Opublikowany w Martycja

Świat obok świata. Mroczna baśń – Liz Braswell


A co gdyby to Urszula pokonała Ariel?” Takie pytanie można przeczytać na czarnej, mrocznej okładce książki. Przyznam, że właśnie to pytanie mnie zaintrygowało i sprawiło, że sięgnęłam po tę alternatywną wersję zakończenia oraz jednocześnie kontynuację „Małej syrenki Disneya”. W końcu czasami ci źli są bardziej interesujący, niż pozytywni bohaterowie, nieprawdaż? 😉

Fabuła

Minęło pięć lat odkąd Urszula poślubiła księcia Eryka. Przez ten czas wiele się zmieniło. Ariel (nie Arielka) została niemą królową oceanu (choć była najmłodszą z sióstr), Florek i Sebastian są najważniejszymi i najbardziej zaufanymi osobistościami w królestwie Ariel, Eryk zamiast pływać po wodach i rządzić Tirulią, snuje się po zamku i mieście wymyślając opery, myśląc, że syreny to sen. Z kolei Vanessa, czyli Urszula rządzi pałacem oraz zarządza wojskiem i statkami, które niszczą okoliczne wioski, które nie chcą się jej podporządkować.

Blagier (mewa) oraz jego pramewnuczka Jona przypadkowo odkrywają, iż król Tryton żyje i jest więźniem Urszuli. Udaje im się skontaktować z Florkiem, a ten wraz z Ariel spotykają się na powierzchni z mewami. Ryba zostaje tłumaczem migowego syreny, a Jona opowiada, co też widziała z Blagierem (dziadek jest już stary i słaby, więc nie mógł zjawić się osobiście).

Ariel postanawia, po pięciu latach, udać się na ląd, aby odszukać i uratować ojca, a może nawet spotkać dawną miłość.

Czy Ariel uda się uratować Trytona? Czy Urszula doprowadzi do wojny pomiędzy Tirulią, a innymi państwami? Czy Eryk odzyska przytomność umysłu? Czy prawdziwa miłość w końcu zatriumfuje? Czy zakończenie będzie takie jak w Disneyu, czy jednak smutne i mroczne?

Moim zdaniem

Zacznę może od pozytywnych aspektów książki. Okładka jest mrocznie piękna, w całości czarna. Znajduje się na niej postać Urszuli na tle Tirulii w ogniu. Wygląda to złowieszczo, zwłaszcza z turkusowymi oczami, naszyjnikiem i napisami, które mienią się w słońcu. Powieść została wydrukowana na dobrej jakości białym papierze, który jest nieco przybrudzony czarnymi smugami, zapewne od macek ośmiornicy 😉 Czcionka jest duża i czytelna, dzięki czemu oczy się nie męczą podczas czytania. Co prawda książka przez rodzaj papieru jest dość ciężka, ale przynajmniej jak nią kogoś rzucę, to będę mieć pewność, że zrobię nią krzywdę 😉

Sam pomysł na fabułę jest dość ciekawy. Autorka postanowiła napisać alternatywne zakończenie Disneyowskiego filmu oraz dodać zupełnie nową historię, która jest mroczna, choć do oryginalnej wersji Andersena i tak jej trochę brakuje. Zawsze lubiłam alternatywne rzeczywistości i zakończenia w filmach, czy serialach (zwłaszcza w serialach, gdy śledzi się kolejne sezony ulubionego tytułu aż tu nagle „odcinek specjalny” – „co by było gdyby…” np. „Przyjaciele”), w końcu otrzymałam też książkową. Nie każdy lubi tego typu zabiegi, jeśli jednak chodzi o mnie, to właśnie tym mnie ta książka kupiła, tym sprawiła, że zechciałam ją przeczytać.

Jak wiadomo wiele bajek, czy filmów dla dziewcząt kończy się znanym „and they lived happily ever after”, czyli „i żyli długo i szczęśliwie”, jednak nigdy tak naprawdę nie pokazuje się co się dzieje po pocałunku/ślubie. Jest po prostu koniec i kropka, a ja bardzo chciałabym się dowiedzieć, co było potem, jak żyli, czy się kłócili, co ich jeszcze spotkało. No i o tym właśnie jest „Świat obok świata” – pomysł na medal, jednakże…

Początek zapowiadał się obiecująco, co prawda rozdziały są krótkie i każdy jest zatytułowany imieniem postaci, która prowadzi narrację, ale uznałam to za plus. Niestety im dalej w las, tym drzewa coraz lichsze. Historia może i jest ciekawa, ale została przedstawiona w nudny sposób. Nawet jeśli dzieje się coś interesującego, to zaraz pojawiają się opisy wody, oceanicznych żyjątek i planktonu. Co chwilę można przeczytać jakie rodzaje ryb pływa sobie w określonej wodzie, jakie roślinki sobie rosną koło kamienia, czy o rodzaju pływów. Niby trzeba opisywać miejsce akcji, ale odniosłam wrażenie, że autorka na siłę wrzucała informacje o morskich stworzeniach. Jak to wyglądało? Mniej więcej tak „Ariel siedzi na tronie, a wokół niej pływają szprotki, które o tej porze roku jedzą mniej, za to ich kuzyni ukleje jedzą więcej, ale to pewnie przez rodzaj pożywienia, bo larwy solowca są smaczniejsze niż plankton. Syrena przeciągnęła się leniwie i spojrzała na koralowce gatunku ukwiały, które bardziej przypominały denkowce” SERIO? (Żeby nie było, troszkę podkoloryzowałam, aby pokazać, jakie wrażenie odniosłam) Przemycać biologię do bajki dla dzieci rozumiem, ale trzeba to zrobić umiejętnie, polecam serial „Kapitan Planeta” 😉

Bardzo często, wręcz maniakalnie, Ariel podkreśla, że nie jest już młoda, że Eryk nie jest młody, że wszyscy się zestarzali, że młodość ich opuściła… OMFG! Ariel w Disneyowskiej wersji miała 16 lat, a Eryk 18 – szybka matematyka: 16+5=21, 18+5=23. Czyli ja z moją 30tką, to powinnam już w grobie leżeć! Czy autorka książki ma lat dwanaście, aby myśleć, że osoba po 20tce to już emeryt? Rozumiem, że przez pięć lat można się zmienić, ale nie aż tak! Gdyby minęło 15 lat, to byłabym skłonna uwierzyć, że można dostać kilku zmarszczek, czy siwych włosów, ale po pięciu latach i to jeszcze pięciu latach od lat nastoletnich, do wczesnych dwudziestych. Tak, jako trzydziestolatka, jestem wręcz oburzona 😛

Bohaterowie się zmienili. No i dobrze, w końcu dorośli, nie są już wesołymi,naiwnymi 16 i 18to latkami, tylko poważnymi, smutnymi i nudnymi dorosłymi. Na początku mi to strasznie przeszkadzało, jednak z biegiem historii przyzwyczaiłam się do ich nowych charakterów. W końcu swoje przeszli, przynajmniej Ariel, bo Eryk żył sobie jakby był wiecznie naćpany. Syrena musiała szybko dorosnąć, gdyż została królową oceanu, a to oznacza odpowiedzialność, pracowitość oraz logiczne myślenie. Ariel z trzpiotki faktycznie stała się młodą kobietą – królową, która z czasem zaczęła budzić respekt na morzu. Co do Eryka, to książę stał się dodatkiem do swojej żony Vanessy. Mieszkańcy Tirulii ochrzcili go „szalony książę”, gdyż ten ciągle bujał w obłokach i jedyne o czym myślał, to muzyka, a zwłaszcza tworzenie oper. W naszych czasach pewnie by myśleli, że facet jest ciągle na haju 😛 Co do pozostałych postaci, to Jona – pramewnuczka Blagiera jest dość ciekawym ptaszyskiem. Jest inteligentna, spostrzegawcza i mówi, to co myśli – przeciwieństwo swojego dziadka. Urszula jako Vanessa, z kolei jest jakaś taka biedna. I nie chodzi mi zasoby skarbca. Po prostu jako „wiedźma” miała więcej wigoru i posłuchu, była wręcz przerażająca, a jako człowiek, jest po prostu intrygantką, brakuje jej tego gardłowego śmiechu, tego operowego zachowania. Rozumiem, że po pięciu latach można troszkę zgnuśnieć, ale to nie zmienia faktu, że brakowało mi tej głośnej i strasznej Urszuli. Z nowych postaci, to pojawia się Vareet, która jest około ośmioletnią służącą Vanessy. Dziewczyna jest smutna i samotna i bardzo często przestraszona. Jednak, gdy trzeba pokazuje odwagę. Pomimo iż Vareet rzadko się w historii pojawia, to można ją uznać za ważną dla fabuły.

Trochę ponarzekałam, ale muszę przyznać, że zakończenie powieści bardzo mi się spodobało. Nie było tak tkliwe, jak film animowany, ani tak dołujący jak oryginalne opowiadanie. Koniec jest w sumie życiowy, racjonalny, po prostu prawdziwy (o ile syreny by istniały). Zapewne jako kilkulatka nie przyjęłabym tej wersji, ale jako dorosła, stwierdzam, że jest wręcz idealne. I dzięki takiemu zakończeniu moja ostateczna ocena książki została podniesiona. Nie wiem, czy autorka nie potrafi zainteresować czytelnika, czy też może styl Pani Braswel nie przypadł mi do gustu, ale uważam „Świat obok świata” za zmarnowany potencjał. Nie przekreślam jeszcze autorki i serii „Mroczna baśń”, z chęcią przeczytam jeszcze jedną powieść, aby się przekonać, czy styl autorki mi nie leży, czy po prostu nie potrafię zapomnieć o moim sentymencie 😉

A teraz posłucham sobie piosenek…

Pozwolisz mi, że zaśpiewam to
Co w sercu mym noszę po kryjomu
Chcę abyś do mnie choć raz, uśmiechnął się
Nie wiem czy też na ziemi gdzieś jeszcze zdarzyło się to komuś
Aż słów mi brak, tak bardzo w świat twój pragnę wejść

Choć nie wiem skąd i nie wiem jak,
Lecz wiem, że coś się już zaczyna
Nadchodzi dzień
Ten w którym mnie
Wasz przyjmie świat!

Ocena: 3+/6

Martycja

https://egmont.pl/Swiat-obok-swiata.-Mroczna-basn,14351362,p.html

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s