Opublikowany w Martycja

Przesilenie – Katarzyna Berenika Miszczuk


To już ostatnia część serii „Kwiat paproci”. Trochę to smutne, ale gdy sobie pomyślę, że autorka na początku planowała jedną, może dwie części, to trochę budujące 😉 Bardzo często jest tak, że temat się wyczerpuj już w drugim/trzecim tomie, więc tworzenie kolejnych książek może okazać się bolesne w pisaniu dla autora i bolesne w czytaniu dla czytelnika. Na szczęście nasza słowiańska mitologia jest bogata, a Pani Miszczuk najwidoczniej ma morze pomysłów 😉

Fabuła

Gosława budzi się w szpitalu po dziabnięciu nożem w brzuch. Dzięki naparowi z kwiatu paproci, jej poważna rana bardzo szybko się zasklepiła, w związku z czym Jaga mogła szybko i boleśnie zdjąć opatrunek. Pomimo protestów lekarza, Gosia wypisuje się dobę po szyciu rany, twierdząc że jest uczennicą szeptuchy, więc wie, jak o siebie zadbać. Mieszko zawozi kobiety do Bielin. Oczywiście na miejscu dochodzi do sprzeczki pomiędzy byłym królem Polan i szeptuchą o to, gdzie Gosia powinna spędzić noc. Protagonistka decyduje się na mężczyznę, gdyż powinna wyjaśnić mu, skąd się biorą dzieci. Oczywiście przekonanie Mieszka do ojcostwa jest diabelnie trudnym zadaniem, co kończy się siarczystym policzkiem (żeby nie było niedomówień – ona jego, nie na odwrót).

Co poza tym? Otóż nie wiadomo skąd, do Bielin zawitała wścibska reporterka, która postanowiła zdyskredytować lokalną szeptuchę. Witek po oberwaniu w głowę deską zapadł się pod ziemię i nikt nie może go znaleźć. Matka Gosi wyznaje, że zaciążyła w Bielinach i uciekła do Warszawy z obawy przed bogiem podziemi, ale kto jest ojcem Gosi, tego wyznać nie chce, więc Gosia postanawia sama się dowiedzieć przy pomocy… jajka. Mieszko zostaje zmuszony przyjąć obowiązki żercy – z urzędu – ponoć Mszczuj go polecił. Swarożyc dalej mami swoimi wyglądami Gosię i obiecuje cuda – wianki. Gosia mebluje mieszkanie Mieszka, które jest teraz również jej mieszkaniem. Szeptucha jest zła, bo jej uczennica zaciążyła, a do swaćby się nie śpieszy. Gosława odkrywa ciekawe zaklęcia w zeszycie babki Jagi. Zbliżają się Dziady…

Aha, Dadźbóg przekazuje ustną przepowiednię, a Gosława rozmawia w snach z Dzikim Gonem, co by nie było za nudno śniąc 😉

Moim zdaniem

Przeglądając recenzje w księgarniach internetowych, oczywiście po przeczytaniu książki (nigdy nie czytam recenzji przed, bo nie ufam recenzentom, wolę sama się przekonać czy coś jest fajne, czy coś jest be), natknęłam się na wiele opinii, iż czwarta część jest najsłabszą, że nic nowego nie wprowadza do serii, że skupia się na związku Gosia – Swarożyc. Właśnie dlatego nie czytam recenzji przed przeczytaniem książki! Kiedyś czytałam, potem się nacinałam i to bardzo, dlatego już tego nie praktykuję. Otóż, jeśli ktoś polubił szeptuchę, to kolejne części są po prostu kontynuacją, czyli te cztery części, to jedna historia rozpisana na kilka tomów, co by się lżej trzymało w dłoniach. No i zawsze można było szybko zakończyć historię, gdyby fanów zaczęło ubywać, zamiast przybywać 😉

W związku z tym, że „Przesilenie” rozgrywa się po clifhangerze z „Żercy”, to traktuję ostatnią książkę jako kolejne rozdziały historii, dlatego też trochę trudno jest mi pisać czwartej książce jako osobnej całości.

Fabuła jest nadal interesująca, miejscami zabawna, miejscami rozczulająca, a miejscami smutna, aczkolwiek łzy nie uroniłam – bez przesady 😉 Bohaterowie nic się nie zmienili, nie dorośli ani nie wyewoluowali, bo jak mieli to zrobić w przeciągu dwóch dni? Co prawda akcja rozgrywa się wokół jesiennych Dziadów, ale zanim do nich dotrzemy, musimy przebrnąć przez tygodnie przygotowań (w ogóle, to Bieliny chyba żyją od święta do święta, ale w przeciwieństwie do tych naszych „chrześcijańskich”, są o wiele ciekawsze, weselsze i smaczniejsze) oraz zaspy śniegu. Tak, Polska za panowania Monarchii ma nawet lepszą pogodę od nas. Najwidoczniej nie zmagają się z ciepłymi zimami, smogiem, ociepleniem klimatu, czy paleniem plastiku w piecach. Ewidentnie widać, że książka, to fikcja w czystej postaci 😛

Pojawiają się trzy nowe postacie – dziennikarka pracująca dla gazety – Jenczysława Jelonek, która na temat wybrała sobie zabobony Bielin oraz naciąganie ludzi na drogie, zbędne specyfiki przez Babę Jagę. Łazi po wsi i wypytuje, próbuje wyciągnąć brudy na Jarogniewę od Gosławy, ogólnie nadeptuje na odcisk Jadze, a ta postanawia rzucić klątwę…

Drugą postacią jest bóg Dadźbóg, który również postanawia się ujawnić Gosi, gdyż ta będzie mieć dużo wspólnego z pewną przepowiednią. W przeciwieństwie do Swarożyca, Dadźbóg jest faktycznie miły i pojawia się tylko po to, aby mądrze pogadać, a nie molestować.

Trzecią postacią jest spaleniec i nic więcej na jego temat nie napiszę 😛

Mokosz praktycznie się nie pojawia, Sława jest jak zawsze gościem i jak zawsze coś popsuje/naprawi. Matka Gosi również się pojawia, w końcu ona też skrywa niejedną tajemnicę, którą to trzeba poznać, albo wydobyć siłą. Swarożyc jest coraz bardziej bezczelny, na jaw wychodzi więcej szczegółów jego znajomości z Jarogniewą, a Mieszko znika na pewien czas, aby pozałatwiać formalności w Gnieźnie. To już jest chyba norma, że autorka pozbywa się męskiego głównego bohatera na pewien czas, aby nie plątał się pod nogami protagonistki. Normalnie jak w życiu, bo czasami warto pozbyć się faceta na parę dni/tygodni, co by sobie odpocząć i zająć się swoimi sprawami 😛

Zakończenie historii jest wręcz idealne, aczkolwiek z możliwością kontynuacji jako spin-off. Niby wątki zostały zgrabnie zamknięte, ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby autorka co nieco otworzyła lub też dorobiła drugie dno 😉 Ok, wiem że jest już dostępny prequel o przygodach młodej Jarogniewy, ale nie widzę przeszkód, aby kontynuować przygody Gosławy jako matki nastoletniego dziecka 😀 Jak tylko przeczytacie „Przesilenie”, to od razu zrozumiecie, jakie możliwości ma jeszcze Pani Miszczuk przy tworzeniu spin-offa 😉 Koniec historii rozpoczęty w „Szeptusze” jest słodki, romantyczny, tkliwy i troszkę zabawny, a to za sprawą bohaterów, pory roku oraz sytuacji, w jakiej znaleźli się Mieszko i Gosia. Mogę śmiało napisać, że lepszego bym nie napisała (i to nie tylko z powodu braku talentu), bo co niby miałabym zmienić? Że wszyscy giną? (To by było zbyt brutalne i zbyt proste) Że to wszystko było snem? (Motyw wykorzystany w ostatnim odcinku serialu „Roseanne”) A może jakimś cliffhangerem, co by zrobić prostszą furtkę do kontynuacji? (To by było wredne). Cykl „Kwiat paproci” jest lekką historią fantasy dla kobiet i takie też musiało być zakończenie – lekkie, kobiece i z nutką nadnaturalności 🙂

Gorąco polecam zapoznać się również z posłowiem/podziękowaniami. Pani Katarzyna raczy czytelników kilkoma ciekawostkami odnośnie pisania serii.

Ocena: 5+/6 (do ideału zabrakło…)

Martycja

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s