Opublikowany w Martycja

Cormoran Strike. Niespokojna krew – Robert Galbraith


Kolejne dwa lata czekania na kolejną część przygód mojego ulubionego duetu detektywów – Kormorana i Rudzika 😀 Potem jakieś dwa miesiące czytania postów w języku angielskim, jak to czytelnicy w Wielkiej Brytanii sobie mają książkę, a ja jeszcze nie. W końcu i na mnie przyszła kolej. Oczywiście, że warto było czekać. Zwłaszcza, że autor zafundował nam aż 910 stron! Czy kolejna część będzie liczyć 1000? 😛

Fabuła

Akcji książki rozpoczyna się w sierpniu 2014 roku. Strike przebywa w Kornwalii, gdyż jego ciocia Joan ciężko choruje, a wuj Ted nie jest w stanie sobie sam poradzić z opieką żony. Wraz z Cormoranem, w domu w St Mawes przebywa również jego siostra Lucy oraz jej trzech kilkuletnich synów. Aby odetchnąć od domowej sytuacji, Strike spotyka się w barze ze swoim przyjacielem z dzieciństwa Davem Polworthem, który jest rodowitym i dumnym Kornwalijczykiem marzącym o niepodległości Szkocji.

Cormoran, Robin, Sam Barclay (były wojskowy, który dołączył do agencji w poprzedniej części), Saul Morris (były policjant, który dołączył do agencji pomiędzy czwartą i piątą częścią serii) zajmują się kilkoma sprawami: żoną, którą mąż zdradza z młodszą kobietą; prezenterem pogody, który otrzymuje tajemnicze pocztówki oraz prezesem firmy, który jest prawdopodobnie szantażowany przez młodszego współpracownika.

Do wszystkiego dochodzi nowa, ciekawa sprawa. Otóż pewna 39-letnia kobieta pragnie wynająć parę detektywów, aby ci pomogli wyjaśnić sprawę jej matki, która zaginęła 40 lat temu. Cormoran i Robin proponują rok na rozwiązanie sprawy. Jeśli po takim czasie nie uda im się rozwikłać tak starej zagadki, wtedy dadzą sobie spokój. Anna Phipps przystaje na warunki i choć ma nikłą nadzieję na rozwiązanie tajemnicy, to jednak chce w jakiś sposób, definitywnie, zakończyć sprawę jej matki – Margot Bamborough, żeby już więcej nie żyć w przeświadczeniu „co, gdyby”.

Tak oto rozpoczyna się historia zaginionej lekarki, a śledztwo będzie trwać aż do października 2015 roku.

Moim zdaniem

Minął rok od wydarzeń z poprzedniej części. Minął rok, odkąd Robin przyłapała Matta na zdradzie. Minął rok od złożenia pozwu o rozwód. Minął rok, a rozwodu nadal brak.

Robin zatraciła się w pracy detektywistycznej, a Cormoran nadal nie dba o swoje zdrowie – pali za dużo papierosów, kiepsko się odżywia, przeciąża kikut nogi. Robin, jednak stara się dobrze odżywiać i maskować brak odpowiedniej higieny czapką. Wygląda na to, że dwójka detektywów uzupełnia się niczym Yin i Yang, niczym chłód i ciepło, niebo i ziemia, życie i śmieć, kawa i ciastko. Tylko czasami dochodzi do spięć, scysji, kłótni i nieporozumień, wtedy latają gromy i żadne z nich nie chce ustąpić, niczym stare, dobre małżeństwo, tfu, para przyjaciół 😉 Ich związek jest ciekawie poprowadzony. Aż nie chce się, aby ci dwoje zostali parą kochanków. Nie chce się również, aby zostali tylko przyjaciółmi. Wiem, że panuje przekonanie, że jak w serialu, serii czy filmach jakaś para wydaje się idealna, to lepiej ich od razu nie swatać, bo może zacząć działać klątwa. Klątwa, która swego czasu zniszczyła serial „Na wariackich papierach”. Poza tym, bardzo fajnie się czyta czy ogląda duet, który ma się ku sobie, ale jakoś w łóżku wylądować nie może. To dodaje smaczku i podkręca zainteresowanie. Niestety może też doprowadzić czytelników/widzów do szewskiej pasji, do frustracji i czystej nienawiści 😛 Mnie się ich perypetie dobrze czytało, raz nawet bardzo przeżywałam ich kłótnię, która okazała się wręcz odświeżająca! Aż nie mogę się doczekać, aby zobaczyć ją w serialu! Według mnie najlepsza scena w książce. TAK! Lepsza niż rozwiązanie tajemnicy, które było notabene zakręcone jak słoik, ale o tym później.

Poprzednia część była nieco polityczna, w końcu detektywi zajmowali się sprawą ministra. Tym razem mamy tak zwaną „cold case”, czyli zamkniętą sprawę. Zbrodnia sprzed 40 lat jest trudna z wielu powodów. Nie dość, że kilkadziesiąt lat wcześniej nie badano DNA, była inna technologia zbierania poszlak i zupełnie inne procedury, to jeszcze wielu świadków i podejrzanych jest bardzo starych, a wielu z nich po prostu już nie żyje. I jak tu prowadzić śledztwo? Trzeba przeszukiwać gazety, wycinki, archiwum dokumentów, nieczytelne raporty, miejsca, które albo już nie istnieją albo są całkowicie zmienione. Żyjący świadkowie mało pamiętają albo przeinaczają fakty. Chyba właśnie trudność w rozwiązywaniu starej zagadki jest najlepiej rozbudowanym wątkiem powieści. Bohaterowie muszą się nieźle nagimnastykować, aby poznać okoliczności zniknięcia młodej lekarki. Przesłuchiwanie żyjących świadków również jest interesujące, gdyż zostajemy przeniesieni w czasie do lat 70-tych, aby poznać ówczesne realia i sytuacje. Dwójka detektywów dała sobie rok na rozwiązanie tajemnicy Margot, a przecież muszą zająć się też innymi sprawami. Na szczęście mają do pomocy pracowników oraz nową sekretarkę.

Nową postacią, do tego bardzo wyrazistą, jest sekretarka na pełen etat – Patricia, w skrócie Pat. Jest to kobieta w średnim wieku, która pali tyle, co Cormoran, aczkolwiek nie przepada za swoim szefem – z wzajemnością, za to szefową lubi – z wzajemnością. Kobieta jest punktualna, skrupulatna, można na niej polegać. Dobrze prowadzi biuro, ku uciesze Robin i ku rozczarowaniu Strike’a. Drugą, nową postacią drugoplanową jest Saul Morris, którego Robin nie cierpi, Pat go uwielbia, a Cormoran cieszy się, że ma nowego pracownika do pomocy. Morris jest, według opisu w książce, całkiem przystojny i dobrze zbudowany. Wyraźnie podoba mu się „szefowa”, przez co rzuca w stosunku do niej głupie teksty i zawsze stara się być blisko niej, aby prężyć swoje muskuły.

Przez całą powieść poznajemy też Margo Bamborough, dzięki opowieściom rodziny, przyjaciół, współpracowników, a nawet wrogów. W toku śledztwa wychodzi bardzo złożony obraz młodej lekarki, którą jedni znali dobrze, inni mało co, a co niektórzy myśleli, że znają ją lepiej niż ona sama.

Samo rozwiązanie jednej z najstarszych i najbardziej tajemniczych spraw zaginięcia, pociągnie za sobą łańcuszek innych wydarzeń, innych sekretów oraz przypadkowe odkrycie zupełnie innych spraw. Poznamy mnóstwo świadków i podejrzanych. Na światło dzienne wyjdą wszelkiego rodzaju „brudy” i to nie tylko ze strony Margot, jej rodziny i przyjaciół, ale również policjantów w stopniu detektywa, którzy zajmowali się jej sprawą. We wszystko zostanie wplątany pewien seryjny morderca osadzony w zakładzie psychiatrycznym, gdyż był on najbardziej podejrzaną osobą uwikłaną w sprawę zaginięcia lekarki. To jednak nie wszystko, aby jeszcze bardziej skomplikować życie bohaterów i czytelników, autor dorzucił astrologię, horoskopy oraz demony 😀

Niedawno widziałam wywiad z autorką autorem. Pani Rowling Pan Galbraith przyznał, że pomylił się w datach, ale na szczęście korekta to wychwyciła, więc nie było nieścisłości. Przyznam, że ja czytając te wszystkie horoskopy podejrzanych, o ich datach urodzin, o księżycach w znakach zodiaku i planetach w dniu narodzin były dla mnie tak zagmatwane, niejasne i mało interesujące, że nawet gdyby ten błąd został w książce, to nawet bym tego nie zauważyła 😛 Bawiłam się w horoskopy w podstawówce i liceum, teraz to już do mnie nie trafia, tak samo jak medium, wróżenie czy tarot. Raz, jak mi znajoma powiedziała, że była u wróżki, to moja reakcja była niczym Strike’a „o kur*a…” Dlatego też wszelkiej maści kryształy, czakry i inne hokus pokus kojarzą mi się z kilkulatkiem, który myśli, że wujek faktycznie ukradł jego nosek 😛

„Niespokojna krew” jest jedną z najlepszych części serii, może nawet i najlepszą (przynajmniej do tej pory). Na pewno najdłuższą! Z perspektywy tych siedmiu lat, mogę na poczekaniu streścić część pierwszą, przedostatnią i ostatnią (przedostatnią tylko dlatego, bo ostatnio oglądałam serial), jeśli więc za kilka lat nie będę mieć problemu ze streszczeniem piątek księgi, to będzie znaczyć, że faktycznie jest najlepsza 😉

Na zakończenie przytoczę jeszcze mój ulubiony cytat. Jest to kwintesencja tego, co rozgrywa się na przestrzeni roku.

„–Spod jakiego jesteś znaku? –spytała Robin, próbując to rozpracować.

Nie mam pojęcia.

Oj, nie chrzań–zniecierpliwiła się.

Spojrzał na nią zdziwiony.

Jesteś nieszczery! Każdy wie, spod jakiego jest znaku. Nie wywyższaj się.

Strike niechętnie się uśmiechnął, zaciągnął się głęboko papierosem, wydmuchnął dym i powiedział:

Strzelec, ascendent w Skorpionie, Słońce w pierwszym domu.

To… –Robin zaczęła się śmiać. –Zmyśliłeś to na poczekaniu czy mówisz prawdę?

Jasne, że mówię prawdę, kurwa –powiedział Strike. –Tylko że w zasadzie nic z tego nie jest prawdą, no nie? Ale potwierdzam, właśnie tak mówi mój „horoskop urodzeniowy”. Przestań się śmiać, do cholery. Pamiętaj, kim była moja matka. Ona uwielbiała takie pierdoły. Kiedy się urodziłem, jedna z jej najlepszych przyjaciółek postawiła mi pełny horoskop.”

Ocena: 6/6

Martycja

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s