie jeden z wielu setek tysięcy więźniów, zdegradowana ze stanowiska za urodzenie dziecka. Po nitce do kłębka chłopak odkrywa gdzie jest i najpierw musi zmierzyć się z postacią Hrabiny, a następnie udać się do miejsca zwanego Krańcem Rzek. Zoe tymczasem podstępem dostaje się do Niziny i wywołuje niemałe zaskoczenie.

Fabularnie wydaje mi się, że jest lepiej. Bo akcja już od samego początku jest nakręcona na zwroty i problemy, na jakie napotykają bohaterowie. W drugim tomie to jest chyba wręcz wymagane. Książka podzielona jest na cztery części i każda odnosi się albo do Niziny albo świata… żywych. Nie ukrywam, że bardziej podobały mi się części związane z Iksem i jego poszukiwaniami matki, bo były ciekawsze, bardziej mroczne i potrafiły mnie zaciekawić. Zwłaszcza postać Hrabiny, choć tak krótko można było z nią „obcować” to wydała mi się barwna, okrutna i dosyć specyficzna, choć ewidentnie jest czarnym charakterem z fetyszem do przemocy i karmienia się grzechami. Można poznać także historię matki Iksa, jak to się stało, że znalazła się na Nizinie. Wszystkie karty zostają powoli odkrywane, ale jeden aspekt tak skutecznie wszystko psuje, że naprawdę, szczerze mi przykro, bo był potencjał na przyjemną, mroczną młodzieżówkę z podziemnym światem. A zepsuła wszystko Zoe.

Zoe to zło totalne. Rzadko która bohaterka swoją głupotą potrafi mnie tak denerwować tak jak Zoe. Okej, dziewczynie nie można zarzucić brak uporu w dążeniu do celu, bo kiedy postanawia ratować ukochanego to to robi. Ale wtedy nie patrzy na nikogo tylko prze naprzód. Po trupach do celu. Tak prawdę mówiąc to ma w d**ie przyjaciółkę, która zostaje zaatakowana przez dzikiego zwierza a sama Zoe wpada w portal i tamtą zostawia. Kurde, serio? Do tego jej kłótnie z przyjaciółką. A może raczej przedrzeźnianie się. Niektóre dialogi pomiędzy Zoe i Val brzmiały jak rozmowa dwóch ameb z jakiegoś rakowego opowiadania na Wattpadzie. Nie zaglądam na tę stronę, nie czytam opowiadań, ale potrafię sobie wyobrazić jak przygłupie one są. Autor gdzieś popełnił błąd tworząc tę postać w głowie.

Na krawędzi mroku” jest lepsze, ale tylko ociupinkę. Końcówka może nieco wgnieść w fotel, ale raczej nie wywołuje emocjonujących reakcji. Właściwie to nie urywa czterech liter, bo nie dzieje się tam nic, co wywołałoby ten słynny efekt WOW. Młodzieżówka, którą można przeczytać ot, tak, ale moim zdaniem są lepsze z tego gatunku.

Ocena 3+/6

Pomyluna

Dziękuję wydawnictwu IUVI za egzemplarz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s