Opublikowany w Raven

The Terminator. Sector War – Brian Wood, Jeff Stokely, Trione Farrel


Uwielbiam Terminatora Jamesa Camerona. Już od pierwszych opowieści kolegi w podstawówce, wiedziałem, że jest to film dla mnie. Po obejrzeniu dwóch pierwszych części tylko się w tym przekonaniu utwierdziłem. Kiedy więc Scream Comics wydał u nas Sector War osadzone w tym uniwersum, niemal od razu zaopatrzyłem się w swój egzemplarz (notabene na Targach Książki w Krakowie, ale to już inna historia 😉

Nowy Jork, rok 1984

W przeciwieństwie do filmowego „Elektronicznego Mordercy”, akcja komiksu Sector War nie dzieje się w Los Angeles, a w Nowym Jorku, choć w tym samym roku. Główną bohaterką jest posterunkowa Lucy Castro. Niczym niewyróżniająca się policjantka latynoskiego pochodzenia, która po ciężkim dniu pracy marzy tylko o prysznicu i odpoczynku. Kiedy już ma kończyć służbę, dostaje informację, że pod jej adresem zamieszkania zgłoszono zamieszki. Pożycza więc radiowóz i pędzi zobaczyć, co też jej facet znowu odwalił. To co spotyka na miejscu, zmieni jednak jej życie na zawsze, ponieważ okazuje się być celem kolejnego wysłanego w przeszłość Terminatora.

Akcja komiksu rozgrywa się w ciągu jednej nocy i pełna jest walki, pościgów, strzelania, wybuchów i przerysowanych biednych dzielnic Nowego Jorku lat 80-ych. Szef krzyczy, pijacy zarywają, płotki przestępczego świata okradają radiowozy, a dwumetrowy, goły facet nie robi na kimkolwiek większego wrażenia. Ot, obraz USA, na którym się wychowałem. Fabuła nie jest specjalnie odkrywcza, a mimo to komiks czyta się bardzo dobrze, choć bardzo szybko, głównie ze względu na większą ilość akcji niż dialogów między bohaterami. Jeśli już przy dialogach jestem, trochę wkurzały mnie komentarze T-800. Tak, nasz zabójca z przyszłości ma, w przeciwieństwie do Schwarzeneggera z pierwszego filmu, niezwykłą potrzebę tłumaczenia swojemu celowi, że ten zaraz umrze i dlaczego właśnie ona. Niby pierdołka, w dodatku zrozumiana przy braku możliwości wytłumaczenia powodu w inny sposób, ale jednak troszkę to psuje Terminatorom reputację.

Wybuchowo, kolorowo i… mangowo?

Mimo, iż w komiksie dominują ciemne kolory (w końcu mamy noc), jest on dosyć barwny, głównie ze względu na czas akcji (kolorowe fryzury i ubrania, wszędzie grafitti, itp.). Tła nie są może wybitnie szczegółowe, ale dostatecznie dobrze budują miejsce akcji, a dodane smaczki wypisane w nawiasie wyżej rekompensują braki. Co mnie jednak najbardziej urzekło, to kreska Jeffa Stokleya. Miejscami zahacza wręcz o styl mangowy, co mnie się akurat bardzo podobało, choć rozumiem, że nie każdemu może przypaść do gustu, dlatego radzę nie sugerować się tylko okładką, która stylem różni się diametralnie.

Jeśli miałbym się do czegoś jeszcze przyczepić, to … chcę więcej!! Nie napiszę wam, czy główna bohaterka przeżyła, czy nie, ani dlaczego była ścigana i jaki ma to związek z przyszłością ludzkości, ale napiszę, że chciałbym, by komiks był ze dwa razy dłuższy, bo bardzo polubiłem posterunkową Castro i z chęcią potowarzyszyłbym jej dłużej. Polecam wszystkim fanom komiksów i Terminatora i dziękuję wydawnictwu Scream Comics, bo dzięki ich uporowi w rozmowach z Dark Horse, fani, tacy jak ja, mogą się zagłębiać w jedno z najlepszych uniwersów science fiction.

Ocena: 5/6

Raven

Za komiks dziękuję żonie, która wyciągnęła mnie na Targi Książki, bym mógł wydać kupę kasy na książki i komiksy 😛

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s