Opublikowany w Martycja

Za kilka demonów więcej – Kim Harrison


Rzadko kiedy się zdarza, abym przeczytała powieść w roku jej wydania. Tym razem nie postąpiłam inaczej, więc piątą część serii „Zapadlisko” przeczytałam rok po polskiej premierze. Całe szczęście, że napisałam recenzję poprzedniej części, dzięki temu przed „Za kilka demonów więcej” przypomniałam sobie, na czym mniej więcej zakończyła się historia i o co w ogóle w niej chodziło 😉

Fabuła

W środku nocy Rachel budzi się spocona i z przeczuciem, że coś jest bardzo nie tak. Okazuje się, że do kościoła wkroczył demon imieniem Traszka, który szuka czegoś, a Rachel ma mu to dać. Dziewczyna nie wie, o co chodzi, a demon nie pamięta czego chce, jednak tego żąda. Jakimś cudem czarownicy udaje się opanować. Dodatkowo przybywa Ceri, która pomimo wielkiego strachu chce pomóc. Elfka rozpoznaje Traszkę i prosi Rachel, aby ta wezwała Miniasa, który jest famulusem Traszki (tak, demon posiada demona jako famulusa). Dziewczyna pomimo obiekcji, kontaktuje się z Miniasem i mówi mu, iż Traszka przybyła do jej domu i czegoś żąda. Wysokiej rangi demon pojawia się również w kościele i neutralizuje Traszkę. W nagrodę za przekazanie informacji do zaświatów, Minias jest winien Rachel przysługę…

Jednak to nie koniec problemów. Kościół należy ponownie poświęcić, a nie jest to tanie. Może Trent za to zapłaci? W końcu chce wynająć Rachel jako ochroniarza na jego ślubie z Ellasbeth…

Ale czy Rachel będzie mieć czas ochraniać jakieś wesele, skoro ktoś zaczął mordować wilkołaczki, a głównym podejrzanym zostaje David – jej samiec alfa? No i co z faktem, że niedługo dziewczyna ma urodziny? Przydałaby się jakaś imprezka co? Już nie wspominając o dziwnym związku Rachel – Ivy – Skimmer oraz Rachel – Kisten – Ivy…

A żeby nie było za nudno, to Glenn – agent FBI pomimo całej sympatii do wiedźmy, będzie jej uprzykrzać życie, a Ceri będzie próbowała uczyć pannę Morgan magii linii. Aha i jeszcze All sobie wyjdzie do ludzi…

Jak Rachel sobie z tym wszystkim poradzi?!

Moim zdaniem

Początek historii jest dynamiczny. Szkoda tylko, że później akcja zwalnia i właściwie przez większość czasu nic ciekawego się nie dzieje. No dobra, jest sporo wątków, ale szczerze mówiąc niektóre ciągną się niemiłosiernie. Jest też sporo niepotrzebnych scen, które mają za zadanie chyba tylko i wyłącznie zapełnić za dużo wyciętych kartek. Książka liczy sobie około 740 stron (plus opowiadanie, ale o tym później), jednak myślę, że gdyby wywalić nużące wątki i/lub skrócić zapychacze dziur, to historia mogłaby się zamknąć w maksymalnie pięciuset stronach, które czytałoby się z większym zainteresowaniem.

Przyznam szczerze, że 1/2 powieści mnie irytowała. A to wątek Ivy – Rachel, który jest już wałkowany od kilku części i który jakoś nie może się rozwiązać (ciągle tylko „Ugryź mnie!” „Nie mogę!”, „No dobra! Zrobię to!”, „Nie! Już nie chcę”. Do jasnej cholery!! Ile można tego typu konwersacji czytać?!). A to Ceri ma ciągle jakieś sekrety i sztucznie stara się je trzymać w ukryciu i za nic w świecie nie wyzna o co jej w ogóle chodzi (Ceri: „O nie! To nie może być prawda!”, „O co chodzi?” Ceri: „Nie ważne”. Serio?! Kolejne kretyńskie zagrywki autorki, aby przeciągać ile się da ważne dla fabuły tajemnice. Szczerze mówiąc lepiej by wyszło, gdyby elfka po prostu się nie odzywała). A to Rachel ciągle podnieca się każdym osobnikiem płci męskiej, choć ma faceta wampira, z którym się pieprzy na potęgę, tfu, uprawia miłość („Nie znam gościa, ale jest seksowny” „On chce mnie zabić, ale jest tak cholernie przystojny” „Nienawidzę go, ale z drugiej strony, jaki tyłeczek!” Normalnie facepalm! Dziewczyna ma jakieś 26 lat, a mentalność niewyżytej szesnastolatki).

Pomijając irytację z powyższego akapitu, książka w drugiej połowie zaczyna ciekawić, przestaje wkurzać, a nawet sprawia, że robi się żal co niektórych bohaterów. Akcja zaczyna przyśpieszać mniej więcej w ostatniej 1/4 książki, które to pochłonęłam w jeden wieczór (gdzie pierwsze 3/4 książki czytałam tydzień). Pani Harrison nie boi się zabić postaci drugoplanowych, choć przyznam, że liczyłam na śmierć innej bohaterki/innego bohatera. Oprócz nudnego wątku Ivy – Rachel, mamy ciekawy wątek kryminalny, mianowicie zabójstwa wilkołaczek. Podczas śledztwa wiedźma natknie się na czarownika, która będzie ją opluwać wyzwiskami w stylu „szlama”, żartuję, będzie to coś o wiele gorszego, ten czarownik będzie myślał, że Rach… zadaje się z… demonami! Tamdamdam! No po prostu straszna obelga 😛 W toku śledztwa czarownicy będzie często towarzyszyć Glenn – młody agent FBI, dzięki któremu panna Morgan będzie mogła przebywać z agentami ISBN nie narażając się na aresztowanie. Glenna polubiłam już w poprzedniej części i nie zawiódł mnie w kolejnej. Facet uwielbia wszystko co pomidorowe od soku po salsę, którą otrzymuje od Rach w wielkich słojach. Trochę za mało Davida, jak na mój gust, bardzo lubię wilkołaka i szkoda, że pomimo bycia głównym podejrzanym, jakoś specjalnie nie miał za dużo do roboty. Kisten jak zawsze czarujący, jednak przytrafia mu się coś bardzo złego, przez co zaczyna zachowywać się dość irracjonalnie, a Ivy jak wkurzała od trzeciej części, tak nadal wkurza. Choć może po wydarzeniach z komisariatu, będzie w końcu znośna, kto wie, może nawet ją polubię? Jenks jak to Jenks, nadal jest numerem jeden, choć brakowało mi trochę jego ludzkiej postaci 😉 Trent nadal coś tam knuje, All również się pojawia, a Piscary dorzuci trzy grosze!

Tym razem przerwę pomiędzy częściami miałam tylko dwa lata. Tak jak te dwa lata temu cieszyłam się z kontynuacji, tak teraz jakoś przestało mnie ciągnąć do serii. „Przynieście mi głowę wiedźmy” została wydana w Polsce w 2009 roku, miałam wtedy nieco ponad 20lat, dopiero zaczęłam studia i seria „Zapadlisko” było dla mnie strzałem w dziesiątkę. Teraz, dekadę później i tylko pięć części później stwierdzam, że chyba jestem już za stara na przygody Rachel Morgan 😦 Żałuję, że w ogóle czekałam na wydanie „Za garść amuletów” i „Za kilka demonów więcej”. Mogłam sobie już dawno zamówić w oryginalne, wtedy w 2019 mogłabym czytać dziesiątą część, a może nawet i ostatnią trzynastą. Tak, czy siak, ja dorosłam, bohaterka nie i to co kiedyś mnie trochę irytowało, teraz najzwyczajniej wkurza i to tak, że czasem nie byłam w stanie czytać kolejnych stron, bo co jak co, ale ja głupoty, durnoty i tępoty nie trawię! Zakończenie książki sprawiło, że chce dać jeszcze szansę kolejnej części, jednak tym razem kupię już w wersji angielskiej. Jeśli nadal będę irytować się poczynaniami protagonistki, to będę wiedziała, że mogę sobie serię „Zapadlisko” już odpuścić.

Na zakończenie dodam jeszcze, że wydanie zawiera opowiadanie „Mosty Eden Park”, które rozgrywa się przed wydarzeniami z „Za kilka demonów więcej”. Ta krótka historia opowiada o śniadaniu Kistena i Rachel w parku, które zostaje przerwane przez zdenerwowaną siostrę Kistena i jego kilkuletniego siostrzeńca. Dość sympatyczne opowiadanie, które zostało napisane przez autorkę na otarcie łez. O jakie łzy chodzi, tego już nie zdradzę 😉

Ocena: 4-/6

Martycja

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s