Opublikowany w Laures

Peanatema – Neal Stephenson


Jesteśmy przyzwyczajeni, że świat jest w pewien sposób podzielony. Najczęściej są to kategorie typu państwa, miasta, kontynenty czy też rasy ludzkie. W Peanatemie natomiast podstawowe rozbicie dotyczy podziału ludzi na Deklarantów i Sekularów, innymi słowy na tych oddanych nauce, technice i kontemplacji rzeczywistości oraz na osoby nie zajmujące się tymiż płaszczyznami, wręcz obawiające się i często wrogo nastawione do nich.

Taki porządek Świata utrzymuje się przez tysiąclecia z małymi przerwami i reformami. Podczas gdy domena uczonych żyjących w zgodzie z Dyscypliną, oddanych pogłębianiu swojej wiedzy głównie teoretycznej generalnie się nie zmienia, świat za ich murami co chwile przechodzi liczne rewolucje, reorganizacje i przekształcenia. Jednak niedługo obie te przestrzenie zostaną poddane wpływowi, na jaki nie będą mogły pozostać obojętne, ani stawić mu czoła w pojedynkę.

Konstrukcja uniwersum jest niesamowita, zapierająca dech w piersiach i w ogólnym schemacie nie tak skomplikowana. Jednakże słownictwo, zupełnie nowe pojęcia i określenia, a także liczne nawiązania do matematyki, fizyki kwantowej, filozofii sprawiają, że jest to chyba najtrudniejsza pozycja z jaką się spotkałam! Przez około pierwsze dwieście stron zastanawiałam się o co tu w ogóle chodzi. Może gdybym wiedziała, że na samym końcu książki znajduje się słowniczek pojęć, byłoby mi odrobinę łatwiej. A tak przyszło mi się zmierzyć z tym odmiennym i nowym światem całkowicie bez wsparcia, lecz za to jak na prawdziwego odkrywce przystało. W efekcie, mimo że było ciężko, pojawiały się wątpliwości czy w ogóle podołam temu wyczynowi, trud okazał się wart zachodu, a historia Arbre pochłonęła mnie bez reszty.

Gdybyśmy chcieli przyrównać do kogoś deklarantów, myślę że w pierwszej kolejności przyszli by nam na myśl mnisi buddyjscy. Głównym powodem byłby ascetyczny tryb życia bez jakichkolwiek wygód, według określonego kodeksu zasad i zachowania, a także wypełniony ogromną ilością rytuałów. Styl ubierania również skierował by nas w tę stronę, ponieważ opisywani uczeni okrywali się jedynie jednym kawałkiem materiału, układając go w przeróżne kombinacje. Na własność posiadali wspomniany właśnie zawój, sznur do przewiązywania i sferę – przedmiot potrafiący przybrać wielorakie kształty i rozmiary. Skromny tryb życia, nie ograniczał ich jednak tak bardzo jak mogłoby się wydawać. Wytwarzali oni i pili rozmaite rodzaje wina, przy zastosowaniu odpowiedniej etykiety mogli żyć w romantycznych związkach, wyprawiali i brali udział w różnego rodzaj uroczystościach. Niemniej jednak podstawową czynnością w ich życiu było zgłębianie wszelkiego rodzaju wiedzy, teorii, kontemplowanie i prowadzenie dialogów i dysput między sobą.

Społeczności, w których żyli deklaranci zwane są matemami, a te z kolei wchodzą w skład koncentów. Jedną z najciekawszych ideologii jest podział matemów na jednoroczne, dziesięcioletnie, stuletnie i tysiącletnie. W praktyce oznacza to, że jeśli ktoś należy do dziesiętników, jego kontakt ze światem zewnętrznym możliwy jest raz na dziesięć lat podczas uroczystego apertu, kiedy to uczeni mogą wyjść zobaczyć jak żyją obecnie sekularowie i odwrotnie. Poza tym okresem, poszczególne matemy są zamknięte również dla siebie nawzajem, co powoduje, że informacje, książki i inne teorie powstałe u tysięczników, ujrzą światło dzienne raz na tysiąc lat. Koncepcja ta niezwykle mnie zaintrygowała i rzuciła całkowicie inne spojrzenie na pojęcie czasu.

Gdybyśmy z naszej codzienności usunęli szkołę, badania, naukę w szczególności tę teoretyczną oraz rozwijanie ponadprzeciętnej technologii to w dużym skrócie otrzymalibyśmy Extramuros, czyli świat zewnętrzny. Ludzie tutaj żyją w państwach, budują miasta, społeczności i w większej mierze zajmują się rozrywką oraz przeżywaniem życia bez konkretnych planów czy ambicji. Wierzenia religijne, poziom technologiczny jak i instytucje władzy zmieniają się regularnie. Rozkwit i rozpad wymieniają się jak pory roku. Najmniej niestabilną kwestią, pozostaje ogólny strach oraz niechęć do uczonych zamkniętych w matemach. To za ich sprawą deklaranci trzykrotnie w historii świata byli atakowani, a następnie poddawani licznym ograniczeniom oraz uzależnieni od władzy i kontroli Inkwizycji. Jedna i druga strona jednakże, w pewien sposób siebie potrzebuję, społeczności te więc żyją w swoistej symbiozie, starając za bardzo nie wchodzić sobie w drogę.

Przez ten równocześnie prosty jak i skomplikowany świat prowadzi nas główny bohater, Erasmas. Dziewiętnastolatek, który po dziesięciu latach nauki właśnie ma okazje po raz pierwszy wziąć udział w apercie i spotkać się ze swoją siostrą, żyjącą na zewnątrz. To z jego pomocą powoli orientujemy się w prawach i zasadach panujących na Arbre. Polubiłam tą postać, głównie dlatego, że choć na co dzień wydaje się dojrzałym i niezwykle poważnym młodzieńcem, to od czasu do czasu ukazuje się jego druga strona, skrzętnie skrywana pod latami nauki i przestrzegania dyscypliny. Młodzieniec ma niezwykle otwarty umysł, dzięki czemu zauważa znacznie więcej niż część jego rówieśników, a nawet i starszych nauczycieli. Ta cecha jednak regularnie powoduje, że wpada on w tarapaty i zwraca na siebie uwagę ludzi, z którymi wolał by nie mieć do czynienia. Jednocześnie jednak jest to zalążek, z którego powstanie niesamowita i długa przygoda.

O tym z czym przyjdzie zmierzyć się naszym bohaterom i właściwie całemu światu wolę wam nie wspominać. Myślę, że ogromną przyjemność sprawi wam odkrywanie tej historii samodzielnie. Mogę was jedynie zapewnić, że nic już nie będzie takie samo jak wcześniej. Perypetie przyjaciół Erasmasa są naprawdę ciekawe i wciągające. Ogrom sytuacji, miejsc i wydarzeń jest imponujący. Pomimo ponad ośmiuset stron, wolnego tempa czytania nadal czuję niedosyt i z chęcią zapoznałabym się z rozwinięciem wielu wątków jak i kontynuacją historii. Byłabym bardziej usatysfakcjonowana, jeśli część rzeczy w ogóle nie pojawiła się w książce, a na ich miejsce wprowadzono by dokładniejsze opisy niezwykle tajemniczych i intrygujących kwestii. Największą przyjemność sprawiła mi środkowa część Peanatemy, miała ona według mnie niesamowity potencjał, który niestety nie został wykorzystany. Im głębiej w las, tym coraz słabiej z drobnymi wyjątkami. Zakończenie natomiast wyglądało z mojej perspektywy jak krótki, miałki happy ending. Ogólny kształt jak najbardziej w dobrym kierunku, jednak już bez mocy jaką posiadały poprzednie setki stron.

W ogólnym rozrachunku Peanatemę, polecam jedynie części czytelnikom. Wystarczająco zmotywowanym, fascynujących się naukami teoretycznymi, science-fiction lub uwielbiającym rozwikływać skomplikowane uniwersa i prawa rządzące danym światem. Pozycja jest najtrudniejsza na początku, jednak stopniowo wszystkie zagadkowe kwestie się rozwiązują, a nierozumienie nawet większości z nich, z czasem przestaje przeszkadzać. Jeśli natomiast coś was irytująco nurtuje i nie daje spokoju, to nie powielajcie mojego (nieświadomego) uporu oraz masochizmu i zajrzyjcie do słowniczka na końcu, a nagle prawdy kosmosu przestaną być dla was tajemnicą.

Ocena: 4+/6

Laures

Za książkę do recenzji dziękuję wydawnictwu MAG

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s