Opublikowany w Martycja

Tir Alainn tom 1. Filary świata – Anne Bishop


Serię „Czarne kamienie” uważam za jedną z lepszych jaką miałam przyjemność czytać. Podobne zdanie mam co do „Efemery”, która jest ciut gorsza od swojej poprzedniczki. Serię pięciotomową „Inni” zakupiłam w ciemno, ale przyznam szczerze, jeszcze nie przeczytałam. Kiedy zobaczyłam w zapowiedziach Initium, że wydawnictwo szykuje kolejną serię Anne Bishop, to zaraz zaopatrzyłam się w egzemplarz, gdyż owa seria liczy tylko trzy tomy 😉

Fabuła

Jest sobie świat, co się zwie Tir Alainn. Zamieszkują tam klany Fae – rasa pół-ludzi pół-zwierząt, którzy są kimś w rodzaju bogów dla ludzi. Niestety od pewnego czasu poszczególne ścieżki pomiędzy klanami zaczynają zanikać i nie wiadomo, czy odcięte klany zostały gdzieś przemieszczone, zniszczone, czy po prostu żyją w odosobnieniu. Cokolwiek to jest, martwi to bardzo władców Tir Alainn – bliźniaków Diannę, która jest panią księżyca i łowczynią oraz Luciana – pana słońca i światłego. Władcy wysyłają barda Aidena, muzę Lyrrę oraz Pana Jastrzębi Falcona za Zasłonę do świata ludzi, aby dowiedzieć się, czy coś wiadomo na temat zanikających ścieżek. Jedyne co odkrywają to legendy, w których pojawiają się „filary świata” oraz stare opowieści o potencjalnie niebezpiecznej rasie Wiccanfae

W tym samym czasie w świecie ludzi w kraju o nazwie Silvalan, siedemnastoletnia Ari próbuje sprzedać swoje mieszanki ziół oraz ręcznie tkane gobeliny w sklepie Babci Gwynn, aby zarobić trochę pieniędzy na utrzymanie. Nastolatka jest wyrzutkiem miasta Ridgeley, choć pochodzi z rodziny czarownic. Niestety odkąd rok wcześniej zmarły jej babka i matka, dziewczyna żyje w odosobnieniu w chacie na ziemi zwanej „Starym miejscem”. Ari zostaje wbrew swojej woli wciągnięta w przyjęcie „specyfiku”, który jest magiczny i sprawia, że w noc „Letniego księżyca”, będzie musiała wybrać sobie kochanka na miesiąc. Jeśli tego nie zrobi, magia obróci się przeciwko niej.

Również w tym samym czasie, w kraju zwanym Wolfram, mistrz inkwizycji – Adolfo, torturuje kobiety, które pałają się magią. Mężczyzna uważa, iż czarownice, to zło, które należy wytępić. Jednak nie za darmo, takie tortury i zabijanie kobiet słono kosztuje, dzięki czemu Adolfo jest majętny. Właśnie zakopał żywcem młodą kobietę, która potrafiła panować nad wodą. Dzięki temu „Stare miejsce” utraciło magię, przez co „mały lud”, czyli magiczne stworzenia, które jeśli chodzi o magię plasują się gdzieś pomiędzy ludźmi, a czarownicami, również giną.

Czym są Filary świata? Dlaczego magiczne ścieżki znikają? Czy Adolfo uda się wytępić wszystkie wiedźmy? Jak Ari poradzi sobie z „Letnim księżycem”? Czy dobra magia zostanie wytępiona? Czy Fae uda się uratować Tir Allain?

Moim zdaniem

Mając za sobą „Czarne Kamienie” oraz „Efemerę”, zastanawiałam się, czy Anne Bishop umie napisać coś innego niż feministyczne fantasy. Po lekturze „Tir Allain” nadal się zastanawiam, gdyż „Filary Świata” są po prostu kolejną serią o świecie nadnaturalnych istot, który miesza się ze światem ludzi. Po raz kolejny mamy bohaterkę, która wydaje się słaba, a jest tak naprawdę silna; po raz kolejny mamy mężczyznę, który jest potencjalnym ukochanym protagonistki; po raz kolejny mamy kogoś złego, kto robi dużo złych rzeczy i jest po prostu zły; po raz kolejny mamy też magię, magiczne stworzenia i magiczne tajemnice, które należy rozwikłać. Normalnie powinnam powiedzieć „znowu to samo? Czy szanowna autorka nie potrafi już nic innego stworzyć?” jednak ja normalna nie jestem, uwielbiam twórczość Anne Bishop i wcale nie przeszkadza mi czytać kolejnych historii, które są podobne do poprzednich, gdyż są po prostu magiczne. Mają w sobie to coś, co sprawia, że chce się czytać więcej i więcej. Kij, że można przewidzieć niektóre sytuacje, czy rozwiązania akcji. Kij, że bohaterki bardzo często z pozornie słabych okazują się być silne i niezależne. Kij, że mężczyźni – ci pozytywni, którzy są silni i niebezpieczni zakochują się i zamieniają w szczeniaczki, a ci negatywni dostają to na co zasłużyli w ten, czy inny sposób. Kij, że ma się wrażenie, że to już było. Jeśli lubi się fantazję Pani Bishop, to łyka się wszystko, co autorka stworzy, nawet jeśli są to przysłowiowe „odgrzewane kotlety” 😉

Autorka ma talent do tworzenia wielowymiarowych i różnorodnych bohaterów oraz smykałkę, do dziwnych, staro-brzmiących imion. To samo tyczy się nazw krain, przedmiotów, czy wszelkiego rodzaju czynności, bądź tradycji. Pewnie, że inspiruje się wieloma legendami, folklorem i mitologią, ale sporo pomysłów przychodzi do głowy patrząc na jakiś obraz lub podczas spaceru po lesie (wyczytałam to na jej stronie w FAQ). Mając na koncie cztery serie (piąta jest w trakcie powstawania), pisarka powinna wyczerpać pomysły na imiona i nazwy wszelakie, jednak jej wyobraźnia, jak widać, jest nieograniczona. Czytałam całkiem sporo serii fantasy różnych autorów i rzadko kiedy miałam styczność z tak bogatą plejadą bohaterów drugoplanowych. W „Filarach świata” mogę uznać, że oprócz Ari, głównymi bohaterowie są również Morag, Lucian, Dianna, Adolfo oraz Neal. A co z Roycem, Aidenem, Lyrrą, Falconem, Ahernem? A co z pomniejszymi postaciami, których imion nie pamiętam? Każdy bohater, nawet jeśli nie pojawia się często, albo tylko jednorazowo, ma swoją rolę do spełnienia. Znając autorkę, to w kolejnych częściach „Tir Allain” bohaterowie drugoplanowi, mogą stać się pierwszoplanowymi, a ci główni mogą odejść na dalszy tor, albo nawet zostać jedynie wspomnieniem.

Moją ulubienicą została oczywiście Ari i przyznam szczerze, że bałam się, jaki los zgotowała jej autorka (kto zna twórczość pani Bishop ten wie, że można zostać okaleczonym, trwale złamanym, a nawet martwym, pomimo grania pierwszych skrzypiec). Nie powiem, jak kończy się historia Ari, ale pomimo wszystko liczę na więcej. Antagonistą i typowym złym jest Adolfo. Nie wiem, jak to autorka robi, ale jej negatywni bohaterowie są tak skonstruowani, że nie lubi się ich już po pierwszej stronie, ba, po pierwszym akapicie, a nawet po pierwszym zdaniu! Ów zły jest typowym facetem, który nienawidzi kobiet i robi wszystko, aby je jak najbardziej skrzywdzić. Dla niego dobra czarownica, to martwa czarownica, a kobieta jest na poziomie zwierzęcia w gospodarstwie, czyli się przydaje, można o nią dbać, ale musi wiedzieć, gdzie jej miejsce oraz że podlega mężczyznom (skąd ja to znam? Wystarczy poczytać wypowiedzi biskupów, papieży, czy innych rydzykopodobnych zakonników). Efekt tego taki, że czytając o poczynaniach Adolfo, czekałam aż w końcu coś „fajnego” mu się przytrafi. Czy to się stało, nie powiem, bo spoilery są be. Co do innych postaci, to polubiłam też Neala i Morag oraz pewnego szczeniaczka, którego umaszczenie dyskwalifikuje wartość u hodowcy. W sumie, to jeśli chodzi o zwierzęta, to warto też wspomnieć o koniach, bo są one dość ważne dla bohaterów, zwłaszcza tych magicznych, gdyż koń swój rozum ma. Uparty też potrafi być 😉

Filary świata”, to melancholijna, aczkolwiek wciągająca powieść o kobietach – kobietach magicznych, kobietach samotnych, kobietach silnych, kobietach pragnących miłości i akceptacji. Mężczyźni są jak najbardziej ważni, lecz wielu z nich myśli tylko o sobie, uważa że kobiety są albo słabe, albo nie bardziej potrzebne od krowy na pastwisku. Na szczęście są również inteligentni mężczyźni, którzy potrafią zrozumieć i szczerze pokochać tę jedną, jedyną kobietę, aby jej towarzyszyć, chronić ją, a nawet poświęcić się dla niej. Odnoszę wrażenie, że Anne Bishop magię i dawne czasy wykorzystuje jako pretekst do pokazania natury kobiecej. Podczas czytania o zamierzchłych czasach, można sobie uświadomić, że w 21 wieku wcale tak wiele się nie zmieniło. Cały czas mamy wojnę płci, cały czas płeć brzydka próbuje zapanować nad płcią piękną i na odwrót. Przyznam, że nie raz się wkurzyłam czytając o inkwizytorach i ich próbach „ocalenia kobiet”, gdzie w rzeczywistości chodziło tylko i wyłącznie o zaspokojenie swoich perwersyjnych potrzeb. Gdy historię skończyłam, pomyślałam sobie, że w obecnych czasach nadal mamy facetów, którzy nienawidzą kobiet i przypominając sobie lekcje historii ze szkoły, stwierdziłam że feministki, to tak naprawdę wymysł facetów, bo dlaczego fakt, że ja jako kobieta chcę robić co chcę, jak chcę i kiedy chcę, musi być jakoś określone? Kiedyś były czarownice, teraz mamy feministki. Serio, jak długo jeszcze płeć żeńska ma czekać na matriarchat?

Polecam fanom wcześniejszych serii Anne Bishop. Polecam kobietom, które lubią magię, silne bohaterki, ciekawie wykreowane światy, relacje zwierząt z ludźmi oraz szczyptę humoru przewijającego się w trakcie dysput damsko-męskich 😉

Ocena: 5/6

Martycja

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s