Opublikowany w MariDa

Ktoś jest w twoim domu – Stephanie Perkins


Niekiedy zdarza się tak, iż do chęci poznania historii wystarczy zdjęcie, człowiek, zbieg okoliczności czy ludzka ciekawość. Okładka „Ktoś jest w twoim domu” Stephanie Perkins idealnie wpasowuje się w co najmniej jeden z wymienionych powodów. Patrzę i zastanawiam się, kiedy u szczytu schodów pojawi się jakiś intruz. A może to ja miałabym pojawić się u góry, bo złoczyńca czeka na mnie na dole? I jeszcze ten różowy napis oraz odcisk dłoni. Moja wyobraźnia podpowiada mi, by poświęcić tej historii trochę czasu. By poznać bohaterkę, ale również jej sekrety. A propos bohaterki…

Makani poznajmy rok po przeprowadzce z Hawajów. Przeprowadzce spowodowanej rozwodem rodziców. Chodziło o to, by mieszkając z babcią, miała „choć trochę normalności”. Niestety miasteczko posiadające dwa tysiące sześćset mieszkańców to dla nastolatki mały koszmarek. I choć Makani znalazła bratnie dusze, marzy o tym, by się wyrwać. I w tych okolicznościach pojawia się pierwsza ofiara. Brutalne morderstwo wstrząsa miasteczkiem. A to dopiero pierwsza ofiara z liceum Makani.

Omawiana pozycja kwalifikuje się do powieści dla młodzieży. Tej nieco starszej. Ale tak sobie myślę, że spokojnie może zainteresować również dorosłych. Głównie przez opisy morderstw które, choć oszczędne, mocno działają na wyobraźnię. Mało tego, morderca jest bardzo kreatywny, a narrator mu sprzyja, roztaczając wokół niego aurę tajemniczości i pewności siebie. Jest w tym wszystkim coś przerażającego, co zmusza do myślenia. Czytelnik staje się po trosze mieszkańcem, który snuje własne teorie. Bo w tym wszystkim jest jakiś wspólny mianownik i nie sposób temu zaprzeczyć.

Ale co do samej treści… nie porwała mnie. Czytało się – w miarę – dobrze, ale brakowało mi dynamiki, akcji. Sam pomysł tytułowego kogoś w domu oceniam jako dobry, niemniej wykonanie jest już nieco nużące. Jak z serialem, który się czasem tylko słucha. Większość mogłaby nie istnieć, ale czasem trafi się jakiś ciekawszy fragment i wtedy człowiek staje się czujny i zainteresowany. Niestety to za mało. Ten tytułowy ktoś budził ciekawość, ale to były sporadyczne strzały, kiedy się pojawiał. Cała reszta była mało ciekawa.

W książce poruszono wątek odmienności pod kilkoma kątami. Doceniam, aczkolwiek to też nie zrobiło na mnie wrażenia. Zbyt wiele powieści zawiera w sobie choć jednego bohatera, który kocha się w przedstawicielu własnej płci, ubiera się typowo dla jakiejś subkultury czy lubi coś, co inni uznają za głupie i obciachowe. Odkąd poruszany jest wątek odmienności, autorzy chętnie pokazują, że oni ów „problem” dostrzegają, a wręcz w jakiś sposób omawiają. Tutaj jest dokładnie tak samo. Dopóki nie było to takie popularne, dawało do myślenia. Teraz? Teraz stało się rutyną, na którą w zasadzie nie reaguję.

I mimo faktu, że jest to książka dla młodzieży, mam wrażenie, że większość może się zawieść. Że potrzebuje czegoś mocniejszego, bardziej wyrazistego. Kogo wciągnie nijaki romans? Albo wątek tajemniczych zabójstw, który został zepchnięty w cień? A nie mówię już o wymagających czytelnikach, którzy pragną zapomnieć o całym świecie; ci dopiero będą zawiedzeni. Kto by przypuszczał, że tak klimatyczna i – nie ukrywajmy – trochę przerażająca okładka, skrywa takiego przeciętniaka?

Będę chciała zapomnieć o tej pozycji i myślę, że nie będę mieć z tym jakiegoś większego problemu. Może poza okładką, bo ona akurat jest świetna. Gdy ma się tę książkę w rękach, niemal słychać, jak woła, żeby ją przeczytać. Ale to wszystko. Dobry początek szybko przeradza się w umiarkowaną nijakość i tak trwa aż do końca. A na końcu! A na końcu wszystko dzieje się – klasycznie – na kilku stronach. Czy to jakaś klątwa? Nie można tego jakoś rozpisać, żeby czytelnik nie miał wrażenia, że rękopis wydzierano autorowi z rąk, dlatego tak bardzo się streszczał? Ech. Ale to tylko moja, subiektywna opinia. Jak zawsze, polecam wyrobić sobie własną.

Ocena: 3/6

MariDa

Za książkę do recenzji dziękuję wydawnictwu ZYSK i S-ka

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s