Opublikowany w MariDa

Rodzina – Louise Jensen


Louise Jensen utkwiła mi w pamięci, odkąd przeczytałam jedną z jej książek. Od tamtej pory czytam każdą, jeśli tylko jest mi to dane. Przyszedł więc czas i na najnowszą powieść, czyli „Rodzinę”. Gdy przeczytałam opis, od razu pomyślałam o sekcie. Charyzmatyczny i przystojny przywódca – bo jakże inaczej? – z pozoru raj na ziemi, a potem wielkie rozczarowanie i… chęć ucieczki? No dobra, to ostatnie to czysty domysł. Ale czy to wszystko nie brzmi jak klasyczna sekta? Niemniej czy moje domysły były dobre, dowiecie się w dalszej części… albo i nie.

Laura to jedna z tych kobiet, która zdaje się mieć idealne życie. Oczywiście do czasu. Kiedy los postanawia mocno zamieszać, burzy cały jej świat. Laura potrzebuje pomocy. Tak na jej drodze pojawia się przystojny Alex, który zdaje się przyciągać każdą napotkaną kobietę. Laura ulega jego namowom i przenosi się – wraz z nastoletnią córką – do jego wspólnoty. Czy obdarzyła zaufaniem właściwą osobę?

Louise Jensen ponownie serwuje thriller psychologiczny, w którym wodzi czytelnika za nos. Nieustannie oczekiwałam jakiejś bomby i podejrzewałam nawet doniczkę i parapet. To jedna z tych książek, które trzymają w napięciu, i w których człowiek doszukuje się najgorszego – i to naprawdę wszędzie. Czy to coś przyjemnego? Z jednej strony tak, ponieważ odczuwa się nieustanny niepokój, a czujność jest wzmożona – mocne doznania, których próżno szukać w obyczajówkach, a nawet kryminałach. Rodzi się jednak problem, gdy autor zbyt mocno stara się budować napięcie.

Jak najbardziej jestem zwolennikiem trzymania w napięciu, ale niekiedy naprawdę staje się to nieznośne. W tym wypadku trochę tak właśnie było. Czekałam, czekałam, czekałam… doczekałam się, ale niespecjalnie jestem zadowolona z efektu. Autorka zbyt mocno skupiła się na budowaniu napięcia, zamiast poświęcić nieco więcej uwagi tym fragmentom, które powinny poniewierać czytelnikiem. Wiecie… niby coś jest smaczne, ale nic nie urywa. Szkoda, bo podstawa sama w sobie jest dobra. Ale nie pomogły nawet ciekawe zwroty akcji.

Czy jest w tej książce coś, co zwróciło moją uwagę? Nadmierna ufność względem obcych. Tyle się o tym mówi, a i tak często ufamy na ślepo. Spokojnie, to nie jest żadna sugestia względem treści, a jedynie luźne przemyślenie. Czy autorka chciała na to zwrócić uwagę? Ciężko powiedzieć. Niemniej dla mnie to przesłanie było niczym wielki neon, który świecił w ciemności. Drugim neonem było porzekadło, że kłamstwo ma krótkie nogi.

Co do sekty… nic nie zdradzę, bo zepsułabym Wam zabawę. Sama długo rozmyślałam, czy wspomniana w opisie książki wspólnota jest sektą. I jest to jedno z pytań, które zadawałam sobie przez dłuższy czas. Oraz czy Laura zostanie uwięziona. Choć nie było fajerwerków, myślę, że takie książki są wartościowe. Trzymają w napięciu, dają do myślenia, ale przede wszystkim przestrzegają. Pozwalają poniekąd przeżyć coś, czego nie chcielibyśmy doświadczyć – w większym lub mniejszym stopniu. Co innego oglądać jakiś program w tv, co innego słuchać świadka, a co innego trawić słowa w zaciszu domowym, gdzie można oddać się refleksjom.

Rodzina” nie jest najlepszą książką Louise Jensen, a przynajmniej w mojej opinii. Trzymała w napięciu, miała kilka zwrotów akcji, jednak trochę zbyt dużo w tym wszystkim przypadków. Gdyby dokonać kilku drobnych poprawek, jestem pewna, że wtedy byłaby rewelacja. Brakowało mi bowiem nieco dynamiki. Jakiegoś smaczku, który zaostrzyłby akcję. A tak, książka jest tylko: dobra.

Ocena: 3,5/6

MariDa

Za książkę do recenzji dziękuję wydawnictwu BURDA

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s