Opublikowany w Pomyluna

Strażnik ognia – J. C. Cervantes


Kilka miesięcy temu, w październiku miałam okazję czytać książkę polecaną przez Ricka Riordana. Wielu z Was z pewnością zna choćby z nazwiska autora bardzo poczytnych serii o rzymskich i greckich czy nordyckich bogach. Ku mojej uciesze także inni postanowili pójść tropem Riordana i pisać własne serie o innych mitologiach.

Tym sposobem w moje ręce trafił pierwszy tom o przygodach Zane’a Obispo, zwykłego chłopaka, któremu pewnego dnia zaczęły rosnąć rogi. Z pierwszego tomu „Posłańca burzy” J. C. Cervantes można było dowiedzieć się czyim synem jest Zane. Natomiast w książce, o której Wam dziś napiszę, czyli „Strażniku ognia” będzie jeszcze więcej przygód i misji do wykonania.

Tak jak już wspomniałam, Zane to chłopak pozornie zwykły, ale szybko okazuje się, że ma w sobie boską krew. Kilka miesięcy po zakończeniu wydarzeń z pierwszego tomu Zane postanawia pomóc ojcu, który jakby nie było trochę przez syna trafił do boskiego więzienia, z którego nie ma wyjścia. Do tego chłopak musi jeszcze odnaleźć jemu podobnych, czyli innych „bogurodzonych”, bo wisi nad nimi niebezpieczeństwo. A jakby tego było mało to Zane ma jeszcze problem ze swoim psem, Rosie, która stała się ogarem piekielnym i przez to zachowuje się inaczej niż wcześniej, co martwi chłopaka.

Kontynuacja „Posłańca burzy” trzyma poziom i nie zaniża go. Co bardzo dobrze wróży całej serii, bo przecież drugi tom i klątwa… a w „Strażniku ognia” słowo „klątwa” pojawia się wiele razy. Jest oczywiście powtarzający się schemat: jest sielanka, miło i przyjemnie, gdy nagle dzieje się coś, co rusza wszystkich z miejsca. Główna postać, jak to bohater wyrusza na misję ocalenia siebie, bliskich i całego świata. Biega od jednego miejsca do drugiego i dostaje coraz to nowe zadania, by na końcu wykonać to pierwotne, postawione na początku książki. Skądś jest to znane, prawda? Ale wiecie co? Mnie wcale to nie przeszkadza! Bo w serii J. C. Cervantes mamy do czynienia z innymi bogami: majańskimi czy azteckimi. Dzięki tej serii naprawdę zachciało mi się zgłębiać temat i poszerzyć wiedzę o bogach czczonych ileś tysięcy lat temu w Ameryce Południowej i Środkowej. Ze szkoły zapamiętałam szczególnie to, że wierzenia Majów czy Azteków były okraszone o wiele większą ilością krwi.

Nie ukrywam, że czekałam na kolejną część o przygodach Zane’a z niecierpliwością, bo choć można uznać temat bogów w kontekście ich potomnych za odgrzewanie kotletów, to jednak ma się wrażenie, że wieje świeżością. Jak taki delikatny wietrzyk nad spokojnym morzem. Są tutaj pościgi za głównym bohaterem, nieoczywiste sojusze, które się zawierają, tajemnice tak mroczne, że lepiej by było, gdyby zostały nigdy nieujawnione. A w samym centrum tego wszystkiego znajduje się Zane Obispo. Czekałam na drugi tom i się doczekałam, a kiedy już przeczytałam, to mogę śmiało stwierdzić, że ta książka jest równie świetna co poprzednia. Jeśli chodzi o kwestie stylistyczne to trzeba przyznać, że autorka potrafi bawić się słowem i wychodzi jej to naprawdę świetnie, bo opisy nie są ani zbyt długie, ani zbyt krótkie. Wszystko jest odpowiednio wyważone i da się wyczuć, że jest to język skierowany ku młodzieży, która jest grupą docelową tej historii.

Jest to idealna historia dla miłośników Percy’ego Jacksona czy Magnusa Chase’a. Bawiłam się przy niej świetnie i ani się obejrzałam, a już byłam na ostatniej stronie! „Strażnik ognia” to bardzo dobra kontynuacja i już nie mogę doczekać się trzeciego tomu, który ukaże się, mam nadzieję, jak najszybciej. Czytajcie „Posłańca burzy” i „Strażnika ognia”, bo to kawał dobrej fantastyki wymieszanej z mitologią i przygodą!

Ocena 5/6

Pomyluna

Dziękuję wydawnictwu GALERIA KSIĄŻKI za egzemplarz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s