Opublikowany w MariDa

Klątwa ruin – Magdalena Wala


Magdalena Wala to autorka, która pewną powieścią zapadła mi w pamięci wyjątkowo mocno. Urzekła mnie lekkością, stylem, detalami oraz autentycznością czasów, w których wówczas działa się akcja. Z ogromną radością sięgnęłam zatem po „Klątwę ruin” – moją uwagę najpierw przyciągnął tytuł, a potem opis. Z chęcią zaszyłam się pod kocem i czekałam na podróż w czasie do 1920 roku.

Aniela to młoda dziewczyna, która mogłaby ukończyć dobrą szkołę, jednak zostaje zatrudniona jako panna do towarzystwa w ziemiańskim dworze. Jej życie dalekie jest od ideału, a niespokojne czasy są tylko powodem do trosk. Wszystko się jednak zmienia, gdy z wojny wraca porucznik Rafał, krewny chlebodawczyni Anieli. Obydwoje zdają się być sobą zafascynowani, jednak dopiero ruiny pobliskiego zamku zdają się ich do siebie zbliżać.

Początek był dla mnie jak wiatr, który bardzo często zapowiada burzę – nieco trudny. Postraszył mnie wciąż powielającymi się pełnymi imionami i nazwiskami, które początkowo mieszały mi w głowie – często można się z tym spotkać w serialach kostiumowych, gdzie używa się pełnej formy, gdy się do kogoś zwraca. Dodatkową trudność stanowiła mnogość wspomnianych nazwisk, którą trzeba było rozróżnić i najlepiej jeszcze zapamiętać. Na szczęście dość szybko bohaterowie się „rozpierzchli”, pozwalając mi skupić się na głównej bohaterce. A propos!

Aniela to postać, która nabiera barw dopiero przy wymianie zdań z porucznikiem Rafałem. W każdej innej sytuacji jest dość nijaka. Owszem, jest ciekawska, ale to czyni lepszą fabułę, a nie bohaterkę. Taka typowa szara myszka, przy której ciekawszy jest fortepian, na którym zdarzało jej się grać. Nie byłam nią zainteresowana, ale ciekawiła mnie za to historia tytułowych ruin. Bardzo lubię tajemnice przeszłości, a ta książkowa jawiła się jako perełka.

Ale tutaj też się zawiodłam. Tajemnica ruin wypadła równie blado jak bohaterka i wątek miłosny. Chwilami nie wiedziałam, w jakim czasie toczy się akcja, a to doprowadzało tylko do bałaganu w głowie i niechęci. Często odkładałam książkę i nie miałam ochoty do niej wracać. Irytowało mnie zbyt wiele rzeczy. Na niczym nie potrafiłam się skupić, chyba podobnie jak autorka. Za wszelką cenę chciała stworzyć klimat, ale ja nie potrafiłam go poczuć. To tak, jakby jeść zbyt wiele różnych smaków jednocześnie…

A samo zakończenie przelało czarę goryczy, bo było zbyt oczywiste. Chociaż z drugiej strony, choćby nie wiem jak zaskakujące było, nie uratowałoby reszty. „Klątwa ruin” wybitnie nie przypadła mi do gustu. Była chaotyczna, zbyt mocno nasiąknięta wojną i nieporadnie skupiająca się na kilku wątkach. Żeby choć bohaterowie byli charakterni…

Zabrakło mi w tym wszystkim emocji i zaangażowania autorki. Mam wręcz poczucie, że pisała trochę na siłę, może pod presją czasu. Być może nie przemyślała wszystkiego zbyt dobrze albo podczas pisania w jej głowie zrodził się jakiś pomysł, którego wcielenie w życie zaburzyło harmonię. Nie wiem, ale do mnie ta powieść nie przemówiła i nie będę jej polecać. A szkoda, bo zapowiadała się dobrze.

Ocena: 2,5/6

MariDa

Za książkę do recenzji dziękuję wydawnictwu KSIĄŻNICA PUBLICAT

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s