Opublikowany w MariDa

Ucieczka z Auschwitz – Alfréd Wetzler


Napisano już wiele książek na temat Auschwitz. Za każdym razem, gdy sięgam po kolejną, zawsze męczy mnie fakt, że nie mogę pomyśleć, że to tylko fikcja. To nigdy nie jest nic przyjemnego. Ale czytam, by poznać jak najwięcej wspomnień, przypomnieć sobie, że w niektórych ludziach drzemać może wielkie zło, i nauczyć się czegoś, bo każda historia to lekcja. Dlatego „Ucieczka z Auschwitz” Alfréda Wetzler to kolejna opowieść, na którą się zdecydowałam.

Tym razem autor to jednocześnie główny bohater, jeden z dwunastu więźniów, jakim udało się uciec z obozu. Jednocześnie jako pierwszy – wraz z Rudolfem Vrbą – opisał zbrodnie, jakich był świadkiem. By ludzie uwierzyli, zabrali ze sobą kilka dokumentów. I to właśnie o tym jest ta historia. Oparta na faktach, choć sfabularyzowana. O codzienności w obozie oraz ucieczce.

„Ucieczka z Auschwitz” to pozycja, która jest bardzo podobna do wielu swych poprzedniczek. Jest opis okrucieństwa Niemców, jest miejsce na cierpienie i ogromna przestrzeń dla wszechobecnej śmierci. Różnica tkwi w bohaterach oraz ich spojrzeniu na obozowe życie. Ale w tym wszystkim jest coś, co nie do końca mnie przekonało. Coś, co nie pozwoliło mi dzielić choć namiastki strachu, jaki przeżywali na co dzień więźniowie.

„Któryś więzień to kiedyś policzył w niedzielę: trzynaście kilometrów fos i kanałów, szesnaście kilometrów płotu z drutu kolczastego, trzy tysiące betonowych słupów i sześćset dwadzieścia baraków otoczonych dwustu pięćdziesięcioma wieżami strażniczymi; czyhają na nich strzelcy wyborowi z pistoletami i karabinami maszynowymi. Ale spokojnie mogło być tego więcej”.

Moja „wizyta” w tym miejscu za każdym razem jest szokująca. Odciska swe piętno. Ale tym razem nie potrafiłam się skoncentrować. Przeszkadzało mi mnóstwo epizodycznych postaci, które pojawiały się i znikały – z różnym natężeniem. Rozpraszały mnie również opisy. Były przerażające, ale było ich tak wiele, że jakby straciły na sile. W przypadku opowieści tego typu brzmi to okrutnie, ale taka jest ludzka natura. Moja wyobraźnia była przesycona. Bardzo chciałam skupić się na konkretnym wątku, jednak autor co rusz skupiał się na czym innym. I to jest największy zarzut dla tej pozycji.

Nie potrafiłam usiąść i czytać przez dłuższy czas. Lekki chaos, który panował w fabule, przeniósł się do mojej głowy. A gdy jego poziom robił się zbyt wielki, odkładałam książkę i zajmowałam się czymś innym. Co gorsza, prawie za każdym razem nie chciałam do niej wracać. Musiałam się trochę zmuszać. I to w jakimś stopniu bolało. Nie podobało mi się, że nie jestem w stanie przyswajać tak ważnej treści. Że mam z tym problem.

Zmiana nadeszła, gdy dwaj bohaterowie uciekli z obozu. Miałam wrażenie, że czytam coś, co napisał ktoś inny. Zniknął chaos. Wszystko skoncentrowało się na ciężkiej wędrówce, która stała się walką o każdy krok. Nawet nie próbuję pojąć, ile cierpienia musieli znieść i jak wielki strach im towarzyszył. Ale najbardziej przemówił do mnie „Dodatek. Sprawozdania Alfréda Wetzlera i Rudolfa Vrby”. Surowe fakty, bez owijania w bawełnę. Wszystko opatrzone kilkoma zdjęciami i sporą ilością dokładnych statystyk.

Bez wątpienia jest to wartościowa pozycja, jak każda, która traktuje o ludobójstwie, ale niestety nie byłam w stanie odebrać jej tak, jak powinnam. Przez większość się męczyłam. Jest mi bardzo źle, że użyłam właśnie tych słów, ale to prawda. Jednak historia dwójki uciekinierów sprawiła, że zadałam sobie pytania, na które ciężko mi jednoznacznie odpowiedzieć: Czy gdybym spotkała ich na swej drodze, uwierzyłabym? Jak mocno zapierałabym się, że to niemożliwe? Aż wreszcie: Do kogo ja bym się zwróciła, będąc na ich miejscu?

Zachęcam do zapoznania się z treścią, ponieważ absolutnie każda relacja jest na wagę złota. Każda wnosi coś do naszego życia i każda jest wyjątkowa. Ta również.

Ocena: 3/6

MariDa

Za książkę do recenzji dziękuję wydawnictwu MARGINESY

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s