Opublikowany w Pomyluna

Pęknięta korona – Grzegorz Wielgus


Dziś będzie bez żadnych wstępów, tylko od razu przechodzimy do rzeczy, bo książka o której dziś napiszę jest zdecydowanie bardziej dla panów, a oni nie bawią się w ładnie dobieranie słów i pisanie wstępów 😉

Powieść Grzegorza Wielgusa, „Pęknięta korona” osadzona jest w średniowiecznym Krakowie i najbliższych okolicach. Rozpoczyna się w momencie, kiedy do klasztoru dominikanów przybywa pewien posłannik, by poinformować brata Gotfryda o znalezionym nieboszczyku gdzieś na brzegu Wisły. Braciszek ów jest w Krakowie przejazdem (a przynajmniej tyle udało mi się wywnioskować) oraz jest inkwizytorem, więc wiecie… zabobony, wiedźmy, mikstury czy eliksiry to nie jest coś, co go przeraża a herezję to, można powiedzieć, zjada na śniadanie. No dobra, co dalej? Gotfryd jedzie na włości Jaksy, zubożałego rycerza, gdzie znajduje się topielec no i tam dokonuje czegoś, co w dzisiejszych czasach zwie się oględzinami. Tropy prowadzą w kilku różnych kierunkach, w międzyczasie pojawia się także drugi nieboszczyk, tym razem zwęglony, a na ścianie spalonego pomieszczenia wisi nietknięty przez płomienie portret pewnego monstra, w które wierzą mieszkańcy.

Zaczynałam czytać pełna obaw, bo przyznaję, że czasy średniowiecza niespecjalnie mnie do siebie przyciągają, ale zrobiła to historia. Zaciekawiła mnie zwłaszcza kwestia z obrazem, który się nie spalił, choć całe pomieszczenie uległo sile płomieni. Bardzo ciężko było mi się wbić w klimat, jaki panuje w książce i choć na plus odbieram to jak zostało przedstawione życie średniowiecznych ludzi, zarówno wieśniaków jak i panów, język, który wydaje mi się w miarę pasuje do okresu czasowego to jednak właśnie język i opisy stanowiły dla mnie sporą trudność. Musiałam bardzo, ale to bardzo koncentrować się na tym, co czytam, bo chwilę później, kiedy wracałam wzrokiem to byłam zdziwiona, że czytałam coś takiego, bo tego nie pamiętam. Bohaterowie też jakoś szczególnie nie zostali przedstawieni. O bracie Gotfrydzie wiadome jest, że jest ponurym człowiekiem, poważnym i tyle. Jaksa jest odważnym i ciemnowłosym rycerzem z zubożałych włości. Jest jeszcze jeden, Lambert, ale o nim wiadomo tyle, co o pozostałych. Coś tam, gdzieś tam, ale żadnego konkretu tak jakby to w ogóle nie było ważne skąd wywodzą się bohaterowie. Coś jeszcze sprawiło, że nie do końca przekonała mnie do siebie powieść, choć uważam jednocześnie, że przyjemnie spędziłam czas? Ostatni rozdział. Niepotrzebny, napisany chyba na siłę, żeby było więcej stron… przekombinowane a i samo zakończenie nie sprawia, że ocena jest trochę wyższa.

Pomysł autora na kryminał osadzony w średniowieczu jest ciekawy i chyba nie spotkałam się jeszcze z taką formą, bo można wyobrazić sobie jak wyglądało śledztwo prowadzone przez ówczesnych stróżów prawa. Lub jak nie wyglądało, bo komuś się nie chciało. Sama koncepcja używania dostępnych środków, jakie wtedy istniały sprawia, że człowiek uświadamia sobie, że przecież w średniowieczu też popełniano zbrodnie! Też znajdowano topielców czy wisielców, więc jak szukano sprawcy i jak wymierzano karę? Żałuję tylko, że Grzegorz Wielgus nie dał się lekko ponieść fantazji by jednak powołać do życia monstra, których bali się mieszkańcy wiosek, bo to byłoby ciekawym zabiegiem, dość nieprzewidywalnym i sprawiającym, że czytelnik otworzy szerzej oczy ze zdziwienia. Swoją drogą, wszyscy emocjonujemy się mitologią grecką, rzymską czy nordycką, a co z naszą rodzimą mitologią słowiańską? Jest równie ciekawa i warta poznania, a kto wie, może okaże się, że na waszych terenach przechadzał się jakiś ciekawy potworek? 😉

Pęknięta korona” może spodobać się szczególnie miłośnikom średniowiecza, bo mogliby od razu sobie porównać jak podają wszelkie źródła o tym jak wyglądało życie w tych czasach do tego, co napisał autor. Nie jestem specjalistką, ale wydaje mi się, że tak mogła wyglądać codzienność Krakowa. Fani kryminałów mogą się lekko zawieźć, bo przypuszczam, że Wasze giętkie umysły karmione innymi kryminałami od razu rozpoznają, jaki będzie finał tego wszystkiego 😉 Generalnie to trzeba lubić ten okres historyczny, bo jest on dość specyficzny. Wiadomo, że inaczej się wtedy mówiło, odnosiło do starszych, wyższych rangą, stosowano się do zasad etykiety (tyle o ile), a to może sprawiać lekkie trudności. Mimo tego ja spędziłam czas przyjemnie, nie żałuję, choć spodziewałam się trochę czegoś innego, może bardziej dopracowanych postaci, ale to już maleńka wada.

Ocena 4-/6

Pomyluna

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s