Opublikowany w Pomyluna

Księżycowe miasto. Dom Ziemi i Krwi część 1 i 2 – Sarah J. Maas


Sarah J. Maas zyskała ogromną popularność za sprawą swojej serii o szklanym tronie i ognistej królowej Aelin, a utrzymała ją dzięki serii o dworach z Feyrą i Rhysandem. Czytałam obie serie, obie skończyłam i myślę, że jest ona gdzieś pośrodku wśród autorów gatunku, bo choć ma wiele zalet to ma tyle samo wad. Nie mogłam się oprzeć nowej historii, którą napisała. Czułam, że będzie to dobra literatura! Pani Maas chce zabrać w kolejną podróż, tym razem nieco starszych czytelników w swojej nowej powieści „Księżycowe miasto. Dom ziemi i krwi”. Z racji tego, że polskie wydaje zostało podzielone na dwa tomy mające po ponad pięćset stron każdy to jest to naprawdę kawał historii. Ja dziś będę pisać o obydwu częściach, więc postaram się, by obyło się bez zdradzania szczegółów.

Akcja powieści rozgrywa się z nieistniejącym świecie w nieistniejącym mieście Lunathionie, zwanym także Księżycowym Miastem. Główną bohaterką jest Bryce Quinlan, pół-Fae kobieta, która w dzień handluje antykami, nie do końca czasem legalnymi, zaś w nocy korzysta z tego, co proponuje miasto. Nie ma problemu z tym, by udać się do toalety z obcym mężczyzną, by wciągać narkotyki i pić dopóki jest w stanie utrzymać się na nogach. Wszystko zmienia się, kiedy dochodzi do brutalnego morderstwa i Bryce staje niemal na środku sceny tych wydarzeń. Zostaje wplątana w coś, czego nie chce, lecz im dalej się w to zagłębia, to dochodzi ona do wniosku, że nie tylko jej życie jest zagrożone. W odkryciu prawdy pomaga jej upadły anioł Hunt Athalar, który ma w całym dochodzeniu także swój udział – może odzyskać wolność.

Świat wykreowany przez Sarę J. Maas to świat perfekcyjnie przedstawiony i opisany. Co najlepsze – nie poczułam natłoku informacji od samego początku, lecz każda wiedza, każdy podział, hierarchia czy historia pewnych istotnych wydarzeń są odkrywane przed czytelnikiem powoli i niespiesznie, tak, by mógł on się we wszystkim połapać. Mnie na początku ciężko było sobie wyobrazić ogólny podział władzy, czyli kto ją sprawuje na samym szczycie, kto niżej, a kto w ogóle nawet nie zasługuje na jakiekolwiek prawa, ale w miarę czytania, im dalej historia się toczyła, tym bardziej układałam sobie wszystko w głowie i w pewnym momencie rozumiałam wszystko. Wydaje mi się, że wystarczy się nieco mocniej skoncentrować na takich fragmentach i będzie wszystko jasne i zrozumiałe. Świat jest bardzo przemyślany, konkretny i spójny. Historia powstania Lunathionu, jego dzieje są stworzone od podstaw i to jest magią samą w sobie. A połączenie, jakie zastosowała autorka jest naprawdę dla mnie ciekawe – stworzenie perfekcyjnego świata, gdzie magia współgra z technologią. Gdzie to, co przez nas uważane za starożytność, spotyka nowoczesność i przyszłość. Wielowątkowość powieści tylko bardziej podkręca atmosferę!

Nie ulega też wątpliwości, że Sarah J. Maas bardzo lubi magię, istoty nadprzyrodzone a w szczególności Fae. To już trzecia seria, gdzie pojawiają się ci nieśmiertelni. Tym razem jednak autorka dodała do tej historii właściwie chyba wszystkie gatunki istot o specjalnych możliwościach. Począwszy od Fae, przez wilkołaki i wampiry skończywszy na aniołach. Przekrój „gatunków” jest spory i każdy powinien znaleźć w tej powieści coś dla siebie. A przy okazji można się przekonać jak dogadują się anioły z ludźmi, wilkami albo Fae. Mieszanka jest bardziej wybuchowa niż niejeden koktajl!

Jeśli chodzi o bohaterów… to Bryce jest chyba moją ulubienicą. To taki rodzaj zbuntowanej młodej kobiety, która wie jak wykorzystać swoje atuty do zdobycia informacji lub zawarcia korzystnej transakcji w imieniu antykwariatu. Jest z drugiej strony wrażliwa, przyjacielska i lojalna. Nie dziwię się, że w powieści niemal wszyscy ją lubią, czasem boją, ale na pewno wywołuje u różnych osób różne emocje. To chyba jedna z niewielu bohaterek, które polubiłam niemal od razu. Za jej cynizm, odwagę, bezczelność i ogromne pokłady przyjaźni i miłości. A także za to, że nie stara się być bohaterką bez emocji, jakiegokolwiek odczuwania, ale w chwili słabości potrafi ją okazać. A inne postaci… mam wrażenie, że nad każdą z nich Sarah J. Maas pochyliła się na długie chwile i stworzyła bohaterów, których się lubi, szanuje, kocha czy nienawidzi. Jest wiele osób, to prawda, ale każdej z nich autorka nadała szczególne cechy, które ją wyróżniały.

Czy są jakieś minusy? Może jeden. Pierwsza część, czyli niejako wprowadzenie do świata, do historii, odrobinę zbyt długo się ciągnie. Akcja zaczyna nabierać tempa coś około trzechsetnej strony albo i dalej. Prawdą jednak jest, że kiedy skończyłam pierwszą część to od razu rozpoczęłam czytać dalej i te sześćset stron to był prawdziwy rollercoaster emocji, zwrotów akcji, bójek, wymiany zdań, czy walki i próby przetrwania. A ostatnie sto pięćdziesiąt stron pochłonęłam z prędkością światła. Dawno żadna książka nie pochłonęła mnie na tyle, by czytać prawie cały dzień i noc.

To na razie pierwszy tom, ale wiem już, że chciałabym w przyszłości przeczytać kolejne, a mam nadzieję, że powstaną. Plotka okazała się prawdą jakoby ta seria była dla dużo starszych czytelników, że względu na swoją brutalności czy przekleństwa, ale jest przy tym bardzo realistyczna, prawdziwa. Ja z pewnością chcę więcej. Widziałam komentarze, jakoby „Księżycowe miasto” było spadkiem formy autorki… ja nie odniosłam takiego wrażenia, a Wy, jeśli chcecie się przekonać czy tak faktycznie jest to sięgnijcie i przeczytajcie. W końcu ile ludzi tyle opinii.

O to chodzi w życiu. By je przeżyć. By kochać. By pamiętać, że wszystko może zniknąć następnego dnia. Wszystkie te uczucia czynią życie o wiele cenniejszym.”

Ocena 5/6

Pomyluna

Dziękuję wydawnictwu UROBOROS za egzemplarze.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s