Opublikowany w MariDa

Kroniki tej jedynej. Początek – Nora Roberts


Gdy słyszę Nora Roberts, od razu myślę o romansach. Próbowałam jakiś przeczytać, by zrozumieć fascynację jej piórem, ale bezskutecznie. Cóż… może kiedyś jeszcze podejmę jakąś próbę. Ale jakież było moje zaskoczenie, gdy wśród zapowiedzi wydawnictwa Edipresse, ujrzałam książkę Nory Roberts, która wcale romansem nie była! Czym była? Fantastyką! Zaintrygowana, przeczytałam opis i postanowiłam spróbować. To miało być ciekawe doświadczenie i jednocześnie kolejna szansa dla autorki.

Szkocja, 31 grudnia

Tego dnia, podczas polowania, wszystko się zmieniło.
Zabicie bażanta przyczyniło się do śmierci miliardów ludzi.
Ale nie każdy miał się spotkać oko w oko ze śmiercią.
Niektórzy różnili się od zwyczajnych ludzi… posiadali pewne moce.

Pierwsze myśli?

Naprawdę napisała to Nora Roberts? Czy to naprawdę się kiedyś wydarzy? Jeśli nadejdzie apokalipsa, chcę zginąć maksymalnie w ciągu 5-ciu minut!

Treść „Początku” to istne szaleństwo! Nie uchroniłam się od natrętnej myśli, że ta książka podobna jest do serialu „The walking dead”. Ale zapewne nie tylko, bo takie produkcje są ostatnio dość popularne. Ktoś kichnie, ktoś coś wykopie z ziemi… efekt zawsze ten sam – apokalipsa.

Bohaterowie

Jest ich całkiem sporo i nie będę się na nich skupiać. Szczegóły są zbędne, a czasem niewskazane w recenzji. Wiedzcie jednak, że jest ich trochę i ciągle pojawiają się nowi – na krócej lub dłużej. Nie są oni jakoś szczególnie trudni do spamiętania, jednak mam pewne obawy, co do drugiej części. Obawiam się, iż sięgając po nią, będę mieć potworny bałagan w głowie. Teraz ich pamiętam, ale czy to potrwa długo? Na dzień dzisiejszy nie wiadomo nic o kolejnym tomie cyklu. Także notujcie, róbcie ściągi, żebyście potem nie łapali się za głowy!

Akcja

Powiem szczerze, że już od pierwszej strony! Ba, od pierwszego zdania! Autorka wiedziała, jak zachęcić do czytania. Wkręciłam się od razu i już po pierwszych stronach wiedziałam, że ta książka będzie dobra. Czuć było napięcie, którego nie potrafiłam się pozbyć. I nie chciałam. Z autentyczną ciekawością czytałam dalej i dalej, aż ludzkość zaczęła padać jak muchy. Przerażające, ale i w pewien sposób fascynujące. Czułam się jak Bóg, który siedzi w swoim fotelu, sączy popołudniową herbatkę i z zaciekawieniem spogląda, co też się dzieje pod jego stopami. Ale że szybko się znudził, dodał coś od siebie i podarował niektórym cząstkę magii. Czy zwracał uwagę, co i komu daje? Ciężko powiedzieć. Ale jedno trzeba przyznać – był to pomysł w punkt.

Na czym skupia się fabuła?

Przede wszystkim na walce o życie i próbowaniu pozyskania choć namiastki normalności. Narzekamy na hałas w środku dnia, ale co by było, gdyby nagle nam go odebrano? Wydaje się to głupie, ale wcale takie nie jest. A gdy dojdzie do tego ciągły strach o życie, sprawa się pogłębia. Książka w pewien sposób uświadamia, że obecnie nie jest tak źle na tej naszej planecie. Daleko nam do ideału, wiadomo, jednak nie mierzy do nas z broni, każdy napotkany człowiek.

Apokalipsa i Nora Roberts?

Kiedyś porównałabym to do bieli i czerni. Do czegoś, co raczej nie miało prawa istnieć i czego nie powinno się łączyć. Ale dzisiaj myślę inaczej. Jestem tak zaskoczona efektem, że jeszcze teraz sprawdzałam, czy naprawdę czytałam książkę kogoś, kto sławi się z romansów. A tu proszę, kawał dobrej apokalipsy!

Jak koniec?

Spodziewałam się większej pompy, ale uchylił rąbka tajemnicy, jeśli chodzi o tom drugi. Czy autorka namówiła mnie na dalszą przygodę? Myślę, że przeczytam. Jeśli nie z uwagi na wartkość akcji, która nieco przygasła, to z uwagi na całokształt. „Początek” nie powalił mnie na kolana, ale jest to dobrze napisana historia, która w znacznym stopniu angażuje.

Cykl „Kroniki tej jedynej” rozpoczął się ciekawie. Nie jest to książka, którą czyta się szybko i bezmyślnie, ponieważ trzeba nad nią trochę przysiąść. Sama idea apokalipsy nie jest świeża, ale nie jest też tematem tysiąca książek, by odechciewało się na sam widok. Nora Roberts stworzyła coś ambitnego, po co warto sięgnąć. Jeśli kojarzycie ją z romansów, tak jak ja kojarzyłam, dajcie jej szansę. Możecie się nieźle zaskoczyć!

Ocena: 5,5/6

MariDa

Za książkę do recenzji dziękuję wydawnictwu EDIPRESSE

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s