Opublikowany w Pomyluna

Zaraza – Laura Thalassa


Książek dystopijnych w ostatnim czasie narobiło się tyle co grzybów po deszczu. I może słusznie, bo jest to taki gatunek, w którym może wydarzyć się dosłownie wszystko. Jeśli dołożyć do tego jeszcze jakiś niebanalny wątek romantyczny to mamy do czynienia z kawałkiem ciekawej literatury. Kiedy więc w zapowiedziach wydawnictwa Filia zobaczyłam książkę „Zaraza” Laury Thalassy postanowiłam, że muszę ją przeczytać.

Zachęcił mnie sam opis z którego można dowiedzieć się, że na ziemię przybyli czterej jeźdźcy Apokalipsy i sieją spustoszenie. Wraz z ich przybyciem wysiadła wszelka elektryczność, samoloty pospadały z nieba, Internet przestał działać (w dzisiejszych czasach to właśnie jego brak jest dla wielu Apokalipsą), a ludzie zaczęli koczować w ciemnościach jak w czasach, kiedy polowali na mamuty. Ale, ale, ale… po rundzie honorowej Jeźdźcy zniknęli i po pięciu latach pojawił się jeden z nich, Zaraza. Jak się domyślacie zaraża jakimś sposobem setki, tysiące ludzi na ogromnych odległościach doprowadzając ludzi do śmierci w agoniach. Główna bohaterka naszej powieści, Sara, spotyka na swej drodze Zarazę. Ma jedno, proste zadanie. Które okazuje się brzemienne w skutkach.

Od bardzo długiego czasu mam pewien przesyt romansami, lecz z gatunku tych oczywistych. Wiecie… są powieści, gdzie bohaterowie już przy pierwszym spotkaniu wiedzą, że poczują coś do siebie, nie wysilają się na jakiekolwiek zaloty, podrywy czy uwodzenie. Zauważyłam u siebie ostatnio tendencję do poszukiwania książek, które nie są wcale tak oczywiste. Gdzie bohaterowie na początku się nie znoszą a z czasem zmieniają uczucia do siebie. Jak wiadomo od nienawiści do miłości nie jest wcale tak daleka droga. Sama do końca nie potrafię opisać tego czegoś, czego szukam, jednak podświadomie wiem, że znalazłam to w „Zarazie”. Sara początkowo nienawidzi Zarazy, a gdy poznaje go coraz bardziej jej stosunek do niego zmienia się… ale jaki jest tego skutek, musicie przekonać się sami.

Nie będę ukrywać, że bardzo długi czas zwlekałam z przeczytaniem tej historii. Mam czasami tak, że gdy wyczuję świetną książkę, to nie chcę dowiedzieć się, jaką ma zawartość – to oznacza, że szybko zakończę przewracanie kartek, a ja tego nie chcę! Nie chcę rozstawać się z postaciami, które polubiłam, z ich przygodami na każdej stronie. „Zaraza” to historia właśnie z tej kategorii. Kiedy przeczytałam pierwszą stronę – przepadłam na wiele, wiele godzin, bo nie potrafiłam się oderwać! Mama wołała mnie na pyszny niedzielny śląski obiad, a ja co? Prawie zignorowałam kluski i rolady! Do tego doprowadziła ta historia 😉 Postacie są dla mnie przyjemnie nakreślone, mają określone charaktery, które w trakcie wspólnej wędrówki ewoluują i zmieniają się doprowadzając do sytuacji czasem niezgodnych z ich wcześniejszymi wartościami i przekonaniami. Zaraza to bezwzględny, stanowczy i owładnięty chęcią mordu wysłannik, a Sara to dziewczyna, która nawet największemu wrogowi potrafi współczuć. Te odmienności, tak dwa skrajne charaktery bardzo przypadły mi do gustu. No i przyciągnęły się nawzajem.

Powieść ta, choć z pozoru jest to historia młodzieżowa z wyraźnie zarysowanym wątkiem romantycznym, to zawiera w sobie pewną wartość czy też mądrość, którą dostrzegłam. Mianowicie jest to pewnego rodzaju przestroga, upomnienie jak może wyglądać świat, jeśli ludzkość nie zmieni swego postępowania i nadal będzie niszczyć wszystko wokół. Nie ukrywajmy, to co się dzieje obecnie na naszej planecie nie jest korzystne. Człowiek niszczy naturę, zabija zwierzęta rzadkich gatunków, doprowadza do sytuacji, kiedy sztuczna inteligencja zaczyna dominować. „Zaraza” jest wizją autorki na temat czegoś, co może kiedyś się wydarzyć. To mi się bardzo podoba. Pierwszy raz spotkałam się z wątkiem Apokalipsy gdzie główną rolę odgrywają jeźdźcy, co sprawia, że czuję się zaintrygowana i bardzo ciekawa jak Laura Thalassa poprowadzi kolejnych trzech braci zwiastujących koniec świata.

Zaraza i Sara, ich wspólne przygody i wzajemne poznawanie siebie były dla mnie przygodą, którą chętnie przeżyłam, ale trochę mi smutno. Że to już za mną i że muszę czekać na kolejny tom. Przypuszczam, że fani serii „Angelfall” lub „Upadłych” znajdą w tej serii coś dla siebie. Ja zostałam oczarowana wizją dystopijnego świata, bo choć okrutny i zły to jednak napawający pewną wiarą i nadzieją.

Ocena 5+/6

Pomyluna

Dziękuję wydawnictwu FILIA za egzemplarz książki.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s