Opublikowany w MariDa

The world of Lore. Potworne istoty – Aarona Mahnke


The world of Lore. Potworne istoty” autorstwa Aarona Mahnke to pozycja sprzed roku, jednak nie oznacza to, że skazana na zapomnienie. Wręcz postaram się sprawić, byście zechcieli po nią sięgnąć. I choć książka ta zakwalifikowana została jako horror, niech Was to nie przeraża. Aż tak strasznie nie jest. A już na pewno nie nudno!

Na pewno słyszeliście opowieści o istotach, które porywają ludzi, psocą czy chcą zadawać ból. Ta książka to zbiór opowieści przekazywanych z ust do ust, nierzadko posiadających wzmiankę na swój temat w słowie pisanym. Oczywiście mowa o potworach. Przykład? Pierwszym bohaterem jest wampir. Dowiecie się, kiedy się pojawił, jak był odbierany przez ludzi, i cóż oni robili, gdy pojawiał się w ich pobliżu. To tak z grubsza, bo informacji jest znacznie więcej. I tak w przypadku każdego „bohatera”.

Mam w głowie tyle myśli, że nie mam pojęcia, od czego zacząć. Obawiam się, że ta recenzja będzie chaotyczna. Ciężko poskromić myśli, gdy w tej samej chwili każda chce zostać uwieczniona. Ale zacznę od tego, że autor po raz kolejny zaimponował mi rozeznaniem w sytuacji, lekkim piórem, a także elementem zaskoczenia… to uczucie, gdy jakiś niepozorny człowieczek nagle okazuje się kimś bardzo znanym. I to kimś, kogo w danej opowieści bym się w ogóle nie spodziewała. To mniej więcej tak, jak gdybym opowiedziała Wam teraz fascynującą historię pewnej dziewczyny, a na samym końcu zdradziła, że chodzi o Angelę Merkel. Otworzylibyście usta ze zdziwienia. W tym przypadku znanych osób jest niewiele, ale ich obecność i tak robi wrażenie.

Podczas lektury doświadczałam przyjemnego dreszczyku. Z jednej strony opisywane historie fascynowały, a z drugiej trochę przerażały. Marne szanse, że opisane potwory istnieją, ale co, jeśli jednak to prawda? Jeśli żyją tuż obok nas, w cieniu, tylko czasem dając się zobaczyć? Czasami przekazywane historie ulegają zniekształceniu. Ktoś coś doda, ktoś pomiesza fakty, a ktoś inny zapomni kilku szczegółów. Taka forma głuchego telefonu. W niektóre opowieści trudno uwierzyć, ale niektóre historie, które przydarzały się ludziom, dają do myślenia. Te zbiegi okoliczności… Z jednej strony czytelnik wie, że to bujda, ale ziarno niepewności kiełkuje. I uważam to za super sprawę. Lubię stan, gdy mimo odłożenia książki, ciągle o niej myślę. Gdy wywołuje we mnie emocje i nie pozwala o sobie zapomnieć.

Dlatego też moją uwagę zwróciła ludzka wyobraźnia. Wiedziałam, że nie ma ona granic, ale niektóre historie wbiły mnie w przysłowiowy fotel. Często miałam ochotę się śmiać, ale czy powinnam? W końcu nasi przodkowie nie pałali do stworów żadną sympatią, wielu się bali, i z wieloma zawzięcie walczyli, bo mocno w nie wierzyli. Z perspektywy czasu zapewne śmialiby się sami z siebie. Ale póki coś pozostaje nieznane, zwyczajnie w świecie przeraża. Jak na przykład wspominany już wampir. Nie uwierzylibyście, co nasi przodkowie byli w stanie zrobić, by z nimi walczyć. I że tak naprawdę ludzie wciąż w nie wierzą! W XXI wieku! I powstaje pytanie… Czy to oni ulegali zbiorowemu szaleństwu, czy to my jesteśmy wielkimi ignorantami.

Chciałam zwrócić uwagę na autora, ponieważ czuć jego fascynację tym tematem. Jak już napisałam, zebrał mnóstwo informacji – podając nawet bibliografię – ale to jego przemyślenia przykuwają uwagę. Dzieli się niekiedy swoim zdaniem i podsuwa potencjalne rozwiązania, ale to jego sposób narracji zasługuje na największą uwagę. Był i jest dla mnie świetnym gawędziarzem, którego chciałabym posłuchać na żywo. Jego fascynację mroczną stroną świata czuć nawet przez książkę, więc jak wielka musi być, gdyby opowiadał osobiście?

Gdybym miała odpowiedzieć na pytanie, która książka podobała mi się bardziej – „The world of Lore. Potworne istoty” czy „The world of Lore. Niegodziwi śmiertelnicy”, wskazałabym na tę drugą. Ale nie dlatego, że ta o potworach jest beznadziejna. Ja po prostu zaczęłam czytać w złej kolejności. To trochę tak, jak gdyby dać komuś wypasiony kufelek lodów, a potem cztery kostki czekolady. Książka, którą aktualnie recenzuję, zawiera w sobie nieco mniej konkretnych historii – oraz nazwisk – przez co jest jakby mniej wciągająca i realna. I naturalnie odmienna jest sama zawartość. Sięgając po nią w drugiej kolejności, sama zrobiłam sobie na złość. Dlatego jeśli nie czytaliście żadnej powieści z serii „Lore”, pamiętajcie, najpierw potwory, potem niegodziwi złoczyńcy! Chyba, że nie chcecie czytać o stworach z legend lub o złych ludziach… wtedy wybierzcie tylko jedną. Obydwie są naprawdę dobre!

Polecam wszystkim tym, którzy lubią opowieści z dreszczykiem. Nie obawiajcie się, nie znajdziecie szczegółowych opisów okrucieństwa ani nudnych statystyk. To po prostu niezwykle klimatyczne opowieści, które niejednokrotnie kończą się otwarciem szeroko oczu przez czytelnika i szybszym biciem serca – koniec wielu z nich bywa naprawdę zaskakujący. Ponadto wiele postaci jest bohaterami legend z całego świata, a któż z nas nie lubi poznawać obcych kultur?

Ocena: 5,5/6

MariDa

Za książkę do recenzji dziękuję wydawnictwu ZYSK i S-ka

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s