Opublikowany w Pomyluna

Pokój motyli – Lucinda Riley


Tajemnice rodzinne to coś, co z pewnością przyciąga wiele osób w powieściach obyczajowych. Nie zaprzeczajmy, chyba większość historii jest ściśle związanych z ukrywaniem przeszłości by nigdy nie ujrzała ona światła dziennego. Z racji faktu, że znam trochę powieści Lucindy Riley, w szczególności jej cykl „Siedem sióstr” to nie mogłam odmówić sobie przeczytania jej najnowszej powieści „Pokój motyli”.

Główna akcja powieści rozgrywa się w Southwolk w domu Posy Montague, o wdzięcznej nazwie Dom Admirała. Ta posiadłość „widziała” naprawdę wiele rodzinnych rozterek czy problemów. Nie inaczej jest w przypadku życia Posy. Jest ona prawie siedemdziesięcioletnią kobietą, której życie możemy poznawać na kartach powieści w miarę rozwijania się akcji. Posy spędziła szczęśliwe dzieciństwo w Domu Admirała łapiąc z ukochanym ojcem motyle, następnie wychowywała w nim własne dzieci, lecz wiek i koszty utrzymania domu stają się coraz trudniejsze do przeskoczenia, toteż Posy musi zastanowić się na sprzedażą domu. W międzyczasie na horyzoncie pojawia się Freddie, dawna miłość Posy, który zjawia się właściwie znikąd i wprowadza burzę w poukładane życie starszej pani, a wtórują mu jej dwaj synowie. Jeden z problemami finansowymi, drugi po wielu latach powracający do Anglii.

Myślę, że dość z opisu, czas na wrażenia! Pierwsze, co rzuca się w oczy to samo wydanie. Okładka jest z pięknym motylem, utrzymana w kolorach niebieskiego i pomarańczowo – żółtego. Typowe dla książek Lucindy Riley są chyba też grubości powieści i półtwarda okładka. Wszystko to tworzy przyjemne dla oka połączenie, nie dziwi więc fakt, że chciałam przeczytać 😉 Ale tak bardziej na poważnie to przyciągnęło mnie nazwisko autorki.

Jeśli chodzi o samą treść to jest to jak zwykle bardzo dobrze skonstruowana powieść, dobrze przemyślana, bohaterowie są też „jacyś”, a nie są bezbarwni i pozbawieni jakichkolwiek szczególnych cech charakteru. Faktem jest, że bohaterów jest ogromna ilość i jak to w życiu bywa, każdemu należy się chociaż chwilka uwagi. To prowadzi do tego, że niektóre fragmenty mogą wydawać się nudne, nieciekawe i zbędne. Nie ukrywam, sama bym kilka motywów i scen wycięła, lecz jeśli zastanowić się nad tym głębiej to one są po coś. Wiem, że zdarza mi się pisać w recenzjach, że za dużo kogoś, za dużo dialogów o niczym i tak dalej, ale w „Pokoju motyli” nie odczułam tego tak mocno. Stara tajemnica, która była skrywana przez mniej więcej pięćdziesiąt lat powoli zaczęła się wychylać i wyłaniać z ciemności, by stanąć w świetle dnia i wywrócić życie niektóry do góry nogami. Sam sekret… myślałam, że będzie to coś innego. Oczywiście, swoje podejrzenia mogłam wyrzucić do kosza jak tylko wszystko się wyjaśniło, ale mimo to mogło to być coś bardziej zawiłego, skomplikowanego. A wszystko okazało się trochę za proste.

Postać Posy to chodząca oaza spokoju, którą ciężko wytrącić z równowagi. Jest typową starszą panią, którą możemy spotkać w rodzimych powieściach obyczajowych – zawsze chętna do pomocy, do popilnowania dzieci, piekąca ciasteczka… po prostu wspaniała. Posy też za taką uchodzi wśród najbliższych i faktycznie, nie można jej nie lubić. Tym bardziej, że okazuje się nieidealną osobą, mającą swoje za uszami. Cała gama reszty bohaterów to między innymi, jej synowie, synowa, pewien autor powieści, miłość z młodych lat, wnuki, dawni znajomi… i każda z tych osób ma coś do zaoferowania, choć jak na powieść liczącą ponad pięćset stron to Lucinda Riley pewnie musiała nieco okroić całość, a przez to może nieco odjęła niektórym osobom.

Jest to, nie ukrywam, powieść o cukierkowym zabarwieniu. Takie odniosłam wrażenie. Wszystko na pozór jest normalne, nie odbiega za bardzo od rzeczywistości, a jednak chwilami bohaterowie jakby żyli w innej rzeczywistości. Pojawiające się problemy, takie jak ciężka choroba czy przemoc domowa zostały potraktowane właściwie, jako tło. Jako poboczne wątki, które można wpleść, żeby po prostu były. O ile przemoc domowa była nieco bardziej rozwinięta, o tyle choroba w zasadzie została jedynie wspomniana. Zdaję sobie sprawę, z tego, że jeśli autorka miałaby pisać o wszystkim to nawet tysiąca stron by brakło, ale nie dało się tego jakoś inaczej zorganizować?

Pomimo kilku kwestii, które nie do końca mi odpowiadały, jak chociażby ilość bohaterów czy może zbyt błahe potraktowanie niektórych tematów, a także idealizowanie Posy, to uważam, że nie był to absolutnie zmarnowany czas na czytanie. Lucinda Riley potrafi stworzyć świat i bohaterów, którzy przyciągają do siebie swoimi charakterami, emocjami czy problemami. Brzmi dosyć dziwnie? Może odrobinę, ale to chyba właśnie tajemnica Domu Admirała i osoby z nim związane tak bardzo przyciągają by poznać ich bliżej. Gorąco chciałabym Wam polecić zarówno „Pokój motyli” jak i pozostałe powieści autorki.

Ocena -5/6

Pomyluna

Dziękuję Wydawnictwu ALBATROS za egzemplarz książki.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s