Opublikowany w Pomyluna

Miasto dziewcząt – Elizabeth Gilbert


Nie lubię pędzić za tłumem. Wielokrotnie to już pewnie powtarzałam, ale mam taką przypadłość, że gdy cały świat zachwyca się filmem, książką czy nawet aktorem, to ja staję okoniem i nie mam zamiaru uczestniczyć w tych masowych aktach uwielbienia. Wyjątków od tej reguły jest naprawdę niewiele. Kiedy już cały kurz zachwytów opada do akcji wkraczam ja i dopiero wtedy wyrabiam sobie opinię.

Dziś, więc będzie o książce autorki znanej i lubianej na całym świecie. Autorki, która napisała „Jedz, módl się, kochaj”, czyli Elizabeth Gilbert. O autorce tak naprawdę wiem niewiele, tylko tyle co zasłyszałam gdzieś od kogoś. Muszę zaznaczyć, że nie czytałam wcześniejszych powieści autorki, zaś „Miasto dziewcząt”, o którym dziś będzie mowa, to moje pierwsze spotkanie z twórczością pani Gilbert. Sama byłam ciekawa jak wypadnie.

O czym właściwie jest „Miasto dziewcząt”?

Główna bohaterka, Vivian, zostaje wyrzucona z prestiżowej uczelni i tym zbiegiem okoliczności trafia do Nowego Jorku, gdzie zatrzymuje się u ciotki. Ciotka z kolei prowadzi teatr rewiowy, gdzie Vivian poznaje całą rzeszę osób tam pracujących czy gości, od tancerek, przez amantów, skończywszy na muzykach czy reżyserach. Kiedy Vivian popełnia jeden błąd, ten domek z kart nagle się burzy i wybucha prawdziwy skandal, to dziewczyna sama nie wie, co się właściwie dzieje i o co tyle szumu, jednak dzięki temu dowiaduje się o sobie czegoś nowego.

Jak to jest z tymi bohaterami?

Główna postać, Vivian, to dziewczyna, która wyrwała się do dużego, wręcz ogromnego miasta. Jest zachwycona wszystkim i poznaje jak smakuje życie bez kurateli rodziców. Muszę przyznać, że jest to postać, którą da się polubić. Z jednej strony jest nieśmiała i nieco przytłoczona nową sytuacją, a z drugiej chce chłonąć jak najwięcej od kobiet zamieszkujących Lily Playhouse. Autorka moim zdaniem stworzyła postać ciekawą, pełną życia, której serce wyrywa się ku przygodzie, ale również i taką, która w pewnych sytuacjach zachowuje dystans. Vivian to młoda kobieta, zaledwie dziewiętnastoletnia, lecz świadoma swojej urody, swojej seksualności i tego jak działa na płeć przeciwną.

Równie barwne są kobiety, które stają się najbliższym otoczeniem Vivian, czyli ciotka Peg, jej asystentka Olivia, aktorki rewiowe – Gladys i Celia… a także cała masa innych osób, które ukształtowały tak do końca charakter narratorki. Są pewne siebie, wygadane, oszałamiające pod każdym względem i roztaczające wokół siebie światło. A także każda z nich ma cały bagaż przeróżnych doświadczeń, którymi chętnie dzielą się z Vivian.

Oczywiście, pojawia się też spora ilość mężczyzn, jedni są dłużej, inni krócej, ale główną rolę odgrywają jednak kobiety i ich postrzeganie świata, seksu czy przedstawicieli płci przeciwnej.

Czy są jakieś wartości?

Oj, wartości, które dostrzegłam w tej powieści potwierdzają to, co słyszałam o powieściach pani Gilbert. Że są to duchowe uczty, pełne inteligentnego humoru, powagi w określonych sytuacjach oraz pełne życiowej mądrości. Przyznaję, że pani Gilbert potrafi napisać świetną książkę, która zawiera całą masę pozornie niepotrzebnych szczegółów i scen, ale tworzy to wszystko świetną całość, od której człowiek nie potrafi się oderwać!

Autorka w „Mieście dziewcząt” stworzyła przede wszystkim hołd od kobiety dla kobiet, które nie boją się swojej seksualności, które są świadome swego ciała i które nie wahają się by zrobić skok na głęboką wodę. Jest to również obraz kobiet, które w szaleńczym tempie życia Nowego Jorku starają się znaleźć tę jedną, prawdziwą miłość. Jestem lekko zaskoczona sposobem, w jaki mnie zaczarowano słowem pisanym, ale to wcale nie oznacza, że to źle! To wręcz bardzo dobrze.

Ta recenzja nie jest może najwyższych lotów, ale możecie być pewni, że kiedy rozpoczniecie czytać o życiu Vivian, jej radości życia i czasem trudnych decyzjach do podjęcia, to osiągniecie literaturę naprawdę wysokich lotów, pełnych humoru, zabawnych sytuacji, lecz też i dramatów i rozterek młodych ludzi. A to wszystko w mieście, które podobno nigdy nie śpi – Nowym Jorku. Chciałabym ją Wam gorąco polecić, szczególnie paniom, bo panowie to mogą się wynudzić podczas opisów strojów rewiowych 😉 Szczerze polecam, bo według mnie, nie będzie to czas stracony.

Ocena 5/6

Pomyluna

Dziękuję wydawnictwu REBIS za egzemplarz powieści.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s