Opublikowany w Martycja

Skradzione morderstwo – James Oswald


Ostatnio robiłam porządki w książkach, aby znaleźć zapomniane przeze mnie tytuły lub ostatnie części serii. Tak też natknęłam się na książki szkockiego autora, czyli „Sprawy inspektora McLeana”. Kiedy zajrzałam na bloga i okazało się, że pierwszą część przeczytałam w 2016 roku, to od razu chwyciłam za kontynuację, a resztę części położyłam w widocznym miejscu.

Fabuła

Inspektor Tony McLean idzie na pogrzeb Donalda Andersona, aby się przekonać, że morderca dziesięciu kobiet, w tym Kirsty – narzeczonej McLeana faktycznie został zabity przez współwięźnia i że to on leży w trumnie. Po pogrzebie inspektor zostaje wezwany do pożaru starej fabryki. To już trzeci pożar, którego przyczyn nie mogą znaleźć ani strażacy ani policja. Podczas oględzin, McLean otrzymuje telefon o odnalezieniu zwłok młodej kobiety. Inspektor od razu udaje się na miejsce, gdzie oczom mężczyzny ukazuje się Kirsty, a raczej osoba w podobny sposób zamordowana. Ktoś zabił niemal jak „gwiazdkowy morderca”. Inspektor ma nadzieję, że to tylko przypadek. Dlaczego dopiero po dziesięciu latach ktoś postanowił wzorować się na zbrodniach Donalda Andersona? A może jednak „gwiazdkowy morderca” nie umarł, tylko upozorował własną śmierć? Czy McLean poradzi sobie z nową sprawą, będąc w toku zagadki podpaleń oraz w trakcie poszukiwania dealerów narkotyków? Co jeśli duchy przeszłości powrócą i nie pozwolą inspektorowi normalnie funkcjonować?

Moim zdaniem

Nie ma to jak prowadzenie bloga i pisanie recenzji, serio. Gdyby nie to, nie przypomniałabym sobie, dlaczego poprzednia część mi się spodobała i czy wcześniejsze wady nadal są dla mnie wadami 😉 Porównując moją opinię na temat „Z przyczyn naturalnych” do „Skradzione morderstwo”, to po kilku latach jest troszkę inna. To co wtedy niezbyt mi się spodobało, teraz bardzo przypadło mi do gustu. Zapewne dlatego, że już wiedziałam czego się spodziewać i w jakim stylu pisze autor. Wtedy nastawiałam się na kryminał z wątkiem okultyzmu, teraz na kryminał z wątkiem paranormalnym i dzięki temu, nie byłam rozczarowana rozwiązaniem akcji. Obecnie uważam owy wątek za największy plus serii, więc jeśli ktoś woli typowe kryminały, to radzę omijać serię Jamesa Oswalda szerokim łukiem 😉

Fabuła drugiej części skupia się na tragicznej historii inspektora McLeana sprzed dziesięciu lat. W pierwszej mieliśmy tylko strzępki informacji odnośnie tego, co przytrafiło się narzeczonej, teraz w końcu otrzymujemy pełen obraz sytuacji, która wynikła dekadę temu. Fajnie, że autor dość szybko wszystko wyjaśnił, a nie, że karmił czytelników kolejnymi strzępkami, które powodowałyby zapewne frustrację czytającego, bo mało kto lubi sztuczne przeciąganie tajemnicy wątku, który mógłby po prostu się znudzić. Autor po raz kolejny oprócz perspektywy detektywa, przedstawia również fabułę z punktu widzenia mordercy, czyli co kilka rozdziałów mamy kilka stron z opisem poczynań przestępcy, widzimy więcej niż protagonista i czekamy, kiedy też główny bohater zobaczy, to co my – czytelnicy. Oprócz tego mamy również przeskoki czasowe. Co jakiś czas można przeczytać o tym, co działo się dekadę wcześniej, czy to dzięki wspominkom McLeana, czy też obcej, ale związanej ze sprawą osoby. Skoki czasowe powodują, że można domyślać się kto jest mordercą lub ofiarą. Tak jak przewidziałam tę drugą, tak z pierwszą miałam problem. Nie wiem dlaczego, z reguły potrafię trafnie odgadnąć, kto jest zabójcą. Najwidoczniej autor tak wszystko poprowadził, abym nie myślała i nie kombinowała za dużo 😛 Tak czy siak, gdy już wszystko się wyjaśnia, to wcześniejsze wskazówki stają się bardziej zrozumiałe (nie znam się na markach samochodów! Niby jak mam kminić, gdy nie czaję marek? Gdyby było o rodzajach laptopów, to wtedy spoko, co prawda nie miałoby to sensu, ale spoko – domyśliłabym się, kto zabija :P).

Co do bohaterów, to pojawia się nowa postać – detektyw sierżant Ritchie. Kobieta wydaje się na początku bardzo poważna i ostrożna, jednak bardzo szybko zapoznaje się z posterunkiem dzięki partnerstwu z McLeanem. Jest inteligenta i spostrzegawcza, jak na detektywa przystało, dzięki niej inspektor szybciej rozwiąże sprawę handlarzy narkotyków. Będzie też nieocenioną partnerką w szukaniu zabójcy. Oprócz Pani detektyw pojawia się również były inspektor detektyw Mac Duff, który w wyniku wypadku został przeniesiony do posterunkowego archiwum, do którego główny bohater często zagląda. Będzie miał on również wpływ na sprawę morderstw, jednak nie taki, jak Ritchie. Oprócz powyższych, wracają również postacie z części pierwszej – posterunkowy MacBride, sierżant Bob Laird alias Gburek, techniczka Emma Baird, nadinspektor Duguid, komendant Jayne McIntyre oraz najlepszy przyjaciel McLeana – Phill.

Ogólnie „Skradzione morderstwo” pod względem tajemnicy jest według mnie gorsze od „Z przyczyn naturalnych”. Niby jest więcej spraw, bo oprócz mordercy mamy jeszcze podpalenia oraz handel narkotykami, to jednak bardziej się wciągnęłam w część pierwszą. Oczywiście tom 3 i 4 jak najbardziej przeczytam, bo pomysł na kryminał jest dobry, a protagonista pomimo wyolbrzymionego bagażu życiowego jest zjadliwy 😉 Bohaterowie drugoplanowi też są fajni. Tych co trzeba lubić, są sympatyczni na swój sposób, a ci których lubić nie trzeba są oczywiście okropni. Tak, mam na myśli Duguida. Jak ta postać potrafi wkurzyć! I to nie tylko mnie, bo protagonistę i poboczne postacie również. Pod koniec książki James Oswald dorzucił swoje opowiadanie, które po raz pierwszy pojawiło się na jego blogu w 2005 roku, czyli osiem lat przed serią o McLeanie. Te 13 stron to chyba najlepsza rzecz w książce! 😀 Opowiada o rzekomych samobójstwach i wypadkach, które łączą pewną zmarłą aktorkę i jej stare taśmy filmowe. Bohaterami są znani nam McLean, MacBride i Bob Laird, czyli autor wcześniej ich sobie wymyślił. Taka tam ciekawostka 😉

Ocena: 5/6

Martycja

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s