Opublikowany w Pomyluna

Króliki z Ravensbrück – Anna Ellory


Kilka razy na tym blogu miałam okazję recenzować książki o tematyce obozowej, o czasach II wojny światowej, Holocauście no i oczywiście o samych obozach, w szczególności tym znajdującym się w Oświęcimiu. Pamiętając jak wielkie emocje towarzyszyły mi podczas wycieczki szkolnej w gimnazjum do tego miejsca postanowiłam, że w tym roku, mniej więcej po 10 latach odwiedzę je ponownie. Jak to jednak jest z innymi obozami? Przecież Oświęcim i Brzezinka nie były jedynymi obozami koncentracyjnymi. Dziś chciałabym Was zabrać w podróż do tamtego czasu z pomocą książki Anny Ellory „Króliki z Ravensbrück”.

Akcja całej powieści rozpoczyna się nie w 1944 czy 45 roku, lecz w 1989 w Berlinie. Mur berliński zostaje zburzony, rodziny łączą się po latach rozłąki i podziału Niemiec na Wschód i Zachód, a w tym czasie Miriam Winter, kobieta około czterdziestoletnia opiekuje się chorym ojcem, Heinrichem. Chory, starszy już człowiek ciągle powtarza tylko jedno imię i nie jest to wcale imię matki Miriam. Pewnego dnia kobieta odkrywa na nadgarstku numer, który okazuje się śladem po obozie, w którym znalazł się Heinrich. Do tego Miriam w rzeczach zmarłej matki znajduje kobiecy pasiak, a w nim zaszyte, ukryte wiele lat temu, listy. To właśnie z nich Miriam dowiaduje się mniej więcej, kim była Frieda oraz co robiono jej w obozie Ravensbrück.

Niniejsza powieść była chyba pierwszą albo jedną z pierwszych, które nie zawierały w sobie miliona imion, nazwisk, miejscowości czy dat, ale miała charakter bardziej fabularny. Przyznaję, że miałam względem niej spore oczekiwania, które zostały zaspokojone jedynie w połowie. Przede wszystkim akcja jest podzielona na rok 1989/90 i 1944/45. W pierwszym przypadku historia bardziej dotyczy Miriam, tego jak opiekuje się ojcem, jak odkrywa zaszyte listy, jak je czyta. Jednakże jej historia jest nieco głębsza, bo sięga też do nieudanego małżeństwa, które odbija się na psychice Miriam. Przeszłość zaś dotyczy głównie Heinricha, tego jak poznał Friedę i co ich łączyło. W tym miejscu, można powiedzieć, zaczyna się zgrzyt. Moim głównym oczekiwaniem, co do tej powieści było to, by choć trochę dowiedzieć się czegoś więcej o obozie Ravensbrück, żeby przeczytać historię, która mroziłaby krew w żyłach, a łzy płynęły strumieniami nad losem kobiet poddawanych nieludzkim eksperymentom. Chodziło mi też o to, by poczuć, choć przez chwilę jakąkolwiek empatię czy współczucie. Oczywiście, żeby nie było niedomówień, ja na swój sposób mam takie odczucia, jeśli chodzi o tematykę obozową, ale „Króliki z Ravensbrück” mi ich nie dostarczyły.

Anna Ellory napisała powieść, która w moich oczach przedstawia bardziej historię Miriam, jej sposoby radzenia sobie w życiu niż to, co przeżywała Frieda. Było tego zdecydowanie zbyt mało, listy były właściwie nie o takiej tematyce niż się spodziewałam. Myślałam, że wszystko będzie bardziej szczegółowo opisane, tymczasem listy miały tylko jeden wydźwięk i nie potrafiłam się za bardzo zbliżyć do którejkolwiek więźniarki.

Plusem z pewnością jest to, że autorka między fikcję literacką wplotła prawdziwe wydarzenia, warunki, w jakich żyły kobiety w obozie. Anna Ellory dość dobrze oddała tamte czasy i choć całość ma bardziej wydźwięk nieszczęśliwej, tragicznej miłości to wciąż pozostaje w tle obóz. Sporym ułatwieniem są również krótkie rozdziały, zamiast rozległych, przydługich opisów. Zauważyłam też pewnego rodzaju uniwersalność tej historii, gdyż pokazuje ona człowieka uciśnionego, zdanego na innych ludzi, który nie ma nic do powiedzenia. Ile razy w ciągu naszej historii ludzkości było tak, że znalazła się grupa ludzi, która podporządkowała sobie całe tysiące, zniewoliła je, wykorzystała do niewolniczej pracy a na końcu i tak uśmierciła? Ile razy człowiek dał się uwięzić drugiemu człowiekowi, bo zabrakło mu sił by powiedzieć „nie”? Zbyt wiele.

Przyznam szczerze, że choć „Króliki z Ravensbrück” opisuje tragiczną historię kobiet wykorzystywanych do eksperymentów, a także osobisty dramat głównej bohaterki, która czytając o złu i cierpieniu zdaje sobie sprawę, że musi zmienić coś w swoim życiu i nie dać się tyranii, to ja nie potrafię określić czy ta powieść mi się podobała czy nie. Ciężko jest też tego typu historie kategoryzować, bo okrucieństwo i zatracenie człowieczeństwa to nie jest coś, co można określić czy się lubi czy też nie, ale uważam, że powinno się takie rzeczy nagłaśniać. Z pewnością jest to historia o miłości, nadziei i walce z samym sobą, jednak dla tych, którzy myślą, że z starych listów dowiedzą się czegoś o obozie Ravensbrück to gorzko się rozczarują. Lepiej sięgnijcie po pamiętniki czy książki dokumentalne.

Ocena 4/6

Pomyluna

Dziękuję Wydawnictwu PRÓSZYŃSKI i S-KA za egzemplarz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s