Opublikowany w Martycja

Świat sprzed #MeToo – Agnes Grossman


„#Me too” to hashtag oznaczający „#Ja też”, który pojawił się w mediach społecznościowych w październiku 2017 roku. Miał on zwrócić uwagę na problem molestowania seksualnego. Akcja została nagłośniona po skandalu z producentem filmowym Harveyem Weinsteinem oraz spopularyzowana dzięki aktorce Alyssie Milano. Polska 2019, Amber wydało książkę o traktowaniu kobiet w kulturze masowej.

Wydanie

Książka liczy sobie nieco ponad 170 stron, a okładka jest tekturowa, matowa. Strony są kolorowe, a papier kredowy, dzięki czemu odcisków palców owe wydanie nie uświadczy. Czcionka w większość jest dość spora, choć wąska, zapewne aby przypominała pisanie długopisem. Praktycznie każda strona zawiera obrazek, bądź zdjęcie ilustrujące dany tekst. Jest sporo plakatów filmowych, reklam, pocztówek oraz krótkich komiksów, a nawet kadrów z filmów animowanych. Wszystko to sprawia, że książkę czyta się szybko, choć oko na dłuższy moment obserwuje daną ilustrację, aby jeszcze lepiej zrozumieć czytany tekst.

Co znajdziemy w środku? Autorka podzieliła swoją książkę na kilka działów: Co znajdziemy w środku? Autorka podzieliła swoją książkę na kilka działów: Po co ta książka? Mężczyzna kobiecie wilkiem? Być piękną – czy to niebezpieczne? Wszystkie kobiety muszą być jak Angelika wśród piratów? Kobieta – czy to się tresuje? Świat zbudowany przez męskie pożądanie? Kobiety muszą zachowywać się jak prostytutki? Kobieta to plac zabaw? Mężczyźni boją się siły kobiet? Kobiety współtworzyły maczyzm?

Treść książki, to po prostu interpretacje wielu ilustracji zawartych w wydaniu plus przemyślenia autorki odnośnie Hollywoodu i Harveya Weinstaina, które czasem są no cóż, mało reportażowe, a czasem wręcz marne…

Moim zdaniem

Zacznę może od tego, że odkąd pamiętam, uwielbiałam silne bohaterki w filmach, serialach i bajkach. Do moich ulubionych seriali należały „Wonder Woman” – serial z lat 70tych, który oglądałam na niemieckiej stacji, „Lady Oscar” – anime na podstawie mangi Riyoko Ikedy oglądany na VHS oraz niemieckiej stacji, serial animowany produkcji Hannah Barbera „Jana z dżungli – oglądany na Cartoon Network oraz „Xena, wojownicza księżniczka” oglądana na Polsacie 🙂 Mając takie ulubione tytuły, bardzo często nienawidziłam oglądać w tv dziewczyn, które są słabe/wrażliwe/nieporadne/zależne od facetów. Może dlatego nie przepadałam za takimi filmami jak „James Bond”, „Hercules”, czy „Tarzan” (a już najbardziej to wkurzała mnie Jane, która to ciągle potrzebowała silnego i umięśnionego faceta w każdej możliwej sytuacji).

Mając takie podejście do bohaterek i bohaterów, dorastałam z coraz większą świadomością, że dziewczyny są jakieś dziwne. Nie rozumiałam, dlaczego wiele bohaterek to takie mimozy, dlaczego to facet zawsze musi być tym niezwyciężonym, a kobieta jest dodatkiem. Czy zauważyliście, że w wielu filmach i serialach, gdy faceci walczyli, kobiety z reguły gdzieś się chowały albo mdlały albo też krzyczały i biegały wokół. Zawsze wtedy się załamywałam i zadawałam sobie pytanie „dlaczego nie pomożesz!? Masz przecież tyle przedmiotów wokół siebie, weź coś ciężkiego i rozwal wrogowi łeb!”

Już nie wspomnę o roli rodzaju żeńskiego w reklamach. Pokazywane są jako obiekt seksualny albo jako kura domowa. Czy naprawdę kobieta musi ciągle przejmować się praniem/sprzątaniem/dziećmi/gotowaniem/chorym mężczyzną? Na szczęście ów trend się powoli zmienia. Zdarzają się reklamy, w których to facet gotuje/sprząta/pierze/zajmuje się dziećmi i żoną. Rzadkie to zjawisko, ale jednak się pojawia. I całe szczęście, bo jak słyszę teksty „O nie! Nie doprałam koszuli męża! I co ja teraz zrobię?!” Nie wiem, kur(…)! Powieś się na niej!! A bilboardy? Reklamy na ulicach? Już nawet nie o Photoshop chodzi, ale młode, zgrabne kobiety, które eksponują piersi, nogi, pośladki, a ich usta aż proszą się o pocałunki albo o wsadzenie w nie penisa. Wystarczy, że wyjdę z domu, a widzę pizzerię, która to ma szyld pizzy na cyckach kobiety bez głowy. Jak jadę do pracy, to widzę reklamę dachówki z gołymi nogami na pierwszym planie. I nie wiem, co ja mam przez to rozumieć, że kobiety mają chodzić po dachu gołymi stopami? Że jak kupię dachówkę, to przyjdzie do mnie młoda dziewczyna na seks? Ale ale, to nie wszystko! Wystarczy, że pójdzie się do mechanika samochodowego, czy do firmy, która w przeważającej części składa się z mężczyzn, gdyż wykonują typowo „męski” zwód, tfu, zawód, to jaki kalendarz wisi na ścianie? Motor? Samochód? Szczeniaczki? Nie, przysłowiowa „goła baba”. Ciekawe, że w kobiecych biurach mamy na ścianach kwiatki, widoczki i ewentualnie dobrze zbudowanego faceta z gołą klatą. Ciekawe, że jakoś penisy nie widnieją na obrazkach. Ciekawe dlaczego?

Tak, zrobiłam długi wywód. Możecie sobie pomyśleć, że nie ma to za wiele wspólnego z książką, ale tak się składa, że ma i to bardzo dużo! „Świat sprzed #metoo” to zbiór takich właśnie przemyśleń jak moje powyżej. Jak dla mnie autorka dosłownie liznęła tak szerokiego tematu, jakim jest obraz kobiety w społeczeństwie i jej ciągłe szufladkowanie w kategoriach: śliczna i głupiutka oraz inteligentny pasztet. Hashtag „metoo” może i rozpoczął się od afery z molestowaniem i wykorzystywaniem seksualnie kobiet w Hollywood, jednak obecnie ów hashtag zatacza coraz większe kręgi. Bo przecież to całe molestowanie i traktowanie kobiet jako obiektów seksualnych skądś się przecież wzięło. Przecież sporo kobiet pozwala sobie na takie traktowanie, ba, nawet sama cieszy się z „takiego zainteresowania” ze strony rodzaju męskiego. Do tej pory faceci nie mogą pogodzić się z faktem, ze kobieta więcej zarabia, że jest lepiej wykształcona, czy inteligentniejsza. Ojcowie potrafią deprymować swoje córki i traktować je jako przyszłe kury domowe, które nie potrzebują dobrego wykształcenia, czy umiejętności do życia w pojedynkę. Wszędzie widzimy plakaty, bilboardy, reklamy i wszelkiego rodzaju kampanie, w których kobieta, a właściwie części kobiety są traktowane jak rzecz, jak coś, co ma przekonać innych do swoich racji, czy produktów. Dopóki społeczeństwo będzie pozwalać na przedmiotowe traktowanie płci żeńskiej, nie widzę szans na zmianę.

Pani Grossman wydała swoją książkę w odpowiednim momencie, bo w końcu coś drgnęło w świadomości ludzi. A przecież jeszcze kilka lat temu, zachowanie mężczyzn w stosunku do kobiet, czy samych kobiet w stosunku do innych kobiet pokazywało, że to normalne, że dziewczyna = przedmiot. Cieszę się, że w końcu coś zaczyna się zmieniać, że być może w końcu przestaniemy się nawzajem dyskryminować i traktować z góry. Nie wiem, jak w innych krajach, ale w Polsce, to jeszcze daleka droga, naprawdę daleka. I jeśli my kobiety wraz pomocą inteligentnych i rozumnych mężczyzn nie będziemy walczyć o zmianę poglądów, to nie widzę szans zmiany na lepsze. Osobiście nie przypominam sobie, abym była molestowana seksualnie, jednak spotkałam się z szowinistami, mizoginistami, czy po prostu idiotami, którzy myśleli że są lepsi, bo mają w gaciach penisa. Ja potrafiłam sobie z nimi poradzić, czy to słownie, czy czynnie. Jednak wiele kobiet nie potrafi sobie z takim zachowaniem dać rady. Wiele kobiet boi się, wstydzi lub uważa, że tak już jest i nic nie da się z tym zrobić. Drogie dziewczyny, jeśli boicie się mężczyzn, to od tego są kursy samoobrony, czy sztuki walki. Można kupić takie narzędzia jak gaz pieprzowy w żelu (polecam! Jest lepszy od zwykłego w sprayu, gdyż po żelu napastnik musi udać się na pogotowie), paralizatory (zwłaszcza te na odległość) oraz batony (taki składany mieści się w każdej torebce). Poza tym, cięty język, błyskotliwość i siła ducha również bardzo pomaga podczas spotkać z potencjalnym szowinistą, gdyż prawda jest taka, że faceci boją się silnych i niezłomnych kobiet. Wiem, co mówię 😉

Książkę polecam wszystkim, i kobietom i mężczyznom, bez względu na wiek, czy poglądy, chociaż nie wiem, czy tytuł nadaje się dla ultrakatolików. Wydanie jest według mnie dość ubogie w treść, jednak zdjęcia mówią same za siebie. No i autorka bardzo często używa słowo „maczyzm”, jakby słowa „szowinizm”, „mizoginizm” oraz „seksizm” nie istniały… Przyznam szczerze, że gdybym miała znów pisać licencjat z kulturoznawstwa, to tematem byłby właśnie hashtag „jateż” 🙂

Ocena: 4/6

Martycja

Za książkę do recenzji dziękuję wydawnictwu AMBER

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s