Opublikowany w Pomyluna

Bezlitosna siła. Mars – Agnieszka Lingas-Łoniewska


Prawie rok temu z czystej ciekawości otworzyłam książkę stanowiącą pierwszy tom cyklu „Bezlitosna siła” Agnieszki Lingas-Łoniewskiej. Choć sama nie jestem fanką walk MMA to jednak spodobała mi się ona za wiele czynników i postanowiłam wtedy kontynuować tę przygodę. Dziś natomiast przychodzę do Was z czwartym, ostatnim tomem, „Marsem”. Wszystkie cztery historie są ze sobą powiązane i przewijają się w nich wszyscy bohaterowie, także, jeśli nie zaczęliście jeszcze czytać, bądź jesteście w połowie którejś części to może na razie odłóżcie czytanie tej recenzji na później.

Ostatni tom to historia miłości Darka, młodszego brata Patryka Rottera, czyli bohatera drugiej części, „Polluks”. Życiem młodego mężczyzny rządzą nienawiść i szaleństwo, a wszystko to wywołane jest przeszłością i utratą bliskiej mu osoby. Po drugiej stronie ringu jest Liwia, pani psycholog pracująca w fundacji Martyny (żony Patryka). Także i ją los ciężko doświadczył, choć może jej strona medalu nie obfituje w tak przykre zdarzenia jak w przypadku Darka. Jak się na pewno domyślacie, od samego początku ich znajomości coś ich do siebie przyciąga, ale czy demony z przeszłości obojga będą słabsze w starciu z tą dwójką i odejdą w zapomnienie? Musicie przekonać się sami.

Wiecie, ja wychodzę z założenia, że skoro już zaczynam jakąś książkę czy serię to chcę ją mimo wszystko skończyć. Jedynym wyjątkiem jest pewna seria młodzieżowa, to moja jedyna porażka. Ale w przypadku „Bezlitosnej siły” to nie chodziło tylko i wyłącznie o to, że chcę mieć całą serię odhaczoną. Mnie się te książki zwyczajnie podobały. I tak, wszystkie cztery książki są właściwie kalkami samych siebie, jedynie są pozmieniane imiona, ale w literaturze nie chodzi tylko o to, by dostawać górnolotne i filozoficzne przemyślenia, ale także by się zrelaksować, zapomnieć na chwilę i swoich problemach. Przy tej serii udawało mi się to zaledwie na kilka godzin, gdyż „Marsa” przeczytałam w ciągu sześciu. Jest na swój sposób odprężająca, przyjemna akurat na lato, kiedy świeci słońce i człowiek chciałby zwolnić na chwilę. Te książki czytają się same i nawet się nie wie, kiedy czyta się przedostatnią stronę, by zaraz dotrzeć do końca.

Jeśli chcecie wiedzieć coś o bohaterach to wszyscy oni są do siebie podobni, to prawda. Wszyscy są wysocy, wysportowani, wytatuowani i znajdują sobie kobiety silne psychicznie, ale drobne i sporo niższe. No i wszyscy mają problemy z przeszłością. To, co mnie się szczególnie podobało to to, że czterech postawnych mężczyzn tworzyło zgrany zespół, tworzyli braterstwo krwi i każdy z każdego skoczyłby w ogień. To tylko fikcja literacka, ale o ile świat byłby piękniejszy, gdyby podobne relacje były powszechne. A do tego czterech dorosłych mężczyzn, którzy, na co dzień wolą obijać twarze zachwyca się dziecięcymi bucikami, to też mówi samo za siebie. Aha, no i nie oczekujcie kwiecistego języka, tylko zwiększoną ilość przekleństw, bo to przecież dorośli faceci, samce alfa, więc co, tęczą mają mówić? 😛

Mars” to ostatni tom, a ja jestem smutna, że to już koniec tej przygody. Bohaterowie nie byli idealni, każdy walczył z przeszłością i agresją w swoich wnętrzach, ale byli też fajnym przykładem prawdziwej przyjaźni. Znacie to powiedzenie, że jeśli w środku nocy zadzwoni do ciebie przyjaciel i mówi, że zabił człowieka to ty będąc prawdziwym przyjacielem zapytasz „To gdzie kopiemy dół?”. Takie są chłopaki z PantaRhei. I pomimo powielanego schematu to warto przeczytać „Marsa”, by zakończyć serię i dowiedzieć się czy wszyscy źli zostali w ogóle ukarani. Bardzo polecam!

Ocena 5/6

Pomyluna

Dziękuję wydawnictwu BURDA za egzemplarz książki.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s