Opublikowany w MariDa

Strrraszna historia. Krwawi władcy i wredne królowe & Groźni rycerze w ponurych zamczyskach – Terry Deary


Strrraszna historia” to seria wydawnictwa Egmont, o której dowiedziałam się zupełnie przypadkowo. Sądząc po opisach zamieszczonych z tyłu książek, spodziewałam się czegoś bardziej zabawnego niż „strrrasznego”. Co zastałam? Bogato ilustrowane książki, zawierające coś, co faktycznie może wystarczyć. Ale po kolei!

Najogólniej rzecz ujmując, „Groźni rycerze w ponurych zamczyskach” oraz „Krwawi władcy i wredne królowe”, to książki zawierające mnóstwo informacji, o które raczej trudno w szkolne. Obydwie ukazują mroczniejszą stronę historii, popartą datami, niechlubnymi faktami, i bardzo często ilustracjami… żebyśmy na pewno zapamiętali! Ale żeby nie było tak strasznie, autor nie omieszkał zaserwować wszystkiego w humorystyczny sposób.

Słów kilka od strony technicznej

Obydwie książki rozpoczynają się jednakowo – od spisu treści oraz wstępu. Obie z tych rzeczy gładko wprowadzają w temat, informując, czego możemy się spodziewać. Następnie jest część właściwa, gdzie autor wystawia kawę na ławę. Nie patyczkuje się, chwilami będąc mocno bezpośrednim. Ale mimo wszystko, na stronach obydwu książek znajdziemy naprawdę mnóstwo faktów. Jest ich tak dużo, że większość z pewnością bardzo szybko uleci z głowy, ale przecież zawsze można ponownie zajrzeć do książki. I co ważne, autor nie zaniechał chronologii, tworząc jedną spójną całość. Nie wywołuje na przykład władców na wyrywki, tylko opowiada o nich, jeden po drugim. Zostaje w głowie ogólny zarys, który uważam za świetną sprawę.

Co ważne, przekazywana wiedza podana jest w przystępny sposób. Jeśli pojawia się jakieś trudne słówko, natychmiast jest tłumaczone. Pojawiają się również fragmenty w postaci komiksu czy listu. Przewracając kartkę, nigdy nie wiadomo, co się zastanie po drugiej stronie. I to jest super! Niektóre rzeczy sobie przypominałam, niektóre poznawałam po raz pierwszy, ale, co ważne, dobrze się bawiłam. Poza tym radowały się moje oczy, mogąc pooglądać trochę ilustracji, zamiast tylko literki i literki. Wróciłam do czasów dzieciństwa, za co jestem wydawnictwu bardzo wdzięczna. I quizy! Co jakiś czas pada pytanie, jaka wersja wydarzeń, w odniesieniu do danej osoby/sytuacji, wydaje nam się najprawdopodobniejsza – warto zaznaczyć, że odpowiedzi na ogół wydają się nie mieć racji bytu. Odpowiedzi najczęściej powalają! Ten sposób komunikacji z czytelnikiem uważam za mega w punkt.

Słów kilka o wrażeniach

Krwawi władcy i wredne królowe”

Pochłonęłam tę ilustrowaną książkę w bardzo szybkim czasie, podobała mi się, jednak czegoś mi zabrakło. Początkowo było dobrze, ale z czasem jakby coś zaczęło się psuć. Nużyć. Nie do końca to rozumiem, ponieważ autor zaskakiwał i naprawdę nie było wiadomo, w jakiej formie będzie chciał się ze mną komunikować – list, ogłoszenie, komiks… Ponadto troszkę przeszkadzały mi niektóry fragmenty, będące zlepkiem faktów, w konkretnej tematyce – i tutaj zaczynała się zabawa. Nagle w jednym miejscu mogło znaleźć się 5-ciu władców, z 17-tu dotychczas omówionych. A jako że ja koniecznie chciałam dopasować tytuł do osoby, niekiedy wracałam wstecz, by przypasować sobie osobę do jej przewinień/osiągnięć. Oczywiście im bardziej zwiększała się pula władców, tym bardziej rósł stopień trudności i bałagan w głowie. Nie przeczę, ciekawostki były zaskakujące, ale to kartkowanie książki odbierało mi trochę całą radochę.

Groźni rycerze w ponurych zamczyskach”

Mając na uwadze wcześniej omawianą książkę, do tej podeszłam z lekką rezerwą. Ale, co ważne, była ona zasadniczo odmienna – na plus! Owszem, pojawiali się władcy, jednak książka została podzielona na konkretne tematy, jak na przykład: „Niesamowite turnieje”, „Okrutne krucjaty” czy „Ponure zamczyska”. Znaczące zminimalizowanie nazwisk oraz dat wyeliminowało zawroty głowy, co było przyjemną odmianą. Od razu czytało mi się lepiej i przyjemniej. Niezmienne pozostały jednak ilustracje, ciesząc oko i pobudzając wyobraźnię. Choć byłoby przyjemniej, gdyby były kolorowe.

Na którą z tych dwóch książek nie zerknąć, każda prezentuje się cudownie! Zapewniam, że każda okładkowa sroka weźmie je do ręki i poświęci im dłuższą chwilę. Dlaczego? Na stronach internetowych tego nie widać, ale ich okładki mienią się w bajeczny sposób. Jeśli chcielibyśmy kogoś oślepić, wystarczy ustawić odpowiednio okładkę. A jeśli intrygują dorosłych, młodszy czytelnik na pewno oszaleje na ich punkcie! Tak samo będzie w przypadku wnętrza, choć ono już nie błyszczy. Ale jest za to od groma ilustracji, na których na pewno każdy zawiesi oko. Trochę jak w komiksie. Któż z nas nie lubi zapatrzyć się na jakąś scenkę, by lepiej wyobrazić sobie opisywaną chwilę?

Obydwie książki przeznaczone są dla młodszych czytelników (8-14 lat). Z pozoru nie ma obaw, jednak warto wspomnieć, że zdarza się na przykład ilustracja z odciętą głową. Zdaję sobie sprawę, że nie każdy rodzic chciałby, aby jego dziecko oglądało coś takiego, więc lojalnie ostrzegam. Cała reszta jest w porządku, z dystansem. Obydwie książki są ciekawe, choć „Groźni rycerze w ponurych zamczyskach” są zróżnicowani pod względem treści. Ale obydwie polecam, bo w każdej znajdziemy mnóstwo perełek, którymi można potem brylować w towarzystwie.

Ocena: 5/6

MariDa

Za książki do recenzji dziękuję wydawnictwu EGMONT

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s