Opublikowany w ViridianaD

Rzeźnia numer pięć – Kurt Vonnegut


Książka, którą biorę dziś na warsztat, jest powieścią, o której słyszeli już chyba wszyscy i prawdopodobnie nie da się niczego nowego o niej powiedzieć. Zdarza się. „Rzeźnia numer pięć” uznawana jest za arcydzieło literatury antywojennej. To „klasyk”, łączący w sobie powieść historyczną, science fiction czy dramat. Przez jednych chwalona, przez drugich ganiona.

Czemu więc sięgnęłam po książkę, która została wydana po raz pierwszy w 1969 roku i zrecenzowana przez niezliczoną ilość recenzentów? Dlatego, że nadal, tak wiele lat po pierwszym jej wydaniu, budzi ona skrajne uczucia i nie pozwala przejść obok siebie obojętnie.

Wygląd książki, zacznijmy od niego. Zysk i S-ka to wydawnictwo, które wyjątkowo dba o jakość wydania. Twarda, czerwona oprawa, wygląda jak książki z dawnych lat. Obite materiałem, oszczędnie zdobione, urzekające prostotą. Taka jest i dodatkowa okładka, papierowa obwoluta. Z mocnym przekazem nieskomplikowanej grafiki, oszczędną, acz wyrazistą kolorystyką. Cała seria książek Vonneguta jest po prostu piękna. Środek zaś również trzyma zadowalający poziom. Dobrze dobrana czcionka, papier w mojej ulubionej, nieco zgaszonej barwie, choć może troszkę zbyt cienki… Zdarza się i tak.

Treść? O niej wiecie już wszystko. To historia mężczyzny, który przeżył wojnę, spojrzał w oczy śmierci i ominął ją nie raz. Pełna goryczy opowieść o radzeniu sobie w czasach, w których przyszło mu żyć. Przybliżająca historyczne fakty, takie jak bombardowanie Drezna, które przez wiele lat po wojnie było mało znanym wydarzeniem. Czasem groteskowa, w mniej lub bardziej dostrzegalny sposób. Czasem zupełnie nierzeczywista. To droga pełna bólu ale i wciskająca z oczu łzy śmiechu. Pozwalająca zastanowić się nad ludzkimi działaniami, instynktami, emocjami i decyzjami, jakie podejmuje. Książka czasem lekka, częściej wulgarna i do bólu wprost. Nie powiem Wam nic więcej, bo każdy z Was, będzie dostrzegał w niej inne dno, inny poziom przekazu, każdy podejdzie do „Rzeźni numer pięć” z inną wrażliwością i akceptacją treści.

Podsumowując, nie da się ocenić niniejszej pozycji jednoznacznie. Na pewno zapada w pamięć, jednak nie dla każdego stanie się ona arcydziełem. Na szczęście mamy wielu autorów zajmujących się podobną tematyką i każdy z nas znajdzie w literaturze wojennej czy antywojennej coś dla siebie. Uważam jednak, że po „Rzeźnię numer pięć” warto sięgnąć. Chociażby po to, by samemu ocenić czy jest to książka zasługująca na tak wielkie uznanie i miano największego dzieła Kurta Vonneguta.

Ocena: 5+/6

ViridianaD

Za książkę do recenzji dziękuję wydawnictwu ZYSK i S-ka

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s