Opublikowany w Pomyluna

Zapomnij, że istniałem – Beata Majewska


Najnowsza powieść Beaty Majewskiej „Zapomnij, że istniałem” od samego początku, jak tylko zobaczyłam ją w zapowiedziach, była jednym z czytelniczych planów, które musiały być zrealizowane. Kiedy miałam okazję pisać o poprzednich książkach pani Majewskiej wielokrotnie podkreślałam, że pióro autorki jest lekkie i bardzo przyjemne, przez co stała się jedną z moich ulubionych polskich autorek. Pisałam też wielokrotnie, że tak podoba mi się każda z jej książek, że łyknę właściwie każdą, jaką jeszcze wyda. Zatem mam kolejną!

Zapomnij, że istniałem” to historia, gdzie dwa całkowicie odmienne charaktery spotykają się w ciekawych okolicznościach i nie mogą już potem normalnie funkcjonować. Luiza Mleczko jest młodą kobietą, która została wybrana na panią sołtys w gminie. Bardzo przykłada się do swojej roli – odwiedza mieszkańców i stara się sprawić, że będzie im się żyło miło i przyjemnie. Pewnego dnia puka do drzwi nowego mieszkańca, Rafała Snarskiego, którego wszyscy zdążyli już obgadać i stworzyć niesamowite opowieści o nim, jak na przykład, że jest byłym gangsterem i teraz ukrywa się w ich małej mieścince. Od samego początku między nimi coś się dzieje, choć nie można tego nazwać miłością ani nawet sympatią. Los jednak bywa przewrotny i jak pewnie się domyślacie, między tą dwójką zacznie dziać się coś więcej niż tylko przypadkowe spotkania w sklepie spożywczym. Rafał jednak ma pewną tajemnicę z przeszłości, której nie wyjawia a która ciągnie się za nim jak cień.

Ta powieść miała być inna. Ja tak bardzo liczyłam na to, że będzie to w końcu książka, która mi się nie spodoba i o której będę mogła napisać „Beata Majewska spuściła z tonu i jej nowa powieść to nieporozumienie i obniżenie poziomu, jaki do tej pory prezentowała”. Niestety – nie mogę tak tego ująć. Pani Majewska, choć powinnam bardziej pisać pani Augusta Docher, potrafi stworzyć piękną powieść, wspaniale ubrać w słowa uczucia i emocje bohaterów i dokładać do tego pieca coraz więcej i więcej aż powstanie prawdziwy wulkan namiętności, pożądania, stresu, niepokoju czy poruszenia. Bardzo podoba mi się w tej powieści to, że bohaterowie, choć na początku trochę skaczą sobie do gardeł, są dla siebie niezbyt mili, czasem wręcz złośliwi, to po czasie zaczynają dostrzegać swoje lepsze i bardziej wartościowe cechy. Ich relacja nie rozwija się na zasadzie kilku godzin na spotkaniach trzy razy w tygodniu i już wtedy wiedzą, że spędzą z sobą resztę życia. Mija więcej czasu i przede wszystkim podchodzą to tego bardziej racjonalnie.

Luiza jest z pewnością perfekcjonistką, która wszystko musi mieć uporządkowane, ustalone i jest wręcz czasem irytującą pedantką, nieskorą do żartów. Z kolei Rafał to typ mężczyzny, który sporo w życiu zobaczył i przeżył, więc nie rusza go bojowe nastawienie młodej kobiety, która prędzej przypomina ratlerka niż dobermana. Nie wiem jak mam Wam to opisać, ale dla mnie już od samego początku, od pierwszego ich spotkania czuć sporą chemię i przyciąganie, które idzie w parze jednocześnie z odrzuceniem i niedowierzaniem. Bo kiedy widzicie postawnego faceta w typie byłego zawodowego boksera to ciężko chyba uwierzyć w to, że umiałaby go poskromić kobieta o drobnej posturze i niewinnym wyglądzie. Pojawia się niedowierzanie i zaskoczenie u bohaterów, że coś takiego jednak może mieć miejsce. Luiza do pewnego momentu mnie lekko irytowała swoim zbyt przyzwoitym podejściem do całego życia włącznie z randkami z narzeczonym w określone dni. Na szczęście później zmienia się na lepsze i widać tę zmianę, jaka w niej zachodzi. O to chyba też chodzi w powieściach – by czytelnik widział i doświadczał wraz z bohaterem wewnętrznej przemiany.

Motyw całej historii oczywiście jest oklepany, zdaję sobie z tego sprawę. Jednak może zdarza Wam się sięgać po książki, które są do siebie bardzo podobne, mają ten sam motyw, taki sam schemat. Ale liczy się też samo wykonanie, ubranie każdej czynności we właściwe słowa i odpowiednie przymiotniki. „Zapomnij, że istniałem” to powieść, która zapada w pamięć i choć wiele osób może stwierdzić: „ale to już było”, to jednak różni się od innych. Pomysłem, unikalnością i przede wszystkim lekkim piórem i przyjemnym stylem, przez co książka jest idealna na ciepłe, letnie popołudnia.

Pani Majewska napisała kolejną historię, którą czyta się z zapartym tchem, a kiedy dochodzi się do epilogu to jest to jawne zachęcenie do czytania drugiego tomu, który ma ukazać się na jesień. Przyjemna, świeża historia zarówno o miłości i namiętności, co o stracie i bólu oraz o tym jak można sobie z nim radzić. Mam nadzieję, że i Wam spodoba się „Zapomnij, że istniałem”, jeśli zdecyduje się ją przeczytać i że tak jak ja nie będziecie mogli się doczekać kontynuacji.

Ocena 5,5/6

Pomyluna

Dziękuję Wydawnictwu JAGUAR za egzemplarz książki.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s