Opublikowany w Pomyluna

Wyścig do słońca – Rebecca Roanhorse


W ostatnich miesiącach bardzo przypadła mi do gustu seria „Rick Riordan przedstawia”, w której to autorzy pod pewnym patronatem wujka Ricka przedstawiają i niejako promują zapomniane i zepchnięte na margines mitologie i kultury. To niesamowita okazja, by poznać ludy i zwyczaje inne niż te, które poznajemy w szkole. Było już o mitologii Greków, Rzymian, była mitologia nordycka, majańska, hinduska a nawet koreańska, więc teraz nadszedł czas na kulturę ludu Nawaho w powieści Rebecci Roanhorse „Wyścig do słońca”.

Główną bohaterką jest nastoletnia Nizhoni Begay, która od bardzo niedawna widzi potwory. I cóż… nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie to, że potworami okazują się osoby, które wcześniej wydawały się być normalne i niczym niewyróżniające się. Do tego wszystkiego (jakby to było wciąż za mało!), ojciec Nizhoni znika i jedyną wiadomość, jaką zostawia to rozkaz, by uciekać, więc co robi główna bohaterka i jej brat, Mac? Postanawiają ratować tatę! Jak możecie się domyślić, cała historia będzie jedną wielką podróżą, wypełnianiem różnych zadań i ucieczką przed potworami.

Po raz kolejny miałam obawę czy powielany już tak wiele razy schemat ma szansę się wybić, czymś wyróżnić, bym zapamiętała tę powieść na dłużej niż tylko kilka dni. Zdecydowanym i chyba największym plusem tej serii jest dla mnie przede wszystkim możliwość poznania nowej kultury, nowych wierzeń i legend. Tego nie uczą w szkole, a słuchanie po raz –enty na temat Zeusa czy Hadesa jest zwyczajnie nudne. O wiele ciekawsze wydaje mi się poznawanie bogów i podań z odległych miejsc, jak Ameryka Południowa czy w przypadku ludu Nawaho, Południowa Zachodnia część Stanów Zjednoczonych. Niestety… nie dowiedziałam się z tej historii zbyt wiele. Być może nie dostrzegam w niej jakichś ukrytych przekazów. Autorka zainspirowała się legendą o Bohaterskich Bliźniętach i to w zasadzie tyle. Miałam ogromną nadzieję na spotkanie z wieloma bogami, na bliższe przedstawienie wierzeń ludu Nawaho. Tym razem jednak trójka głównych bohaterów przemierza masę kilometrów by wypełnić zadania i dostać się do pewnej potężnej osoby, która może pomóc im odnaleźć ojca Nizhoni i Maka.

Kreacje bohaterów, jak to bywa w przypadku powieści spod „szyldu” Ricka Riordana to nastolatkowie w przedziale wiekowym 10-15 lat, toteż nie można oczekiwać, że ich decyzje i postępowanie będzie zbliżone do tego, jakim kierują się dorośli. Nizhoni, przyznaję to z ciężkim sercem, nie przekonała mnie do siebie i nie polubiłam tego jak została wykreowana. Właściwie rzecz ujmując, żaden z bohaterów nie wybijał się na pierwszy plan pod względem swojej oryginalności. Byli nijacy, płascy i papierowi jak zwykła biała kartka.

Ale żeby nie było, że są same minusy! Plusem jest to, że przez tę historię się płynie, jest lekka, przyjemna i akcja tak goni akcję, że praktycznie sama się czyta. Ale wiecie… główni bohaterowie, brak dokładnie przedstawionych bogów czy wierzeń Nawaho a sposób pisania autorki to trzy różne kwestie. Mnie po prostu jest zwyczajnie przykro, że cały pomysł został potraktowany tak bardzo po macoszemu! Bo osobiście takie wrażenie odnoszę.

„Wyścig do słońca” to powieść szczególnie dla nastoletnich czytelników, im powinna się podobać ta przygoda. Ja chyba nie dostrzegam wielu pozytywnych aspektów. Dobrze się bawiłam podczas czytania, przeżywałam razem z bohaterami niebezpieczne przygody, ale niestety nie poczułam klimatu, jaki czuję podczas poznawania innych książek z serii. Ani nie polecam ani nie odradzam, co kto lubi.

Ocena 4-/6

Pomyluna

Dziękuję wydawnictwu GALERIA KSIĄŻKI za egzemplarz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s