Opublikowany w MariDa

Trasa promocyjna – Andi Watson


„Trasa promocyjna” Andiego Watsona to książka o ciekawej okładce i niemałej wadze – to takie pierwsze spostrzeżenia. Jeśli zatem zostalibyście zaatakowani, można śmiało wziąć zamach i pozostawić na skórze napastnika bolesną pamiątkę. A będzie ona widoczna, gdyż okładka jest twarda. A tak już bez żartów… treść została przedstawiona w formie komiksu (czarno-białego). I choć książka wydaje się być gruba, liczy sobie zaledwie 270 stron.

G.H. Fretwell wyrusza w trasę promocyjną swojej najnowszej powieści, której fabuła wydaje się dość intrygująca. Niestety nic nie idzie tak, jakby sobie tego życzył, a pierwsze przygody spotykają go już po wyjściu z pociągu. Czy to możliwe, aby całe zamieszanie, które wytworzyło się wokół autora było dziełem masy zbiegów okoliczności?

Przede wszystkim został poruszony problem zaniżania wartości słowa pisanego, co bardzo rzuciło mi się w oczy. Ale nie tylko to. Bowiem bardziej rzuciła mi się w oczy nijakość głównego bohatera. Spotykało go mnóstwo dziwnych wydarzeń, a on przyjmował wszystko ze spokojem i chyba bez większego namysłu. Przykład? Wyobraźcie sobie, że ktoś każe Wam ot tak zmienić ławkę w parku, bo to akurat jego ulubiona – robicie to. Albo ludzie nieustannie Was lekceważą, a na Was nie robi to najmniejszego wrażenia, mimo że akurat powinno. Nasz książkowy autor jest postacią tak nijaką, jak się tylko da. Jakby ktoś wyprał go z emocji. Jakby był czystą kartką, czekającą na zapisanie. A pozostali?

Tutaj również wybijało skalę irytacji, gdyż o ile główna postać jest nijaka, tak prawie że cała reszta wydaje się być arogancka, zbyt pewna siebie oraz irytująca – w zróżnicowanym stopniu. Przytłaczają biedaka tak mocno, że kontrast jest aż nazbyt duży. Nie podobało mi się to. Miałam ochotę krzyknąć, żeby sobie poszli, albo żeby dali mu dojść do głosu. Grr!

Co do samej kreski, jest to kwestia szalenie indywidualna. Mnie osobiście w pierwszej chwili nie przypadła do gustu, jeśli chodzi o bohaterów, ale budynki oraz przedmioty to zupełnie inna bajka. Ponadto czułam się, jakbym oglądała jakiś niszowy film. Pozbawiony efektów specjalnych, ale za to z mocnym przekazem i wciągający. I co warto podkreślić – dość szybko przywykłam do ilustracji. Sylwetki ludzi przestały mnie „razić”.

Niestety fabuła sama w sobie była dla mnie lekko chaotyczna. Za dużo się działo wokół biednego Fretwella. Za dużo i za często. To trochę jak we śnie, w którym pełno jest absurdów i człowiek nie bardzo wie, co się dzieje, przez co ciężko się otrząsnąć. Nie, nie, nie.

Zakończenie zaś… jest nieoczywiste i zarazem otwarte. Nie podobało mi się. Tak samo jak niepozamykanie wielu wątków. Wszystko działo się szybko i zdawało mieć znaczenie. Ani to kryminał, ani komedia. Dla mnie „Trasa promocyjna” to historia nieporadnego człowieka, który nie wierzy w siebie i nie potrafi walczyć. Pytanie tylko czy to bardziej kwestia jego ciapowatości czy otaczających go ludzi.

Jednak mimo całego tego smutku i absurdów, uważam tę powieść graficzną za wartą uwagi. Mimo wszystko niesie za sobą pewien przekaz i ukazuje prawdę naszych czasów – niezwykle gorzką. Ponadto na uwagę zasługują ilustracje, bo są dość klimatyczne. Zwłaszcza uliczki i budynki. W pewien sposób wiele dają, bo wprowadzają czytelnika w nieco ponury nastrój. I chyba tylko dlatego polecam, bo sama treść jest… dziwna.

Ocenia: 3,5/6

MariDa

Za książkę do recenzji dziękuję wydawnictwu MARGINESY

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s