Opublikowany w Irrompible

W ukryciu – Nora Roberts


Być może to droga na skróty, ale zwykłam uważać, że gdy coś jest znane, to musi być dobre. Nieważne czy chodzi o produkty popularnych marek z branży modowej, kosmetycznej, technologicznej czy jakiejkolwiek innej. Podobne odczucia mam, gdy chodzi o filmy czy książki, dlatego też gdy przyszło mi sięgnąć po powieść jednej z najbardziej poczytnych pisarek na świecie — Nory Roberts byłam przekonana, że będzie to fantastyczny wybór. Jak było naprawdę?

Portland, rok 2005. Nastoletnia Simone Knox wybiera się wraz z przyjaciółkami do kina mieszczącego się w centrum handlowym DownEast. Gdy podczas seansu wchodzi na moment z sali kinowej jest świadkiem strzelaniny — trójka zamaskowanych sprawców wpada do galerii i dopada każdego, kto znajduje się w zasięgu strzału. Simone jako pierwsza powiadamia służby i staje się bohaterką. Mijają lata od masakry. Reed Quartermaine, który pracował jako kelner w jednej z restauracji w DownEast, pod wpływem tych tragicznych wydarzeń postanowił wstąpić do policji. Choć drobne rany, których doznał dawno się zagoiły, sytuacja, jaka miała miejsce tego dnia nadal tkwi w jego głowie. Reed zauważa, że stopniowo zaczynają ginąć osoby, którym udało przeżyć się strzelaninę, lecz… napastników zabito podczas zamachu. Kto w takim razie morduje ocalałych z masakry?

Chyba każdy czytelnik tak ma, że świetnie kojarzy jakiegoś autora, ale niezbyt mu po drodze, żeby zgłębić jego twórczość. Wstyd przyznać, ale tak było w moim przypadku z książkami Nory Roberts. Jej nazwisko było mi znane, ale nie do końca wiedziałam co, i przede wszystkim jak pisze. Żeby niczym się nie sugerować, dopiero po lekturze „W ukryciu” postanowiłam dowiedzieć się co nieco o samej Roberts i słowa „autorka powieści o tematyce miłosnej” świetnie tłumaczą moje niemałe rozczarowanie tą powieścią. Choć opis z okładki jasno sugeruje, że w przypadku „W ukryciu” mamy do czynienia z literaturą akcji, sama książka to w rzeczywistości raczej przykład nieszczególnie wyróżniającej się powieści obyczajowej z wątkiem kryminalnym w tle. Może przypaść do gustu fanom autorki, którzy mają ochotę na coś nieco mroczniejszego, ale miłośnicy kryminałów z pewnością poczują spory niedosyt.

Powieść Nory Roberts można rozebrać na kilka czynników, ale w moim odczuciu każdy z nich wypada blado. Bohaterowie są przeciętni, może nawet momentami nieco irytujący. Babcia Simone to dla mnie wielka zagadka — zachowania 20-latki, nieco hipisowski styl bycia i kapkę nadprzyrodzone umiejętności to zupełnie nie moja bajka. Cała reszta niespecjalnie się wyróżnia, a jeżeli już, to ma po prostu nadaną jedną dominującą cechę, niczym przypiętą łatkę. W żadnym wypadku nie określiłabym ich barwnymi, co próbuje wpoić czytelnikowi opis z okładki.

Wątek kryminalny, czyli coś, w czym pokładałam największe nadzieje i coś, co w zasadzie sprawiło, że ta propozycja przykuła moją uwagę, został poprowadzony bez żadnego napięcia czy niedopowiedzenia. Muszę przyznać, że paradoksalnie zakończenie mnie zaskoczyło. Do ostatniej strony liczyłam na to, że autorka wprowadzi jakiś zwrot akcji, ale niestety serwuje dokładnie to, czego można by się domyślić po lekturze pierwszych 100-150 stron. Zabrakło tu pomysłu, zaznajomienia z gatunkiem i być może chęci. Nie widać, by Roberts włożyła jakikolwiek wysiłek, by nieco urozmaicić ten — jak można by przypuszczać z opisu książki — dominujący wątek. Ostatnio dość często zdarza się, że autorzy słynący z pisania powieści jednego typu postanawiają (z powodu znanego tylko im samym) popełnić książkę należącą do zupełnie innego gatunku. Rzadko kiedy taki zabieg kończy się powodzeniem i myślę, że taka sytuacja ma miejsce i w tym przypadku. Chyba największym rozczarowaniem dla mnie jest sam motyw jakim kierował się zabójca, a w zasadzie jego brak. Z reguły do morderstw dochodzi w wyniku zemsty lub dla uzyskania jakichś korzyści. W powieści Nory Roberts motyw był bardzo mało przekonywujący i wymyślony na siłę, przez co spadła wiarygodność całej książki. Morderstwa — a doszło do kilku, jeśli nawet nie kilkunastu — również nie są wybitnie wyszukane. Nie chodzi o to, by były krwawe czy brutalne, ale przydałaby się jakaś konsekwencja. Albo morderca ma swój „podpis” i jest jakiś czynnik łączący serię zabójstw, albo każde jest zupełnie inne. Tu było raz tak, raz tak, co sprawiło wrażenie, jakby autorce w pewnym momencie zabrakło pomysłów i stwierdziła, że nikt się nie zorientuje, gdy morderca raz jeszcze zabije w ten sam sposób.

Nie znam pozostałej twórczości Nory Roberts, by móc porównać „W ukryciu” z innymi książkami, które wydała, ale po lekturze tej powieści autorka niestety nie zachęciła mnie, by sięgnąć po cokolwiek innego, co napisała. Wierzę, jednak że jej sława nie wzięła się z niczego i książki, na których zbudowała swoją popularność są faktycznie dobre. „W ukryciu” poleciłabym może jedynie fanom twórczości Roberts. Podejrzewam, że wszyscy inni będą rozczarowani. Sporo tu niepotrzebnych wydarzeń niemających wpływu na fabułę, przewidywalny wątek miłosny i kryminalny. Słowem — nic godnego uwagi.

Ocena:  2,5/6

Patrycja „Irrompible” Ratajczak

Za książkę dziękuję wydawnictwu EDIPRESSE

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s