Opublikowany w Fuzja

Wiara, miłość, śmierć – Gallert Reiter


Jestem świeżo upieczoną mamą, więc oszołomienie i nowe obowiązki nie pozwalają mi zbytnio na czytanie. Stos książek rośnie, a ilość przewróconych stron maleje… ale po dwóch miesiącach udało mi się wreszcie skończyć swoją pierwszą książkę – ciekawy kryminał policyjny rozpoczynający cykl „Kroniki Martina Bauera”.

Pozostaje więc pytanie, czy moje odczucia związane z lekturą mają coś wspólnego z tym, że to pierwsza książka, którą skończyłam, co wiąże się z radością, czy też to po prostu naprawdę dobra powieść? Myślę, że jedno i drugie, co cieszy tym bardziej.

Martin Bauer jest duchownym. Nie byle jakim, bo policyjnym. I choć jego pozycja w szeregach funkcjonariuszy nie jest zbyt stabilna, to ten zdaje się nie przejmować swoją sytuacją i co rusz naraża się władzom, a to kościelnym a to policyjnym. Jego najnowszy eksces to skok z mostu do rzeki. Tym sposobem próbował uratować życie funkcjonariuszowi, który postanowił popełnić samobójstwo. Teoretycznie plan się powiódł, niedoszły samobójca skoczył za nim i uratował Bauerowi życie – wspólnie dopłynęli do brzegu, a duchowny czuł, że udowodnił policjantowi, że tak naprawdę ten chce żyć. W praktyce już kilka godzin później Bauer otrzymuje wiadomość, że znaleziono ciało mężczyzny – skoczył z ostatniego piętra parkingu. Czy przeczucie zmyliło bohatera? Czy może za śmiercią mężczyzny kryje się jakaś tajemnica?

Historia zaprezentowana w książce „Wiara, miłość, śmierć” duetu Gallert i Reiter jest bardzo spójna i wciągająca. Wyraźnie widać, że autorzy mieli wspólną wizję na to jak ma wyglądać ta opowieść (a jeśli nie mieli, to wyszło im to naprawdę bardzo dobrze). Ogromnym atutem tej historii jest główny bohater, który jest po prostu dobrym, inteligentnym i sympatycznym człowiekiem, z którym łatwo jest się utożsamić. Opowieść przedstawiona na kartach tej powieści nie jest może zbyt skomplikowana, ale kolejne jej elementy gładko się zazębiają, a ich stopniowe ujawnianie daje poczucie satysfakcji z lektury, nawet jeśli wielu czytelników, już w trakcie, zacznie się domyślać zakończenia. Sporo jest tutaj wątków obyczajowych, czego z resztą można się spodziewać sięgając po książkę, której główny bohater jest duchownym, jednak nie ma tutaj moralizatorstwa, ani dłużyzn, które spowalniałyby akcję. W zasadzie rzadko się zdarza, żeby praktycznie każda treść zawarta w książce miała faktyczne znaczenie albo dla fabuły, albo dla czytelnika – tutaj tak jest.

„Wiara, miłość, śmierć” to kawał porządnej literatury. To prosta, jednak nie pozbawiona głębi historia, o tym jak tajemnice mogą zniszczyć ludziom życie. Ciekawa postać głównego bohatera, choć jest najjaśniejszą gwiazdą tego tytułu, to jednak nie przyćmiewa innych jego zalet, a wad nie zauważyłam. Wszystko wskazuje na to, że jest to powieść po którą warto sięgnąć, do czego szczerze i serdecznie Was zachęcam.

Ocena: 5/6

Żaneta Fuzja Krawczugo

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s